Bogusław Linda: Osobowość pełna kontrowersji

3 listopada w Narodowym Instytucie Audiowizualnym w Warszawie odbyła się konferencja prasowa wieńcząca zakończenie zdjęć do najnowszego filmu Andrzeja Wajdy "Powidoki“. Bohaterem kolejnego dzieła mistrza polskiej kinematografii jest Władysław Strzemiński - artysta malarz, wierny sobie idealista. W mężczyznę, który walczył o swoje przekonania z władzą socjalistyczną, wcielił się Bogusław Linda.

Bogusław Linda na planie "Powidoków" Andrzeja Wajdy

- Ta rola była dla mnie olbrzymim wyzwaniem - tłumaczy aktor.  - To impresja o człowieku, który jest przeraźliwie samotny i żyje w przerażających czasach. Jak oddać na ekranie takie emocje? - dodaje.

Reklama

- Zawsze podczas pracy z Andrzejem Wajdą czuję się jak żołnierz do specjalnych poruczeń - mówi Bogusław Linda. - Zostaję wrzucany w sytuację ryzykowne i ciężkie. Tak było na planie "Człowieka z żelaza“, który był tworzony w czasach bardzo dziwnych i trudnych. Tak było przy "Dantonie“ realizowanym w wielojęzycznej ekipie i przy "Panu Tadeuszu“, kiedy Wajda powiedział, że muszę zagrać księdza Robaka, bo to jest były bandyta, więc ja być może sobie z tym poradzę. Tak samo było i teraz. Musiałem zagrać, bo Andrzej Wajda beze mnie sobie tego filmu nie wyobrażał - opowiada aktor.

Linda, który z Wajdą pracował po raz czwarty w swojej karierze, ożywił na ekranie postać malarza, profesora oraz wykładowcy w Łódzkiej PWSSP i twórcy teorii unizmu [zerwawszy w malarstwie z tzw. literaturą, tj. z przedstawianiem na obrazie scen z życia, unizm dążył do plastyki czystej, tj. do działania na widza wyłącznie przez elementy plastyczne, a więc kolor, kształt czy podział płaszczyzny obrazu - przyp. red.]. Jako artysta zrywający z socrealistycznym rygorem nakazującym realizowanie zadań pracy partyjnej, Strzemiński stał się solą w oku ówczesnej władzy. Nie godził się na ustępstwa, więc stał się ofiarą prześladowań i wrogiem państwa.

Warszawską konferencję prasową otworzyły trzy sceny z filmu znajdującego się obecnie na etapie postprodukcji. W jednej z nich obrazy Strzemińskiego i jego studentów zostają zerwane ze ścian, podeptane, podarte i usypane na stosie w centrum sali wystawowej. "Tego mogłem się spodziewać“ - mówi zrezygnowany Strzemiński do grupy oszołomionych młodych ludzi. - Chciałem nakręcić film polityczny opowiadający o artyście z niepodważalnymi zasadami, który dążąc do swojego celu przeciwstawiał się systemowi - tłumaczy Andrzej Wajda. Reżyser przyznaje, że zupełnie nie interesowała go realizacja filmu psychologicznego, w którym nacisk byłby położony na małżeństwo Strzemińskiego i Katarzyny Kobro - słynnej rzeźbiarki. - Może wziąłbym się do tej roboty, gdyby Fiodor Dostojewski napisał mi scenariusz! - zażartował reżyser.

Za scenariusz "Powidoków“ odpowiada Andrzej Mularczyk ("Nie ma mocnych“, "Sami swoi“). Na konferencji prasowej pojawili się także Michał Kwieciński - producent filmu ze strony Akson Studio, odpowiedzialny za zdjęcia Paweł Edelman, młodzi aktorzy, którzy wcielili się w studentów Strzemińskiego - m.in. Paulina Gałązka, Tomasz Włosok i Filip Gurłacz - oraz debiutująca na ekranie w roli córki Strzemińskiego, Niki - trzynastoletnia Bronisława Zamachowska. - Jeśli Andrzej Wajda decyduje się z kimś pracować, to znaczy, że mu ufa. Jest zainteresowany rozmową z nim i potrafi go słuchać. Praca z nim polega na wzajemnym rozumieniu swoich potrzeb - opowiada Bogusław Linda.

Efekty tej współpracy będzie można zobaczyć w kinach w 2016 roku. Konferencja prasowa zapowiadająca kolejne dzieło twórcy legendarnych polskich filmów odbyła się w najlepszej sali do projekcji audiowizualnej w Warszawie, gdzie można oglądać filmy w formacie od 8mm do 4K. To jedyne miejsce, gdzie można realizować i odtwarzać filmy w najbardziej zaawansowanym obecnie systemie dźwiękowym Dolby Atmos. Sala nosi nazwę "Ziemia Obiecana“.

Anna Bielak, Małgorzata Steciak

Dowiedz się więcej na temat: Powidoki | Bogusław Linda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje