Brigitte Bardot: Jedno dziecko, trzy aborcje, niezliczone romanse

Brigitte Bardot /Collection Christophel /East News

Kochała wielu mężczyzn, ale z żadnym nie potrafiła ułożyć sobie życia.

Reklama

Burza blond włosów, piękne oczy i usta zawsze gotowe do pocałunku: natura nie poskąpiła Brigitte Bardot niczego. W wieku 20 lat stała się symbolem Francji i wzorem "nowej kobiety", wyzwolonej spod męskiej dominacji. Choć śnili o niej mężczyźni na całym świecie, a kobiety marzyły, by wyglądać jak ona, życie B.B. wcale nie było usłane różami.

W latach 50. i 60. Bardot była prawdziwą ikoną. Szokowała, rozpalała zmysły, łamała męskie serca i męskie ego. Gdy mężczyzna jej się podobał, po prostu go sobie "brała", nie liczyło się, czy ma rodzinę. "Świat jest mały, ostatecznie wszyscy kiedyś spotkamy się w łóżku" - mówiła, wprawiając w osłupienie całe swoje pokolenie.

Reklama

Gdy po raz pierwszy pojawiła się na okładce "Elle", miała zaledwie 16 lat. Była wtedy uczennicą szkoły baletowej i czasami dorabiała na pokazach mody. Jej urodę dostrzegł reżyser Marc Allégret i zlecił odnalezienie ponętnej nastolatki swemu asystentowi, Rogerowi Vadimowi. "Kiedy ją zobaczyłem po raz pierwszy, nie miałem najmniejszej wątpliwości, że przybywa ona z innej planety, z innego wymiaru" - wspominał Vadim. Zakochał się do szaleństwa i oświadczył już po miesiącu. Pobrali się dopiero w 1952 r., gdy Bardot była już pełnoletnia.

Świat o Brigitte dowiedział się w 1953 r. dzięki festiwalowi w Cannes i zdjęciom w słynnym bikini. A gdy w 1956 r. wystąpiła w swym najgłośniejszym filmie "I Bóg stworzył kobietę" (zrobionym specjalnie dla niej przez Vadima), wokół niej rozpętała się prawdziwa burza. Bardot nie tylko wystąpiła w nim nago, ale i kochała się ze swoim filmowym partnerem, Jeanem-Louisem Trintignantem. Sceny seksu były tak gorące, że podejrzewano, iż aktorzy wcale nie grali. Katolicki tygodnik "L’Osservatore Romano" wzywał na swych łamach prokuraturę, by ta położyła kres "bezecnym, pornograficznym praktykom". Film zrobił furorę i przeszedł do historii jako najbardziej skandalizujący obraz lat 60., ale małżeństwo B.B., która romansowała z coraz to innymi mężczyznami, nie przetrwało próby czasu.

Drugiego męża, aktora Jacquesa Charriera (pobrali się w 1959 r.), Brigitte poznała na planie kolejnego filmu, "Babette idzie na wojnę". "Chciał, abym zrezygnowała z grania w filmach. Był uwodzicielem, amantem, któremu nie można się było oprzeć. A ja - dziwką, łajdaczką, modliszką wykorzystującą mężczyzn. Ach, gdyby wiedzieli ci wszyscy biedni głupcy, że prałam w zimnej wodzie skarpetki tego uwodziciela i zamiatałam zakurzone podłogi, zamiast pławić się w luksusie i rozpuście" - opowiadała później Bardotka. To właśnie z nim miała swoje jedyne dziecko - syna Nicolasa-Jacquesa. Niedługo po porodzie oddała go teściom, wróciła na plan filmu i wdała się w kolejny romans z kolegą po fachu. "Nie umiałam oddzielić życia od gry. Kochałam się niemal w każdym z moich filmowych kolegów" - tłumaczyła później. Ale wtedy nie umiała dostrzec zagrożeń. "Jaki dzień w moim życiu był najpiękniejszy? To nie był dzień, to była noc" - wyznawała beztrosko.

Refleksja przyszła po latach. "Ponoszę pełną odpowiedzialność za utratę kontaktu z synem. Nosiłam go dziewięć miesięcy i nie chciałam widzieć! Sama potrzebowałam matki, a nie kogoś zależnego ode mnie" - pisała. Rodzicielskich praw zrzekła się w 1962 r. W pamiętnikach wyznała, że nigdy nie chciała mieć dzieci i że usunęła trzy ciąże. Napisała w nich też: "Dziękuję wszystkim, którzy kopniakami uczyli mnie życia, a zdradą i nadużywaniem mojej naiwności wtrącali mnie w otchłań rozpaczy, z której tylko cudem się wyrwałam".

Aktorka przyznała się również do kilku prób samobójczych, a odpowiedzialnością za nie obarczyła mężczyzn. Pierwszy raz targnęła się na życie jako 15-latka. Gdy była w ciąży, dwa razy przedawkowała środki nasenne. A na 26. urodziny podcięła sobie żyły. "Mężczyźni to bestie, ale nawet bestie nie zachowują się tak, jak oni" - twierdziła. Mimo tak gorzkich słów w lipcu 1966 r. znów staje na ślubnym kobiercu, a jej wybrankiem jest niemiecki milioner Günter Sachs. Już po miesiącu B.B. mówi, że nie był to dobry wybór. Gwiazda swoim zwyczajem wdaje się w kolejne romanse, m.in. z Serge’em Gainsbourgiem.

To właśnie dla niej słynny kompozytor pisze piosenkę "Je t’aime... moi non plus". Jak wspomina inżynier dźwięku William Flageollet, podczas sesji nagraniowej B.B. i Serge zamknęli się w szklanej kabinie w studiu, która szybko zaparowała... Informacje o piosence i romansie przedostały się do prasy. Wzburzony mąż gwiazdy interweniował i na jego żądanie nagranie trafiło do szuflady. Serge zaśpiewa tę piosenkę po latach ze swoją żoną, Jane Birkin.

Niespełna dwa lata później, w 1969 r., Bardot znowu się rozwodzi. Głośno jest o jej kolejnych romansach. Aktorka obiecuje sobie, że już nigdy nie wyjdzie za mąż (złamie jednak tę obietnicę w 1992 r. - poślubi biznesmena Bernarda d’Ormale’a).

W przeddzień swoich 40. urodzin, u szczytu sławy, Brigitte Bardot podejmuje zaskakującą decyzję: rezygnuje z filmu i dalszej kariery. A wszystko z powodu pewnej... kozy, która towarzyszyła jej na planie filmowym. "Przywiązałam się do niej. Wtedy pojawiła się jej właścicielka, pytając, kiedy skończymy zdjęcia, bo planuje grill, na którym danie z kozy miało być jedną z potraw. Natychmiast ją od niej kupiłam. Wtedy zrozumiałam, że powinnam wszystko w życiu urządzić od nowa" - opowiadała.


Tym razem słowa dotrzymała. Założyła fundację na rzecz zwierząt i wyprzedała prawie cały majątek, by je ratować. "Swą młodość i urodę dałam mężczyznom - stwierdziła - swe doświadczenie i to, co we mnie najlepsze, daję teraz zwierzętom". Mieszka w otoczeniu licznych czworonogów i ich miłości jest pewna.

Swych mężów i kochanków wspomina raczej z goryczą: "Nigdy nie wiedziałam, czy mężczyzna, który trzyma mnie w ramionach, kocha naprawdę, czy tylko chce wykorzystać do zrobienia kariery" - wyznała po latach.

Dowiedz się więcej na temat: Brigitte Bardot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje