Czarne komedie, czyli uśmiech na ustach, ale gorycz w gardle

W piątek, 27 kwietnia, do polskich kin trafi film fabularny "Śmierć Stalina", czarna jak smoła komedia o Chruszczowie, Berii i innych współpracownikach Józefa Stalina, którzy po zgonie dyktatora rozpoczynają walkę o kontrolę nad zbudowanym przez niego aparatem terroru. Z tej okazji prezentujemy listę dziesięciu najbardziej oryginalnych - naszym zdaniem - czarnych komedii.

Kadr z filmu "Śmierć Stalina"

Reżyser filmu "Śmierć Stalina", Armando Iannucci jest znany z "Zapętlonych", "Figurantki" oraz innych ciętych satyr na świat międzynarodowej polityki. Na planie "Śmierci Stalina" udało mu się zgromadzić grupę znakomitych amerykańskich i brytyjskich aktorów, na czele ze Steve’em Buscemim i Michaelem Palinem.

Sam film to porywający komediowy spektakl, po zakończeniu którego śmiech grzęźnie w gardle - wiemy bowiem, że rzeczywistość była po stokroć straszniejsza.

Reklama

Przyjęta przez Iannucciego forma opowiadania o koszmarze dawnych czasów może w "Śmierci Stalina" szokować. W filmie pojawiają się dowcipy o rozstrzeliwaniu niewinnych i torturowaniu potencjalnych winnych, a trawiący przeciętnych ludzi strach służy kilkukrotnie do wprowadzania na ekran wisielczego humoru.

Ale "Śmierć Stalina" nie przekracza nigdy umownej granicy, za którą kryje się tania sensacja i szokowanie dla zdobycia większej widowni. Wręcz przeciwnie, film ma do przekazania wiele ciekawych refleksji, również na temat współczesności. Z okazji premiery sporządziliśmy zestawienie dziesięciu innych czarnych komedii, nie tylko politycznych, których seanse pozostawiały widzów zarówno z uśmiechem na ustach, jak i goryczą w gardle.

Komedia o zagładzie

"Dyktator" (1940) Charliego Chaplina jest znany przede wszystkim z przemowy, którą słynny komik, ucharakteryzowany na Adolfa Hitlera, wygłosił prosto do kamery. Film jest jednak również błyskotliwą satyrą i czarną komedią, która pokazuje, że śmiać można się ze wszystkiego, o ile znajdzie się odpowiednią do tego formę. W "Dyktatorze" Chaplin wprowadził slapstick i zwariowany humor do getta żydowskiego oraz nazistowskiego obozu koncentracyjnego, ale ani przez sekundę nie zapomniał o powadze sytuacji oraz pokojowym przesłaniu.

Bombą w drani!

Drugą najbardziej znaną satyrą wojenną jest "Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę" (1964) Stanleya Kubricka. Stężenie zimnowojennego absurdu na metr taśmy filmowej jest w tym arcydziele komediowej przesady tak duże, że przez cały seans zapominamy o tym, że to w gruncie rzeczy całkiem prawdopodobna prognoza początku III wojny światowej. Obserwujemy z radością bandę przekrzykujących się dużych dzieci, a potem kowboja-idiotę ujeżdżającego ogromną bombę. Dopiero po jakimś czas przychodzi egzystencjalny smutek.

Mniam-mniam

Zmieniamy całkowicie klimat na soczysty post-apokaliptyczny surrealizm Jean-Pierre’a Jeuneta i Marca Caro, w który bardzo łatwo wsiąknąć na półtorej godziny. Akcja "Delicatessen" (1991) rozgrywa się we Francji zniszczonej jakąś plagą lub wojną, w budynku, w którym obrotny rzeźnik morduje nowych lokatorów, żeby za pomocą ich mięsa wykarmić starą ekipę. I jeszcze na tym zarobić, co oczywiste. Fenomenalne walory wizualne oraz przewijający się przez cały film radosny czarny humor sprawiają, że nie jest to pozycja jedynie dla zdesperowanych wegetarian.

Japiszońska rapsodia

Główny bohaterem "American Psycho" (2000) jest przebojowy nowojorski makler, który szasta pieniędzmi, żeby tylko udowodnić sobie i innym, że jest wspaniały i wart wszelkich nagród świata. Satyra na świat amerykańskich yuppie, którym wydaje się, że stoją ponad prawem i wszystko im się należy, przeistacza się w pewnym momencie w film o narodzinach seryjnego mordercy, ale nie traci ani przez chwilę kąśliwego tonu i czarnego humoru. Reżyserka Mary Harron pokazuje palcem, że wszyscy jesteśmy trochę winni popularności takiego trybu życia.

Szczęście w nieszczęściu

Arcydzieło czarnej komedii stworzone przez Todda Solondza, które jest chwilami tak gorzkie, że człowiek dałby wszystko, żeby zamienić się miejscami z uwięzionymi w domu czarownicy Jasiem i Małgosią. "Happiness" (1998) to opowieść o ludziach, którzy nie radzą sobie z własnym człowieczeństwem, podejmuje tak trudne tematy jak gwałt, pedofilia czy różne perwersje, które robią z teoretycznie normalnych mężczyzn i kobiet emocjonalne wraki. To również film o samotności, o desperackiej potrzebie czucia czegokolwiek, więc pozostawia ostatecznie z egzystencjalnym dołem.

Zuch Mikołaj

Żaden rodzic nie chciałby, żeby jego dziecko spotkało Willie’ego T. Soke’a, alkoholika, seksoholika, złodzieja i życiowego nihilistę, który przebiera się za Św. Mikołaja, by rabować centra handlowe. Ale wielu rodziców z wielką przyjemnością ogląda perypetie Willie’ego i jego zaprzyjaźnionego karła Marcusa, który na potrzeby skoków przywdziewa strój elfa. "Zły Mikołaj" (2003) Terry’ego Zwigoffa to film amoralny, cyniczny, szyderczy i jednocześnie szalenie zabawny, a antypatycznym antybohaterom trudno odmówić pewnego filmowego uroku.

Król złego smaku

O filmie Bobcata Goldthwaita - kiedyś aktora kojarzonego ze zwariowanym Zedem z "Akademii policyjnych", dziś reżysera przekraczającego granice dobrego smaku - krążą legendy. "Boże, błogosław Amerykę" (2011) to opowieść o wkurzonym pustką popkultury facecie, który dowiaduje się, że umiera, uznaje więc, że czas na wybuchowe pożegnanie z ziemskim łez padołem. Chwyta za broń palną, rekrutuje myślącą podobnie dziewczynę i zaczynają razem zabijać wszystkich, którzy ich zdaniem są bezmyślnymi idiotami odpowiadającymi za permanentne ogłupianie ludzkości.

Hakuna Matata!                                                    

"Cztery lwy" (2010) opowiadają z kolei o grupie brytyjskich muzułmanów, którzy chcieliby stać się islamskimi fundamentalistami i wysadzać niewiernych, ale są zbyt nierozgarnięci, by skrzywdzić choćby muchę. Reżyser Chris Morris zbliża się miejscami fabularnie do rzeczywistych wydarzeń, które wstrząsały opinią publiczną, ale za każdym razem znajduje sposób, by wykpić się coraz czarniejszym humorem. Wielki finał filmu rozgrywa się w trakcie londyńskiego maratonu, ale stężenie absurdu jest tak duże, że na te kilkanaście minut dajemy się ponieść rytmowi komedii.

Ludzkie zwierzęta

"Człowiek pogryzł psa" (1992) to zrealizowana w formie fałszywego dokumentu opowieść o seryjnym mordercy, który zabija na oczach i przed kamerą ekipy filmowej zafascynowanej jego charyzmą i perwersyjnym nihilizmem. Belgowie Rémy Belvaux, André Bonzel i Benoît Poelvoorde stworzyli film, którego nie da się oglądać bez wyrazu zniesmaczenia na twarzy. Ale właśnie o to chodzi, bowiem widz, który nie zaprzestaje oglądania, staje się współwinny tego, co wyczynia morderca, a to prowadzi do wielu refleksji, choćby nad sednem przemocy w kinie...

Oto jest pytanie

"Dyktator" Chaplina jest najbardziej znaną czarną komedią na temat II wojny światowej, ale nie wolno zapominać o istnieniu "Być albo nie być", w którym Ernst Lubitsch szydzi na dziesiątki różnych sposobów z nazistowskiej miłości do przechwałek, ideologizowania oraz ślepego słuchania rozkazów. Zawiła fabuła, w której udział biorą polscy aktorzy teatralni, brytyjscy lotnicy oraz niemieccy zdrajcy, prowadzi w pewnym momencie do osiągnięcia stanu czystego szaleństwa, który udziela się również widzowi. Łzy śmiechu i śmiech przez łzy.

Autor: Dariusz Kuźma

Dowiedz się więcej na temat: Śmierć Stalina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama