Był raptusem nie tylko w filmie

Wścieka się, podskakuje, wymyśla wszystkim naokoło - taki jest Louis de Funes, którego pamiętamy z filmów. Francuski aktor bywał też wulkanem energii w życiu prywatnym, chociaż czasami zupełnie się wyciszał. W niedzielę, 27 stycznia, minęła 30. rocznica śmierci mistrza komedii.

De Funes uchodził za perfekcjonistę. Zdarzało się, że sceny filmowe z jego udziałem kręcono tygodniami. "Gdy któryś z kolegów nie dawał z siebie wszystkiego, ojciec dostawał ataków wściekłości. Stawał się wtedy tyranem. Przerywał prace zdjęciowe i nie chciał ich kontynuować, aż do momentu, gdy zyskał przekonanie, że kolega jest wystarczająco przygotowany" - pisał o nim syn Olivier de Funes w książce "Mój ojciec, Louis".

Reklama

Żywiołowość aktora dawała znać o sobie także wtedy, gdy odwiedzał restauracje. "Był strasznie niecierpliwy. Nie mógł nigdy wysiedzieć w restauracji, gdyż przyrządzanie i podawanie dań trwało jego zdaniem nazbyt długo". Niektórzy kelnerzy mogli go utożsamiać z bohaterem, którego grał w "Skrzydełku czy nóżce". Despotycznym Charlesem Ducheminem, znawcą kuchni,piszącym przewodniki po najlepszych restauracjach kraju.

Chociaż gwiazdor był człowiekiem pełnym temperamentu, co tłumaczono tym, że w jego żyłach płynęła hiszpańska krew, zdarzało się, że przez wiele godzin zamykał się w sobie i milczał. "Jego nastrój zmieniał się niekiedy z minuty na minutę. Wiem, że jego filmowi współpracownicy z trudem znosili te humory" - wspomina Olivier de Funes.

Uspokajała go praca w ogrodzie. Z pasją zajmował się dziewiędziesięciuhektarową posiadłością w Clermont nad Loarą, gdzie miał też swój zamek. By lepiej nauczyć się podcinania krzewów, skończył kurs w Wersalu. Udało mu się nawet wyhodować różę o pomarańczowych płatkach, którą nazwano jego imieniem.

Jak przypomina sobie syn de Funesa, aktor miał też pewne dziwactwo - nosił przy sobie zestaw kluczy i kluczyków, gdyż wszystkie szafy, szafki i szuflady zamykał na klucz. Klucznik i ogrodnik - to więc kolejne profesje ekscentrycznego Francuza.

Inne dziwactwo było bardziej dokuczliwe dla Oliviera. "Gdy dawał mi pieniądze na kurtkę, musiałem rozliczać się z nim co do franka. Niekiedy zmuszony byłem oddawać w sklepie zakupione obuwie, gdyż... uważał je za zbyt drogie" - pisał jego syn.

Nadmiar obowiązków zawodowych i choleryczny charakter odbiły się na zdrowiu de Funesa. W 1975 r. doznał pierwszego zawału serca. Drugi raz serce dało o sobie znać pięć lat później. Trzeci zawał w 1983 r. okazał się już śmiertelny. Aktora pochowano niedaleko jego zamku.

Louis de Funes wystąpił łącznie w 137 filmach. Długo grywał epizody. Dopiero w latach 60. stał się gwiazdą francuskich komedii. Zdobył sławę grając w cyklach filmów o żandarmie z Saint Tropez i "Fantomasie". Wielkimi przebojami okazały się też "Wielka włóczęga", "Przygody rabina Jakuba" lub "Skrzydedłko czy nóżka". Był dwukrotnie żonaty. Miał troje dzieci. Zmarł 27 stycznia 1983 r. w Nantes w wieku 68 lat.

Andrzej Grabarczuk (PAP Life)

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: \ Film | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje