Clint Eastwood: Nie wszystkie dzieci mogły nazywać go tatą

Clint Eastwood /Collection Christophel /East News

W życiu często bywał równie twardy i okrutny, jak bohaterowie jego filmów. Ale i on miewał swoje słabe strony...

Reklama

Ma na koncie ponad 60 ról filmowych, podobną liczbę kochanek, dwie żony, dwa Oscary i jedną minę. No, według Sergia Leone, może dwie - jedną w, a drugą bez kapelusza, obie naprawdę świetnie opanowane. "To, co robisz, rób dobrze" - nie na darmo powtarzał ojciec Clintowi Eastwoodowi.

Dziś według niego mało kto robi coś dobrze. "Pokolenie mięczaków i lizusów" - tak, a nawet dosadniej, określa Clint współczesną młodzież. Sam pochodzi z pokolenia surowych twardzieli. Urodził się w 1930 r. i od pierwszej sekundy życia budził respekt: ważył 5,2 kg, a pielęgniarki ochrzciły go "Samsonem". Lubi opowiadać, jak jego rodzina w czasach Wielkiego Kryzysu przenosiła się z miasta do miasta za pracą, a oczy zachodzą mu łzami, gdy przypomina sobie biedaka, który chciał porąbać stos drewna w ich ogrodzie w zamian za kanapkę. Rzadko wspomina zaś, że gdy Eastwoodowie osiedli w końcu na stałe w kalifornijskim Piedmoncie, zamieszkali w jednej z lepszych dzielnic, mieli basen i dwa samochody. Clinta nie posłali do najlepszego liceum tylko dlatego, że tuż przed rekrutacją zniszczył murawę na szkolnym boisku, jeżdżąc po niej motorem.

Trafił do liceum technicznego, uczył się słabo, powtarzał rok i ostatecznie nie skończył szkoły. Niedługo potem dostał zaciąg na wojnę z Koreą. Zamiast w okopach, spędził ją w Kalifornii jako ratownik na wojskowym basenie w Forcie Ord. Bardziej niż służbą interesował się jednak córką jednego z oficerów, dzięki której zdobył zresztą swoje jedyne zbliżone do wojennego doświadczenie. Gdy zaprzyjaźniony pilot podczas burzliwej nocy podrzucał go do bazy z potajemnej schadzki, maszyna musiała wodować na "rojącym się od rekinów" oceanie, a Clint przepłynął do brzegu ponad 3 km.

Fort okazał się bramą do Hollywood. Kręcący tam spece z Universalu zauważyli wzrost (193 cm!) i urodę Clinta, ale po pierwszym przesłuchaniu orzekli, że zadatki na aktora ma słabe. Szczególnie nie spodobało im się, że każdą kwestię cedzi przez zęby - maniera ta później stała się jego znakiem rozpoznawczym. Zaproponowali mu jednak kontrakt na 100 dolarów tygodniowo pod warunkiem, że zapisze się na zajęcia aktorskie.

Po miesiącach nieudanych castingów dostał wreszcie mikroskopijną rólkę w "Zemście potwora". Przez kolejne trzy lata nie było lepiej. 

Reklama

Przełom nastąpił w 1958 r., gdy dostał jedną z głównych ról w popularnym westernowym tasiemcu "Rawhide". Utknął tu na 7 lat, pracując często 6 dni w tygodniu po 12 godzin dziennie, ale płacili nie najgorzej - pod koniec jego gaża za odcinek wzrosła z 750 dol. do 199 tys. Gdy serial zszedł z anteny, odtwórca roli głównego kowboja odrzucił, a Eastwood przyjął rolę w "Za garść dolarów" mało znanego wtedy włoskiego reżysera. Bezimienny rewolwerowiec stał się bohaterem całej trylogii, a Eastwood prawdziwą gwiazdą.

Na uznanie krytyków musiał jednak jeszcze poczekać - to, co według niego było oszczędnym doborem środków wyrazu, oni uznawali za drewniane aktorstwo. Nieco lepiej przyjęli jego rolę w "Brudnym Harrym", gdzie wcielił się w milkliwego, acz obdarzonego talentem do wyjątkowo chwytliwych kwestii, samotnego wilka. Czteroczęściowa seria okazała się oszałamiającym kasowym sukcesem, producenci używanego przez Harry’ego pistoletu Magnum 44 odnotowali rekordy sprzedaży a filipińska policja poprosiła o kopię filmu na potrzeby szkolenia funkcjonariuszy. Nie wszyscy byli jednak przekonani o słuszności etyki zawodowej Harry’ego, a film wzbudził w Ameryce prawdziwą dyskusję o przemocy, także wobec kobiet. Przed ceremonią wręczenia Oscarów w 1972 r. odbyła się nawet manifestacja, na transparentach można było przeczytać, że "Brudny Harry to zgniła świnia".

Prywatne życie Clinta mogłoby dostarczyć protestującym wielu argumentów. Po raz pierwszy ożenił się w wieku 23 lat z Maggie Johnson, poznali się pół roku wcześniej. Nie przeszkadzało mu to być w równoległym związku z inną kobietą, która zaszła w ciążę, po czym oddała córkę do adopcji. Dziesięć lat później dorobił się kolejnej córki z wieloletnią kochanką, kaskaderką Roxanne Tunis, choć istnienie dziecka było trzymane w sekrecie przez 25 lat, a Eastwood nie kwapił się do nadania mu swego nazwiska. Do przerwania ciąży, w którą zaszła z Clintem, przyznała się też pływaczka Anita Lhoest, a do zwykłych romansów ponad 10 innych kobiet, w tym Catherine Deneuve.

Maggie po próbnej separacji zdecydowała się zawalczyć o ich związek i po kilkunastu latach małżeństwa urodziła dwoje dzieci, z którymi jednak Clint nie spędzał wiele czasu, rozdarty między następne produkcje a kolejne kochanki, m.in. aktorkę Sandrę Locke. "Clint wyznał, że przede mną nigdy nie był zakochany, a nawet napisał dla mnie piosenkę 'Ta, która uczyniła mnie monogamistą'" - wzruszała się Locke. Podczas ich związku usunęła dwie ciąże, nie wiedząc, że w tym samym czasie aktor dorobił się dwojga dzieci z inną kochanką - w ich dokumentach widnieje "odmowa uznania ojcostwa".

14-letni związek z Sandrą zakończył się kilka lat po rozwodzie Clinta z Maggie (po 32 latach małżeństwa). Locke postanowiła zawalczyć o swoje racje na drodze sądowej, bo Eastwood, zajęty już aktorką Frances Fisher, wystawił jej rzeczy za drzwi i zmienił zamki. W sądzie twierdził, że Locke była jego współlokatorką. "Czuję, że to coś wyjątkowego" - mówiła tymczasem Fisher, by tuż po narodzinach córki odkryć, że Clint wymyka się po kryjomu do innej kobiety, 35 lat od siebie młodszej prezenterki telewizyjnej Diny Ruiz, która również urodziła mu dziecko. "To ta, na którą czekałem" - uznał aktor i ustalił datę ślubu.

Jakimś cudem przez następne 18 lat udało mu się zapracować na wizerunek idealnego męża i ojca. Nie naruszyły go kolejny rozwód i romanse z 41 lat od niego młodszą fotografką i 33 lata młodszą hostessą. "Z 20-latkami się nie umawiam, nie mam o czym z nimi gadać" - deklaruje ku uldze kinomanów 87-letni gwiazdor. Nieustannie też cieszy się (choć to chyba nieodpowiednie słowo) zainteresowaniem mediów i zwykłych ludzi. "Kiedyś na planie filmowym, gdy właśnie kończyłem lunch, podeszło do mnie kilka dziewcząt i poprosiło, bym podarował im swój brudny talerz i pustą butelkę po piwie. To było bardzo krępujące" - opowiadał zażenowany.

Swoją pierwszą nominację do Oscara zdobył w wieku 62 lat za western "Bez przebaczenia", który nie tylko wyreżyserował, ale też zagrał w nim głównego bohatera. Mroczna historia sfatygowanego mordercy na zlecenie, mającego dni świetności dawno za sobą, przypadła do gustu krytykom, którzy nareszcie, po 16 dziełach reżyserskich i ponad 50 rolach filmowych, docenili Eastwooda jako wyrobionego rzemieślnika, a może nawet artystę.

Zachwycił ich także kolejny film Clinta - "Co się wydarzyło w Madison County". Etatowy macho Hollywood zaskoczył wszystkich, opowiadając niezwykle delikatnie historię płomiennej miłości dwojga bardzo dojrzałych już ludzi. Jeszcze większym sukcesem okazało się "Za wszelką cenę" (kolejny Oscar za reżyserię i nominacja aktorska) i "Gran Torino", w którym wciela się w marudnego starego rasistę o polskich korzeniach, zdobywającego się jednak w chwili próby na poświęcenie życia w obronie prześladowanego przez gangsterów "żółtka".

Jak mówi, zaczął reżyserować, bo wkurzało go bezczynne siedzenie na planie. Jest doskonale zorganizowany, większość scen chwyta w pierwszym ujęciu, produkcję kończy przed terminem i poniżej budżetu. Od jakiegoś czasu odgraża się, że zakończy karierę aktorską i ostatecznie przeniesie się za kamerę. Cóż, z pewnością nie oznacza to, że przestanie odgrywać rolę twardziela...

MP

Dowiedz się więcej na temat: Clint Eastwood

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje