Andrzej Seweryn: Wiecznie w cieniu

Jego imponujący aktorski dorobek jest niewspółmierny do śladowej liczby nagród, które otrzymywał za swe filmowe kreacje. Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów kinowych i teatralnych - Andrzej Seweryn, kończy w poniedziałek, 25 kwietnia, 70 lat.

Andrzej Seweryn to najbardziej niedoceniany polski aktor?

Gdyby komuś przyszło do głowy mierzyć skalę aktorskiego talentu ilością nagród, jakie dany artysta otrzymał w ciągu całej kariery, musiałby dojść do wniosku, że Andrzej Seweryn to aktor zaledwie dwóch ról. Za jedną z nich - występ w filmie "Dyrygent" Andrzeja Wajdy - został wyróżniony na arenie międzynarodowej, zdobywając Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie w 1980 roku. Na kolejny triumf, tym razem w kraju, aktor czekać musiał kolejne dwie dekady, kiedy główną rolę w filmie "Prymas. Jeden dzień z tysiąca" uhonorowano Nagrodą TVP na festiwalu w Gdyni; artysta otrzymał też za ten film Złotą Kaczkę.

Reklama

A teraz spójrzmy na listę twórców, z którymi współpracował w trakcie swej aktorskiej kariery: Peter Brook, Patrice Chéreau, Steven Spielberg, Peter Greenaway, Michel Houellebecq, Alain Resnais... Nie ulega wątpliwości, że obok Daniela Olbrychskiego i Wojciecha Pszoniaka, znajduje się Seweryn w elitarnej grupie polskich aktorów, których nazwisko jest znane kinomanom na całym świecie. Znajduje się też w kurczącej się z roku na rok grupie aktorów, którzy nad występy w telewizyjnych serialach przedkładają szekspirowski repertuar. Andrzej Seweryn jest przede wszystkim człowiekiem teatru.

"Chcecie mnie nagrodzić nie za moją pracę, sztukę, rolę, ale za to, że wyraziłem kilkakrotnie publicznie mój negatywny stosunek do ówczesnego systemu politycznego" - tak brzmiało stanowcze oświadczenie Andrzeja Seweryna, któremu w 2010 roku przyznano Nagrodę Specjalną im. Zbyszka Cybulskiego. Seweryn został uznany za artystę, "który w czasach PRL-u nie mógł być uhonorowany Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego z powodów politycznych".

Aktor odmówił przyjęcia wyróżnienia, argumentując, że "w tym okresie zagrał m.in. w 'Ziemi obiecanej', 'Albumie polskim', (...) 'Nocach i dniach', 'Polskich drogach', (...) 'Bez znieczulenia', (...) 'Kung-fu', 'Na srebrnym globie', 'Dyrygencie'", wymieniając w sumie 13 tytułów.

"Do 1979 roku zagrałem w pięćdziesięciu teatrach TVP, pracując z wybitnymi reżyserami" - podkreślił wtedy Seweryn, wymieniając m.in. Aleksandra Bardiniego, Janusza Majewskiego, Jacka Woszczerowicza, Zygmunta Huebnera i Jana Świderskiego.

Przełomową w aktorskiej karierze Andrzeja Seweryna była rola w "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy. Co prawda młody aktor miał już na koncie kinowy debiut w filmie "Album polski" (1970) Jana Rybkowskiego, jednak dopiero ekranizacja powieści Władysława Reymonta ujawniła możliwości jego talentu. Przekleństwem Seweryna był fakt, że w "Ziemi obiecanej" w głównych rolach partnerowali mu... Daniel Olbrychski i Wojciech Pszoniak. Pierwszy wcielił się w postać Karola Borowieckiego, kradnąc najsłynniejszą scenę filmu - moment erotycznego zbliżenia w karocy z postacią, graną przez Kalinę Jędrusik; Pszoniak z kolei w brawurowej roli Moryca Welta zdobył nagrodę za najlepszą kreację na festiwalu w Gdyni.

Andrzej Seweryn uważa po latach, że jego Maks Baum to "sympatyczna ciapa", w chwili premiery nie mógł jednak narzekać: film Wajdy otrzymał nominację do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny", gwiazdy produkcji zostały zaś dostrzeżone przez zagranicznych reżyserów. Gdyby nie "Ziemia obiecana", Andrzej Seweryn najprawdopodobniej nigdy nie pojechałby z teatrem do Francji, gdzie zastał go stan wojenny.

Tuż po sukcesie "Ziemi obiecanej" Andrzej Seweryn wziął udział w pionierskiej produkcji science-fiction: ambitnym przedsięwzięciu Andrzeja Żuławskiego "Na srebrnym globie". Mimo iż zdjęcia do filmu Żuławskiego zostały drastycznie przerwane przez komunistyczne władze - premiera ocalałych fragmentów obrazu odbyła się dopiero w 1989 roku - to rola Seweryna w tym epickim filmie zapowiadała późniejszą współpracę aktora z guru światowego teatru - Peterem Brookiem, z którym Seweryn pracował przy głośnej adaptacji "Mahabharaty". To dalekie od stereotypowego obrazu aktorskiego emploi wcielenie Seweryna - zapożyczające wiele od szamanistycznych aktorskich teorii Grotowskiego - wyznacza istotny, lecz często pomijany przy podsumowywaniu jego aktorskiej kariery epizod.

Najbardziej znaną na świecie kinową rolą Andrzeja Seweryna pozostaje jednak kreacja w obrazie "Dyrygent" Andrzeja Wajdy. Opowieść o relacji łączącej młodą skrzypaczkę (Krystyna Janda) i światowej sławy dyrygenta o polskich korzeniach (wielki brytyjski aktor John Gielgud) zdobyła wiele nagród na światowych festiwalach. Najważniejszy był jednak aktorski Srebrny Niedźwiedź na festiwalu w Berlinie, który przypadł w udziale właśnie Andrzejowi Sewerynowi, wcielającemu się w filmie w dyrektora orkiestry i męża bohaterki granej przez Jandę. Dla Seweryna był to jeden z ostatnich filmów, które zrobił wtedy w Polsce; parę miesięcy potem wyjechał do Francji, gdzie dostał angaż w l'École du Théâtre National de Chaillot. Od tego czasu częściej pojawiał się we francuskich produkcjach kinowych.

W polskich filmach aktor zaczął grywać ponownie dopiero pod koniec lat 90. Najpierw pojawił się w obrazie "Billboard" Łukasza Zadrzyńskiego, następnie wcielił się w Jeremiego Wiśniowieckiego w "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana oraz wystąpił w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy w roli Sędziego. Pierwszoplanową propozycję otrzymał jednak dopiero od Teresy Kotlarczyk, reżyserki filmu "Prymas. Trzy lata z tysiąca", opowiadającego historię kardynała Wyszyńskiego. Seweryn wciela się w obrazie nie tylko w postać "Prymasa Tysiąclecia", lecz także gra jego sobowtóra - Molendę. "Udało mu się najtrudniejsze: z jednej strony odtworzył wizerunek charakteru i duchowości prymasa, z drugiej ukazał człowieka, który z małpią zręcznością naśladuje każdy jego gest i ton, ale nie dociera do prawdy duchowej i dlatego pozostaje tylko fałszywie brzmiącą marionetką" - czytamy w opisie filmu na stronie Filmpolski.pl.

Jedną z ostatnich ważnych kinowych ról Andrzeja Seweryna była "Różyczka" Jana Kidawy-Błońskiego, gdzie wcielił się w postać pisarza Adama Warczewskiego - postać ta inspirowana była tragicznym życiorysem Pawła Jasienicy. Mimo iż aktorskie laury zebrali za ten obraz wyłącznie Magdalena Boczarska oraz Robert Więckiewicz, to udział Andrzeja Seweryna w sukcesie filmu był niepodważalny. Był także pierwszą rolą aktora w polskim filmie od czasu "Kto nigdy nie żył..." z 2006 roku. W ostatnim czasie oglądaliśmy aktora w dwóch filmach sensacyjnych Jacka Bromskiego: "Uwikłanie" i "Anatomia zła" oraz produkcji Alaina Resnaisa "Jeszcze nic nie widzieliście", gdzie zagrał u boku m.in Michela Piccoliego i Matthieu Amalrika. Na październik tego roku zapowiadana jest premiera dramatu Jana P. Matuszyńskiego "Ostatnia rodzina", w którym Seweryn wciela się w malarza, rzeźbiarza, fotografa i rysownika Zdzisława Beksińskiego.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Seweryn

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje