Ben Barnes: Siódmy syn powstaje

Jeszcze kilka lat temu Ben Barnes ledwo mógł udźwignąć konsekwencje przyjęcia roli w hollywoodzkiej superprodukcji. Był 2008 rok, a on właśnie wcielił się w Księcia Kaspiana w drugiej części "Opowieści z Narnii"...

Dziś jednak brytyjski aktor ma już 33 lata na karku, a na koncie udział w blisko dziesięciu innych filmach - do swojej kariery podchodzi ze znacznie większym dystansem, tak samo jak do uroków sławy i do mechanizmów działania machiny promocyjnej.

Reklama

- Kiedy po raz pierwszy doświadczałem tego wszystkiego - umawiania się na wywiady, oglądania swojej twarzy na bilbordach i autobusach - nie miałem jeszcze żadnego punktu odniesienia. Troszkę mnie to wszystko przytłaczało - wspomina Barnes. - Tłumaczyłem sobie jednak, że tak działa reklama.

- W miarę, jak bierzesz udział w kolejnych projektach tego rodzaju, przestaje to robić na tobie wrażenie - dodaje po chwili. - Fakt faktem, od czasów "Księcia Kaspiana" nie doświadczyłem jednak aż tak wielkiego zainteresowania ze strony mediów. To dlatego, że postawiłem na bardziej kameralne produkcje. W tym miejscu muszę powiedzieć, że bardzo się ucieszyłem, kiedy kilka miesięcy temu na ulicy w Los Angeles po raz pierwszy zobaczyłem bilbord reklamujący kostiumowy miniserial "Sons of Liberty", w którym miałem przyjemność wystąpić.

- Bycie osobą rozpoznawalną przestało mi więc ciążyć, chociaż wciąż jest to niewiarygodnie ekscytujące doświadczenie. (...)

Skoro już o bilbordach mowa - w ostatnich tygodniach przystojny Brytyjczyk znów spogląda na nas z wielkoformatowych plakatów. Wszystko za sprawą premiery "Siódmego syna", osadzonej w konwencji fantasy superprodukcji na podstawie cyklu powieściowego "Kroniki Wardstone" pióra Josepha Delaneya. Na tle epoki przypominającej mroki wczesnego średniowiecza, autor kreśli historię ostatniego przedstawiciela tajemniczego zakonu Stracharzy walczących ze złem.

Mistrz John Gregory, bo o nim mowa (w filmie gra go Jeff Bridges), musi znaleźć następcę - który, jak stanowi prastare prawo, musi być siódmym synem siódmego syna. Następcą tym okazuje się być Tom Ward (Barnes), z pozoru niczym nie wyróżniający się syn farmera. Wspólnie ze Stracharzem staje on do walki z potężną wiedźmą znaną jako Mateczka Malkin (Julianne Moore) i armią morderczych istot o nadprzyrodzonych zdolnościach, pozostających na jej usługach.

Barnes przyznaje, że na początku zainteresował go tylko jeden aspekt tego przedsięwzięcia. - Dostałem do rąk scenariusz. Rzuciłem okiem na stronę tytułową: "Produkcja... Scenariusz... Reżyseria..." - i wtedy zobaczyłem pierwsze nazwisko w obsadzie: Jeff Bridges. W tym momencie podjąłem decyzję. Nie wiedziałem jeszcze, pod kątem której roli miałbym być przesłuchiwany; nie spojrzałem nawet na zarys fabuły. Ale już postanowiłem, że muszę dostać tę rolę. Jeff Bridges to jeden z moich bohaterów.


- Drugi powód pojawił się trochę później, podczas pierwszego dłuższego spotkania z reżyserem. To Rosjanin Siergiej Bodrow, który wyreżyserował między innymi "Czyngis-chana". Widziałem tamten film - i zrobił on na mnie niesamowite wrażenie. Siergiej wytłumaczył mi, w jaki sposób chciałby potraktować tę historię. Zobaczyłem, że do każdego najdrobniejszego szczegółu podchodzi w sposób niekonwencjonalny i planuje wszystko z niebywałym rozmachem.

- Na koniec wreszcie sięgnąłem po książki - i zakochałem się w nich. Zarówno Jeff, jak i Siergiej dążyli do tego, żeby zawrzeć w filmie jak najwięcej oryginalnych motywów z powieści. A powieści te mówią o tym, że na świecie jest dobro i zło, światło i mrok; stawiają też pytanie o to, czy można zrozumieć nienawiść, jeśli nie poznało się miłości. Kolejny ważny temat to los i przeznaczenie człowieka... Tak, połknąłem haczyk.

Ben i jego idol, hollywoodzki gwiazdor Jeff Bridges, zaprzyjaźnili się na planie - chociaż, jak wspomina mój rozmówca, nie stało się to od razu. (...) - Wydaje mi się, że na początku Jeff podchodził do mnie z dystansem. Patrzył tylko na mnie, a ja czułem, że wyrabia sobie jakąś opinię na mój temat. Zauważyłem też, że podczas naszych wspólnych scen unikał nawiązywania ze mną kontaktu wzrokowego. A potem nagle zdałem sobie sprawę, że kręcimy te sceny w porządku chronologicznym... - opowiada Barnes.

I że przecież nasi bohaterowie początkowo też byli wobec siebie lekko nieufni i zapatrywali się na różne sprawy inaczej. Wyczuwało się wręcz między nimi napięcie. Tak więc Jeff w pewien sposób "wygrywał" tę naszą relację na planie i poza nim. Z kolei na koniec każdego dnia zdjęciowego zapraszał mnie do siebie, chwytał za gitarę i grał utwory Boba Dylana. "Prawda, że to byłby świetny podkład dla napisów końcowych?" - pytał.

Potem było już tylko lepiej. Któregoś dnia Bridges zachęcił młodszego kolegę, by usiadł w jego fotelu.

- Pamiętam, że przez głowę przemknęła mi wtedy myśl: "Ale fajnie! Ale wygodnie! To wszystko jest takie cudowne, nierealne i dziwne... Dlaczego on jest dla mnie taki miły?!" - wspomina Barnes. - A już kilka dni później w naszym namiocie na planie zobaczyłem drugi, dokładnie taki sam fotel, stojący obok fotela Jeffa. "To ty, a to ja" - powiedział do mnie z uśmiechem. Okazało się, że kupił go dla mnie! Od tego czasu stanowiliśmy już prawdziwy tandem.

Ben Barnes był ostatnio wyjątkowo zapracowany. We wspomnianym miniserialu "Sons of Liberty", którego akcja rozgrywa się w przededniu wojny o niepodległość brytyjskich kolonii w Ameryce, zagrał bostońskiego patriotę Samuela Adamsa, jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych.


Wystąpił też w dramacie "By the Gun" u boku Harveya Keitela, Toby'ego Jonesa i Leighton Meester. Latem ubiegłego roku można go było również oglądać w uroczej historii miłosnej "Jackie & Ryan", w której partnerowała mu Katherine Heigl. - To piękny film, prosty w przekazie, ale mocno oddziałujący na widza - uważa Barnes.

- Wciąż jestem zajęty promowaniem wszystkich tych produkcji; mam też w planach kolejne projekty - mówi. - Nie jestem jednak w stanie powiedzieć, które z tych planów zostaną zrealizowane, i w jakiej kolejności. Mogę natomiast zdradzić, że każdy z nich dotyczy czegoś zupełnie innego, co zresztą bardzo mnie kręci. Właśnie o to tak naprawdę w tym wszystkim chodzi - o różnorodność aktorskich wyzwań.

© 2015 Ian Spelling

Tłum. Katarzyna Kasińska

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

The New York Times
Dowiedz się więcej na temat: Ben Barnes | Siódmy syn

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje