Bez nich nie ma wakacji

Podobnie jak miało to miejsce w ubiegłych latach, w wakacje polskie stacje telewizyjne raczą nas filmowymi powtórkami. Postanowiliśmy wybrać kilka produkcji, bez których nie wyobrażamy sobie lipcowo-sierpniowego odpoczynku.

Niebiańska plaża

Reklama

"Take me to my beach" śpiewał swego czasu zespół All Saints w piosence "Pure Shores", promującej film Danny'ego Boyle'a. Ten rytmiczny i energetyczny utwór jest dla mnie do tego stopnia tożsamy z tą produkcją, że za każdym kolejnym razem, gdy go słyszę, przypominam sobie sceny z "Niebiańskiej plaży" - zwłaszcza te "wodne" z grającym główną rolę Leonardo DiCaprio i seksowną francuską aktorką, Virginie Ledoyen.

"Plaża" była ekranizacją bestsellerowej powieści Alexa Garlanda, która przede wszystkim wśród młodych czytelników zyskała sobie miano kultowej.

Odnaleźli oni w niej fascynujące ich tematy, w tym motyw ucieczki od cywilizacji, czy też poszukiwanie "raju na Ziemi", miejsca, gdzie ludzie mogą żyć, odrzuciwszy krępujące ich na co dzień reguły.

Podobnie rzecz się miała z filmem. Stał się fenomenem dla wiecznych lekkoduchów, nie lękających się niczego podróżników. Ci ostatni w dalszym ciągu są gotowi wydać ostatni grosz, by przeżyć przygodę życia.

Oczywiście, z nadzieją, że w odróżnieniu od Richarda z "Plaży", nie będą musieli za nią zapłacić w inny sposób.

Najlepsze sceny z "Niebiańskiej plaży", oczywiście w rytm "Pure Shores":

Miłość, szmaragd i krokodyl

Już nie kręci się takich filmów. Zabawnych, a jednocześnie pełnych akcji, erotyzujących, ale nie pełnych seksu, świetnie zagranych i przy okazji w żaden sposób nie przeszarżowanych, których scenariusz nie jest w dodatku napisanym na kolanie zbiorem widowiskowych scen, ale zwartą, przemyślaną konstrukcją (Złote Globy dla samego filmu i grającej główną rolę Kathleen Turner).

Aktorka wciela się w obrazie Roberta Zemeckisa w popularną autorkę powieści przygodowych, Joan Wilder, która otrzymuje przesyłkę z mapą wiodącą do skarbu. Przy okazji dowiaduje się, że w Kolumbii została porwana jej siostra, a złoczyńcy w zamian za jej uwolnienie, żądają zwrotu cennego dokumentu. Pisarka wyrusza więc do Ameryki Południowej, jednak w dżungli wpada w prawdziwe tarapaty, z których ratuje ją poszukiwacz przygód, Jack T. Colton (Michael Douglas).

"Miłość" to "Plaża" w wersji żeńskiej. Przeżywająca dotąd przygody, jedynie stukając palcami w klawisze domatorka, zostaje umieszczona w zupełnie obcym i zazwyczaj wrogim środowisku, ale do pomocy dostaje przystojnego i nie lękającego się niczego mężczyznę. Miliony pań w kinach marzących o czymś podobnym doprowadziły do powstania sequela dzieła Zemeckisa - "Klejnotu Nilu".

Danny DeVito "streszcza" fabułę filmu "Miłość, szmaragd i krokodyl":

Parszywa dwunastka

Był film dla nastolatków i dla kobiet, więc teraz coś dla prawdziwych mężczyzn. Obraz Roberta Aldricha z 1967 roku to jedna z najsłynniejszych produkcji wojennych, którą oglądał każdy szanujący się fan tego typu kina. W momencie wejścia na ekrany wiarygodności "Dwunastce" dodawał fakt, że grający główne role: Lee Marvin, Telly Savalas, Charles Bronson, Ernerst Borgnine i Clint Walker walczyli w II wojnie światowej, kiedy to dzieje się jej akcja.

Wielka Brytania, 1944 rok. Amerykański major John Reisman (Lee Marvin) ma przygotować do samobójczej misji oddział dwunastu żołnierzy, wybranych spośród aresztantów oczekujących na egzekucję lub skazanych na długoletnie więzienie. Celem ataku ma być zamek we Francji, gdzie przyjeżdżają na urlop wysocy rangą oficerowie niemieccy. W razie powodzenia akcji żołnierzy ma objąć amnestia.

Film odniósł tak duży sukces, że powstały trzy jego kontynuacje. Żadna (mimo tego że występowali w nich znani z obrazu Aldricha Lee Marvin lub Telly Savalas) nie powtórzyła jednak sukcesu dzieła Aldricha. Trudno się zresztą dziwić - trudno dorównać ideałowi.

Oto co wyróżnia "Parszywą dwunastkę":

Zabójcza broń

Oczywiście, najłatwiej rodzimym stacjom pokazywać w wakacje serie filmowe, ponieważ można nimi zapełnić ramówkę kilku wieczorów. Cztery obrazy z Melem Gibsonem i Dannym Gloverem w rolach głównych należą zdecydowanie do tych najbardziej lubianych przez wszystkich polskich nadawców, przez co począwszy od lat 90., "musiały" je oglądać kolejne pokolenia Polaków.

"Zabójcza broń" to przy okazji obok "Gliniarza z Beverly Hills", "Tango i Casha" oraz "Bad Boys" idealny przykład "buddy-cop", czyli filmu, w którym dwoje zupełnie niepasujących do siebie osób (w tym wypadku policjantów), zmuszona jest wykonać razem jakieś zadanie.

W serii Richarda Donnera są nimi stateczny i powoli zbliżający się do emerytury Roger Murtaugh (Glover) oraz młody desperat Martin Riggs (Gibson), którzy czterokrotnie muszą połączyć siły, by złapać groźnych bandytów.

Oto próbka możliwości dwóch niezwykłych gliniarzy:

Indiana Jones

Tego pana chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Dr Henry Walton Jones Jr, zwany przez przyjaciół Indy, to jedna z najważniejszych postaci w historii kina. Podobnie jak Riggs i Murtaugh jest też bohaterem czteroodcinkowej serii filmowej. Co ciekawe, powstawała ona aż przez 18 lat.

Po raz pierwszy Indiana Jones przedstawiony został publiczności w 1981 roku w "Poszukiwaczach Zaginionej Arki", filmie którego akcja toczyła się w 1936 roku i dotyczyła poszukiwań Arki Przymierza. Ostatni jak dotąd Indiana Jones to natomiast "Królestwo Kryształowej Czaszki", gdzie przeciwnikiem starzejącego się Indy'ego (wydarzenia umiejscowione są w 1957 roku) są Sowieci.

Można powiedzieć, że Indiana Jones ma dwóch ojców - jednym jest wcielający się w niego cztery razy Harrison Ford, drugim Steven Spielberg, który wszystkie te filmy wyreżyserował. Panowie planują podobno kolejną współpracę i możliwe, że doczekamy się jeszcze jednej odsłony przygód archeologa.

Tak ratował ludzkość doktor Jones:

James Bond

Bohater najsłynniejszej filmowej serii w historii kinematografii. 22 obrazy o nim opowiadające zarobiły do tej pory już ponad 5 miliardów dolarów. Żaden inny filmowy bohater nie był też odgrywany przez tylu aktorów. W Bonda wcielali się: Sean Connery (6 filmów), George Lazenby (1), Roger Moore (7), Timothy Dalton (2), Pierce Brosnan (4) i Daniel Craig (2, jak dotąd). Ten ostatni aktor pojawi się też w najnowszym obrazie o przygodach agenta 007, który wyreżyseruje Sam Mendes ("American Beauty", "Droga do szczęścia").

Skąd aż taka popularność fikcyjnej postaci brytyjskiego agenta MI6 (brytyjski wywiad wojskowy) stworzonej przez pisarza Iana Fleminga? Oczywiście odpowiedzi jest wiele, ale najprostsza to... pożądanie. Ze strony kobiet nakierowane w osobę Bonda, a mężczyzn na życie, jakie wiedzie.

Telewizja zaś owo pożądanie wykorzystuje i co rusz (zwłaszcza w wakacje) przypomina kolejne przygody agenta, trafnie spodziewając się, że widzowie będą je sobie po raz kolejny przypominać. Czy ktoś z nas nie ma bowiem ulubionego filmu z tej serii, który może oglądać bez końca?

Najlepsza (moim zdaniem) odsłona przygód 007 w ostatnim czasie:

Sami swoi

Na koniec polskie propozycje, bez których nie obejdą się żadne telewizyjne wakacje. Co ciekawe, pierwsza z nich, podobnie jak "Zabójcza broń" czy obrazy o Indianie Jonesie oraz Jamesie Bondzie, także reprezentuje filmową serię.

Czy jednak ktoś w 1974 roku spodziewał się, że komedia Sylwestra Chęcińskiego opowiadająca o losach dwóch zwaśnionych rodzin: Pawlaków i Kargulów, które krótko po zakończeniu II wojny światowej zmuszone są wyjechać z Kresów Wschodnich i osiedlić się na Ziemiach Odzyskanych przejdzie do historii polskiej kinematografii? Przy okazji doczeka się też dwóch kontynuacji, równie znanych jak ona sama?

Siła "Samych swoich" to między innymi legenda otaczająca kultowy już dziś film, a także cytaty, które przeszły do języka codziennego. Efekt jest taki, że każdy szanujący się Polak musi znać historię Kargula i Pawlaka, a kolejne telewizyjne seanse "Samych swoich" są ku temu idealną okazją. Oczywiście rodzimi nadawcy tylko na tym korzystają.

Przypomnij sobie najlepsze sceny z całej trylogii:

Jak rozpętałem drugą wojnę światową

Podobnie zresztą jak na kolejnych emisjach obrazu Tadeusza Chmielewskiego, który w dodatku jest na tyle długi, że bardzo chętnie stacje dzielą go na części, co pozwala im zapełnić ramówkę więcej niż jednego wakacyjnego popołudnia.

Nakręcony w 1969 roku na podstawie powieści Kazimierza Sławińskiego film, opowiada o przygodach polskiego żołnierza - Franciszka Dolasa, któremu na skutek komicznych zbiegów okoliczności wydaje się, że to przez niego wybuchła II wojna światowa. Pragnąc się za wszelką cenę zrehabilitować, pakuje się w coraz to nowe tarapaty. Rzucany przez los na różne fronty wojny (Jugosławia, Morze Śródziemne, Afryka, Włochy), wraca w końcu do Polski.

Polacy rzadko potrafią podchodzić z dystansem to swojej historii, a tym bardziej pokazywać ją przez pryzmat pełnych zabawy i humoru losów jednostki. Może stąd właśnie fenomen "Jak rozpętałem...", który obok "Samych swoich" jest jedną z najważniejszych komedii w historii rodzimej kinematografii.

Zobacz jedną z najsłynniejszych scen w polskim kinie:


A jakie są wasze ulubione wakacyjne filmy?

Dowiedz się więcej na temat: ona | ma | Nie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje