Carrie Fisher: Sięgnęła po narkotyki w wieku 13 lat

Carrie Fisher (L) i Debbie Reynolds (P) /Ethan Miller /Getty Images

I matka, i córka były wielkimi gwiazdami kina. Za sławę zapłaciły jednak ogromną cenę.

Reklama

Rzadko się zdarza, by podczas porodu personel medyczny był bardziej przejęty rodzicami niż samym dzieckiem, ale 21 października 1956 r. w jednym ze szpitali w Los Angeles położne ledwo zwracały uwagę na noworodka. "To Debbie Reynolds i Eddie Fisher!" - trącały się łokciami.

Rok wcześniej małżeństwo 23-letniej Reynolds, nowej ulubienicy Ameryki po sukcesie "Deszczowej piosenki", ze starszym o 4 lata Fisherem, śpiewakiem jazzowym, było na ustach wszystkich. "Tak więc, kiedy się rodziłam, praktycznie nie było nikogo, kto by się mną zajął!" - ponad 50 lat później pisała Carrie. Brak uwagi szybko jej zrekompensowano. Dziewczynkę i jej młodszego brata Todda ochrzczono hollywoodzką arystokracją, a prasa publikował zdjęcia szczęśliwej rodziny.

Kilka miesięcy później z równym zapałem dokumentowano skandal, który wywołał Eddie, energicznie pocieszając Elizabeth Taylor, wdowę po swym tragicznie zmarłym przyjacielu, Mike’u Toddzie. 

Inaczej niż Elizabeth, Debbie nie pochodziła z bogatej rodziny. Posyłanie córki na castingi było ostatnią rzeczą, która przyszłaby do głowy jej matce Maxine, żonie cieśli o rękach zniszczonych praniem bielizny bogatych ludzi. Ale Debbie tego nie brakowało. "Może i byliśmy biedni, ale nigdy nie chodziliśmy głodni, nawet jeśli tata musiał iść na pustynię polować na króliki" - mówiła. "Gdy przestałam myśleć o mojej matce, że jest odjechaną wariatką, zdałam sobie sprawę, że jest po prostu zdumiewająca, lojalna, po prostu fantastyczna!" - opowiadała Carrie, gdy po latach zrozumiała, jak jest do niej podobna.

Reklama

Debbie już jako dziecko była zawzięta i dowcipna - te cechy przydadzą się jej w przyszłości. Kiedyś Maxine zamknęła ją za karę w szafie. Po godzinie ze środka dobiegł głosik z prośbą o szklankę wody. "A po co?" - spytała Maxine. "Bo oplułam już wszystkie twoje sukienki i zabrakło mi śliny na oplucie butów".

Podczas konkursu Miss Burbank 16-letnią Debbie zauważyli jednocześnie łowcy talentów z MGM i Warner Brothers. Ich spór rozwiązał rzut monetą i dziewczyna na dwa lata trafiła do Warnerów, ale to MGM zrobiło z niej gwiazdę. "Pojawienie się mamy w filmie 'Deszczowa piosenka', który przeszedł do klasyki, było w jakiś sposób podobne do mojej roli w 'Gwiezdnych wojnach'. Kiedy kręcono ten film, miała 19 lat i grała tam z dwoma partnerami. Ja, kiedy zagrałam w 'Gwiezdnych wojnach', też miałam 19 lat i też zagrałam z dwoma aktorami pierwszego planu" - mówiła po latach Carrie. Ich kariery, choć podobnie się zaczęły, potoczyły się jednak zupełnie inaczej.

Carrie zazdrościła dzieciakom, które mamę i tatę widywały codziennie w domu, a nie na ekranie czy w gazecie. Winiła za to dzieciństwo spędzone między planami filmowymi, a zapleczami rewii w Las Vegas, gdzie jej matka przez jakiś czas dawała po dwa koncerty dziennie. Nieobecność próbowała rekompensować dzieciom wyprawami do drogich sklepów, czego Carrie nie znosiła, bo matkę obskakiwali wtedy reporterzy i fani: "Ludzie odpychali nas od mamy, by dostać się do swej ukochanej gwiazdy. Mówili, że uważam się za nie wiadomo kogo, bo jestem córką Debbie Fisher, a ja po prostu, jak każda dziewczynka, chciałam raz na jakiś czas spędzić kilka chwil z zapracowaną mamą...".

W chwilach tęsknoty wślizgiwali się z Toddem do garderoby Debbie, by wdychać zapach jej pudru i perfum. Garderoba to było miejsce magiczne: "wchodziła tam moja mama, a wychodziła Debbie Reynolds" - wspominała Carrie. Uwielbiała patrzeć na jej przemianę, choć zdecydowanie wolała, gdy ten proces przebiegał w drugą stronę. "Bardzo lubiliśmy te momenty, kiedy wracała do roli naszej matki" - mówiła. Ojca, odkąd odszedł, widywała tylko w telewizji.

Debbie po rozwodzie, sama z dwójką dzieci, bała się związać z kimś, kto może znów odejdzie. "Więc rok późnej poślubiła kogoś, kto nie mógł chodzić" - opowiadała Carrie. Harry Karl dorobił się fortuny na butach, ale sam nie miał z nich wiele pożytku - życie spędzał głównie na wózku inwalidzkim, przepuszczając fortunę na koszule i piżamy z monogramem, a także służących, których jedynym zadaniem było prać je i prasować. Dbał też bardzo o włosy i paznokcie, a przynajmniej tak się wydawało do momentu, gdy jego fryzjer okazał się alfonsem, a manikiurzystki... "Prawdopodobnie robiły Harry’emu francuski manicure" - podsumowała Fisher.

Po 13 latach małżeństwa "cała ta sprawa z manikiurzystkami zaczęła mamie przeszkadzać, więc zaangażowała się do musicalu w Nowym Jorku, aby skończyć z małżeństwem, co było wtedy w Hollywood sposobem na rozwiązanie związku bez najmowania drogich adwokatów". Nie mogła sobie na nich pozwolić - uzależniony od hazardu Harry roztrwonił majątek.

By ratować finanse, Reynolds zadebiutowała na Broadwayu razem z córką, która zresztą nie pierwszy raz śpiewała dla niej w chórkach podczas show w Las Vegas. Chociaż wcale nie ciągnęło jej na scenę, miała naturalny talent - w czasie występów w Londynie zauważył ją tamtejszy choreograf i zaproponował własne show. Debbie nie uznała tego za świetny pomysł, zamiast tego zapisała Carrie do szkoły dramatycznej w Londynie. "Naprawdę nie miałam na to ochoty, ale gdy już się tam znalazłam, okazało się, że był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu" - pisała później wdzięczna, że od burzliwego życia matki dzielił ją cały ocean.

Okres względnej normalności zakończył się wygranym castingiem do dziwacznego filmu s-f, któremu mało kto wróżył sukces: "Gwiezdnych wojen". "George Lucas zrujnował mi życie. Oczywiście w najsympatyczniejszy możliwy sposób" - mówiła Carrie. Jako księżniczka Leia pojawiła się na ekranie z dziwacznymi koczkami na głowie i bez biustonosza. Lucas wytłumaczył jej, że "w przestrzeni kosmicznej ciało rozszerza się, w przeciwieństwie do biustonosza. W rezultacie dusisz się własną bielizną". Fisher od tego momentu powtarzała, że gdyby umarła, prosi o nekrolog: "Utonęła w blasku księżyca, uduszona własnym stanikiem".

Poza ekranem rzadko już wtedy trzeźwiała - imprezy w jej apartamencie przeszły do legendy, a trawka od Harrisona Forda utwierdziła ją w kultywowanym od lat zwyczaju. "Po raz pierwszy sięgnęłam po narkotyki, kiedy miałam 13 lat. Od czasu do czasu mama wynajmowała dom w Palm Springs pewnym ludziom, którzy po jednym z pobytów zostawili torbę marihuany. Kiedy mama znalazła trawkę, przyszła do mnie i powiedziała: 'Kochanie, zamiast biegać nie wiadomo gdzie, żeby popalać, gdzie możesz zostać złapana i wpakować się w kłopoty, siądźmy sobie tutaj, ty i ja, i poeksperymentujemy razem'".

Debbie szybko zapomniała o propozycji, a Carrie, gdy na planie Harrisonowi zabrakło marihuany, sięgnęła po halucynogeny i środki przeciwbólowe. "Według Marksa religia to opium dla mas - mówiła. - Ja natomiast brałam masę opiatów z religijnym oddaniem". Narkotykami i alkoholem próbowała stłumić nadwrażliwość i ciągły lęk, że nie jest dość dobra, dość bystra, że po prostu nie jest Debbie Reynolds. Wkrótce dawki, których potrzebowała, by choć na chwilę wyjść z cienia matki, przekroczyły wszelkie normy. Jako 28-latka wylądowała na odwyku i oddziale psychiatrycznym, gdzie zdiagnozowano u niej chorobę afektywną dwubiegunową (niegdyś zwaną cyklofrenią), odpowiedzialną za huśtawki nastrojów.

Gdy Debbie usłyszała tę diagnozę, czuła się całkiem bezradna. Wiedziała też, że córka prawdopodobnie już zawsze będzie potrzebowała jej pomocy. "Zastanawiałam się, jak mogę jej pomóc? Jedyne, co mogłam zrobić, to po prostu ją kochać" - mówiła. A Carrie przyjęła tę miłość. Po niemal 10 latach emocjonalnego oddalenia, gdy praktycznie nie rozmawiała z matką, postanowiła być po prostu Carrie Fisher, ze wszystkimi jej wadami i szaleństwami, o których opowiedziała później szczerze w autobiograficznych i, jak się później okazało, bestsellerowych "Pocztówkach znad krawędzi".

Samej Carrie dużo dłużej niż jej bohaterce zajęło zapanowanie nad chorobą, nałogami, skomplikowanymi relacjami z matką i mężczyznami. Na nowo rzuciła się w burzliwy, ciągnący się z przerwami od 10 lat związek z Paulem Simonem, który tuż przed odwykiem zakończył się rozwodem. "Paul Simon był niskim żydowskim piosenkarzem. Eddie Fisher był niskim żydowskim piosenkarzem. Niski wzrost, Żyd, piosenkarz. Jakieś pytania?" - podsumowywała.

Pocieszenie znalazła w ramionach swego agenta, Bryana Lourda. "To był pierwszy raz, kiedy mężczyzna był wobec mnie opiekuńczy. Na przykład kąpał mnie (zupełnie jakbym była labradorem)" - pisała w autobiografii. W 1992 r. przyszła na świat ich córka Billie i wszystko układało się świetnie do momentu, gdy... rok później Bryan odszedł z pewnym mężczyzną o imieniu Scott, przy okazji oskarżając Carrie, że uczyniła go gejem, a w dodatku to przez nią wyłysiał.

Jej matki nic nie było już w stanie zdziwić - sama znów uwikłała się w trudne małżeństwo, tym razem z deweloperem Richardem Hamlettem. Trwało dokładnie tyle, co poprzednie - 12 lat, i tak samo się zakończyło - bankructwem Debbie. Po rozwodzie przeprowadziła się do willi ścianę w ścianę z domem Carrie, pomagając jej wychowywać małą Billie. Ich relacja nie zamieniła się jednak w sielankę. Fisher, choć w znacznym stopniu odzyskała kontrolę nad swym życiem, wciąż borykała się ze skrajnymi nastrojami. "Od czasu do czasu eksploduję. Dobra wiadomość jest taka, że z czasem te eksplozje stały się jakby mniejsze, a czas powrotu do zdrowia krótszy. Ale to, czego mogę być pewna na sto procent, to że w przyszłości eksploduję kolejny raz" - pisała.

Załamanie przyszło w 2005 r., gdy obudziła się we własnym łóżku koło martwego przyjaciela, Grega Stevensa. Nocował u niej przejazdem. "Nie był moim chłopakiem. Nie, Greg był gejem" - tłumaczyła Carrie. Zmarł na bezdech śródsenny po zażyciu silnego środka przeciwbólowego. Z depresji wychodziła 3 lata, aż w końcu targana myślami samobójczymi, zdecydowała się na elektrowstrząsy, bo wiedziała już, że ma dla kogo żyć: dla matki, córki, brata, a właściwie dla całego świata, który kibicował jej w zmaganiach z chorobą.

Przez lata razem z Debbie działała jako rzeczniczka praw osób dotkniętych chorobami psychicznymi, w kilku autobiograficznych książkach opisując swoje zmagania i występując w monodramach na ich podstawie - czasem na scenie towarzyszyła jej Debbie, wciąż aktywna zawodowo. Kilka lat temu role się odwróciły, za sprawą reaktywacji sagi o gwiezdnych wojnach w oczach świata Carrie przestała być tylko córką swojej matki. Jej wielki powrót w części VII pokazał fanom, że Leia to już nie wielkooki podlotek, a dojrzała kobieta, która może stanąć na czele rebelii.

Jej zdjęcia do części VIII były już ponoć zakończone, gdy 23 grudnia 2016 r. wsiadała do samolotu lecącego z Londynu do Los Angeles. Tuż przed lądowaniem doznała rozległego zawału serca. Po jej śmierci, 27 grudnia, wiele gazet napisało: "Utonęła w blasku księżyca, uduszona własnym stanikiem", nie spodziewając się, że już następnego dnia napiszą: "Nie żyje Debbie Reynolds. 'Chcę być z Carrie' - powiedziała Debbie przed śmiercią".

Mariola Pawlak

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Debbie Reynolds | Carrie Fisher

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje