"Barry Seal: Król przemytu": Dorobkiewicz, zdrajca czy bohater?

Tom Cruise ponownie łączy siły z reżyserem "Na skraju jutra" - Dougiem Limanem w filmie "Barry Seal: Król przemytu", który zabiera nas w niezwykłą międzynarodową eskapadę śladami nieprawdopodobnej (choć prawdziwej) tytułowej postaci - pilota zrekrutowanego przez CIA do jednej z największych tajnych misji w historii USA.

Tom Cruise w scenie z filmu "Barry Seal: Król przemytu"

Przemytnik. Informator. Zdrajca. Patriota. Jeden z najbogatszych ludzi Ameryki lat 80. XX wieku, o którym nie słyszał (wtedy) nikt. Nikt poza mieszkańcami położonego na uboczu południowego miasteczka, w którym Barry Seal uchodził za bohatera.

Nawet ku zaskoczeniu żony (Sarah Wright Olsen), uroczy przedsiębiorca oddalił się od prestiżowej pracy szanowanego pilota TWA, stając się kluczową postacią jednego z największych skandali współczesnej historii. Mało kto wpadłby na to, że coś, co zaczęło się od transportu kontrabandowych towarów, doprowadzi Barry'ego do budowania armii i wspierania wojny.

Reklama

Gorącokrwisty pilot dostaje się do cienistego oddziału rządowego, transportując kałasznikowy i kilogramy kokainy, robiąc przy tym fortunę jako kluczowy gracz afery Iran-Contras (skandal polityczny w USA, w latach 1986-1987; media ujawniły informacje na temat nielegalnej, tajnej sprzedaży broni Iranowi, w 

W 2012 roku producent Doug Davison szukał pomysłu na film - spotkał się wówczas z relatywnie mało znanym pisarzem Garym Spinellim. Po krótkim przedstawieniu i wymianie myśli, nic nie szło dobrze. Kiedy Spinelli wychodził, wspomniał o jeszcze jednym projekcie, nad którym pracuje. Niedługo wcześniej obejrzał "Operację Argo", która skierowała jego zainteresowanie na skandale i tajemnice CIA. Badając różne materiały, natknął się na nieznane szerzej nazwisko Barry'ego Seala. Jak się okazało, jedną z najbardziej fascynujących postaci współczesnej Ameryki.

Davison wspomina spotkanie: - Gary opowiedział mi podstawy tej skomplikowanej, wielowymiarowej historii. Barry nie był zwykłym przemytnikiem. To ktoś, kto oprócz tego, czym się zajmował, był bardzo przywiązany do swej rodziny. Wiódł więc podwójne życie. I to była historia, którą chciałem pokazać publiczności.

Spinelli był zafascynowany faktem, że Seal prowadził swój nielegalny interes od późnych lat siedemdziesiątych aż do połowy osiemdziesiątych, co dziś byłoby niemożliwe ze względu na mnóstwo czynników, ale przede wszystkim systemy monitoringu przestrzeni powietrznej czy wszechobecne media. - "Chłopcy z ferajny" to jeden z moich ukochanych filmów - mówi Davison - i kiedy odkryłem historię Barry'ego Seala, czułem, że mam coś w tym stylu, coś, czego szukałem. A szukałem czegoś, co było ukryte. To "mała" historia, która oddziaływała na cały świat.

Przez następne pół roku Davison i Spinelli robili gruntowny research. Im głębiej sięgały ich badania, tym bardziej jasne stawało się, jak bardzo Barry zaangażowany był w dziesiątki spraw związanych z rządem USA, interesami z Kolumbijczykami, z kartelem Medellín. Okazało się, że Seal ma silny związek z posępnym końcem rządów Ronalda Reagana.

Barry Seal postrzegany jest - w zależności od perspektywy - jako oportunista, kanalia, szmugler narkotyków albo jako złożona osobowość motywowana przeróżnymi powodami. Nikt nie ma wątpliwości co do jednego - że Barry Seal kochał swą rodzinę, był jej niezwykle oddany. I jeszcze jedno - nie dało się go nie lubić. - Jedną z najbardziej niesamowitych rzeczy w jego biografii jest fakt, że nigdy nie zranił, a był największym przemytnikiem świata. Jestem pewien, że do dziś nikt go w tym nie przebił.

W projekt szybko zaangażował się jeden z najpopularniejszych aktorów w historii Hollywood - Tom Cruise, który wcielił się w tytułową rolę. Reżyserię filmu powierzono Dougowi Limanowi, z którym Cruise pracował na planie "Na skraju jutra". I tak z niewielkiego scenariusza powstała superprodukcja. A przy tym film nieco inny, niż początkowo zakładano.

- Kiedy Tom i Doug przyłączyli się do projektu, całość nabrała nieco luźniejszej formy, bardziej komediowej. Połączenie intencji Toma i Douga było najlepszym, co mogło przydarzyć się temu scenariuszowi - opowiada Davison. - Barry Seal zabrał rząd i państwo w niewiarygodną przejażdżkę - śmieje się Liman - Przekręcił Biały Dom. Seal to ktoś, kogo drogi skrzyżowały się z naprawdę wielkimi nazwiskami lat osiemdziesiątych, włącznie z Ronaldem Reaganem, Manuelem Noriegą, Billem Clintonem i Oliverem Northem.

Życie Seala to kwintesencja amerykańskiego sukcesu, takiego raczej spod ciemnej gwiazdy. Barry Seal został zwerbowany do inwigilacji działań komunistycznych w Ameryce Środkowej, by w końcu dostarczać broni rebeliantom, którzy walczyli z komunizmem. Ale amerykańska wojna z narkotykami i komunizmem miała dwie strony. I on stał właśnie po tych dwóch stronach. - Był prawdziwym oportunistą, który zawsze wracał pustym samolotem - opowiada Liman.

- Jeśli coś musiało stać się pod osłoną nocy i było nielegalne, można było na niego liczyć. Od kiedy przewodził nielegalnym operacjom na rzecz CIA, mógł wlatywać i wylatywać z kraju niewykryty przez nikogo. Cóż, trochę to bez sensu, tak wracać pustym samolotem, pomyślał Barry, i na pokład samolotu zaczął zabierać narkotyki. Współpracował więc równocześnie z rządem Stanów Zjednoczonych i kartelem narkotykowym. Oczywiście żadne z nich nie wiedziało o tym. A on tymczasem stawał się bajecznie bogaty. Ale nie o pieniądze tak naprawdę chodziło Barry'emu Sealowi. On pragnął tej ekscytacji, tego dreszczu emocji, a poza tym po prostu kochał latać - dodaje reżyser.

Życie Seala obfitowało w tak wiele nieprawdopodobnych sytuacji, związków, relacji międzyludzkich, że twórcy zdecydowali o nieco ironicznym, satyrycznym tonie filmowej opowieści. - Mark Twain to jeden z moich ulubionych pisarzy - wyznaje Tom Cruise. - W podobnym stylu pisze Gary. Barry Seal żył w wyjątkowym czasie, który nigdy nie powtórzy się, ani w awiacji, ani w historii. Jego życie było jedną wielką przygodą. Zresztą przygodą, w którą trudno uwierzyć. Dziś to wszystko nie miałoby prawa się powtórzyć.

- Barry był niezwykle utalentowanym pilotem, a także kimś bardzo oddanym rodzinie - kontynuuje Cruise. - Tak, to wciąż antybohater, który po prostu chciał żyć w niekonwencjonalny sposób, uczynił z życia niekończącą się przygodę. Nie usprawiedliwiam jego życia, ale też zwyczajnie nie można oderwać wzroku od tego wszystkiego, co go spotkało, od tego, jakim był człowiekiem. Żył ignorując zasady. Także zasady bezpiecznego latania. Dziś wszystko jest tak mocno kontrolowane, podlega korporacjom, funkcjonuje według miliona zasad. Rzeczy, które wyczyniał w powietrzu, dziś nie mogłyby mieć miejsca.

Dowiedz się więcej na temat: Barry Seal: Król przemytu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje