"Człowiek z magicznym pudełkiem": Polska w 2030 roku

Najnowszy film Bodo Koxa "Człowiek z magicznym pudełkiem" pokazuje obraz Warszawy roku 2030. Jest to wizja pesymistyczna. Inwigilacja, problemy z wodą i bakteriami - to niektóre z problemów ludzi z przyszłości.

Olga Bołądź i Piotr Polak w "Człowieku z magicznym pudełkiem"

Bodo Kox, który jest czołowym przedstawiciel polskiego kina awangardowego, stworzył obraz przyszłości nie tylko bazując na własnych przypuszczeniach. Szukając odpowiedzi na to, jak mogą potoczyć się losy naszej cywilizacji, rozmawiał również z ekspertami od geopolityki i technologii. Tłem dla historii opowiedzianej w jego filmie jest świat, w którym ludzie zmagają się z deficytem wody, bakteriami, wirusami, ograniczonym internetem, inwigilacją, autorytarnym państwem. Jednak, jak podkreśla reżyser, ten film jest przede wszystkim "historią miłosną, a nie typowym kinem science-fiction".

Reklama

W filmie nie ma latających statków ani niesamowitych wynalazków. "Samochody nie zdążą się diametralnie zmienić, dlatego najnowsze modele dziś są w filmie obecne jako samochodowy standard. Nie było tu miejsca na szalone wizje, bo rzeczywistość nie będzie się aż tak różniła od tego, co teraz. Pozwoliliśmy sobie jedynie na wprowadzenie chipów w ciele człowieka, z pomocą których można płacić za zakupy" - opowiada scenograf Wojciech Żogoła.

Przejdźmy do warstwy fabularnej filmu. Adam (Piotr Polak) rozpoczyna pracę w wielkiej korporacji. Poznaje w niej atrakcyjną Gorię (Olga Bołądź), którą jest oczarowany. Początkowo dziewczyna opiera się jego zalotom. Gdy jednak romans nabiera rumieńców, chłopak dokonuje niebywałego odkrycia. W swoim nowym mieszkaniu znajduje stare radio, które nadaje audycje z lat 50. Okazuje się, że odbiornik emituje również fale umożliwiające teleportację. Podczas jednej z podróży Adam "utyka" w 1952 roku. Zaniepokojona nieobecnością ukochanego Goria podejmuje się fascynującej, ale i niebezpiecznej misji sprowadzenia go z powrotem.

Co dla Koxa były punktem wyjścia do pracy nad filmem? W 2012 w trakcie porządków domowych odnalazł radio po dziadkach. Pomyślał sobie: co było, gdyby podłączyć to radio i zaczęłoby ono grać piosenki z przeszłości. To wywołało lawinę kolejnych pomysłów. "Później, kiedy ten scenariusz wszedł w pesymistyczną, orwellowską wizję, stwierdziłem, że musi tam być więcej miłości. Po pewnym czasie zdecydowałem, że ludzie powinni wyjść z tego kina z jakąś nadzieją, więc skoncentrowałem się głównie na romansie kochanków" - mówi reżyser.

"Człowiek z magicznym pudełkiem" w kinach od 20 października.

Dowiedz się więcej na temat: Człowiek z magicznym pudełkiem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje