Ali MacGraw: Życie, wyciskacz łez

Zostawiła męża, który naprawdę ją kochał, ale nowy związek nie przyniósł jej szczęścia. Znalazła je dopiero w samotności...

Ali MacGraw w 1970 roku

Gdy okazało się, że 8-letnia Ali MacGraw nie potrzebuje aparatu ortodontycznego, jej matka odetchnęła z ulgą. "Może mieć krzywe zęby, nie zostanie przecież modelką czy aktorką" - ocenił lekarz. Aparat oznaczałby finansową katastrofę dla państwa MacGraw, którzy jako artyści i tak ledwo wiązali koniec z końcem. Zanim jednak okazało się, że kamera kocha jej wystającą jedynkę, Ali została prymuską.

Reklama

"Byłam dziewczynką idealną - mówiła. - Całą energię poświęcałam, by kontrolować chaos naszego życia". Tworzył go jej ojciec, malarz, który nigdy nie zdołał uporać się z dzieciństwem spędzonym w sierocińcu. Frustrację wyładowywał, lejąc pasem młodszego brata Ali. Matka nie interweniowała, uważając go za "prawdziwego artystę" i biorąc chałturę za chałturą. A Ali wierzyła, że dobrym zachowaniem ochroni brata. Świetnymi stopniami zapracowała też na stypendia, bez których o dobrej szkole średniej mogłaby tylko marzyć. Jako 14-latka wybrała szkołę w Connecticut, byle dalej od rodzinnego Pound Ridge. Odtąd też samodzielnie się utrzymywała.

W 1960 r. miała 20 lat, właśnie ukończyła prestiżowy koledż i nic nie stało już między nią a Nowym Jorkiem. Niezależne marzycielki z długimi nogami i cienkimi portfelami zaludniały tu każdą redakcję i agencję reklamową - ona została asystentką legendarnej Diany Vreeland z "Harper’s Bazaar". Po pół roku przechwycił ją fotograf mody Melvin Sokolsky, proponując 100 zamiast 50 dolarów tygodniowo. "Przychodziła do biura codziennie o 8 rano, a gdy czasem wpadałem tam o 1 w nocy, przygotowywała jeszcze rzeczy na następny dzień" - zachwycał się.

Po godzinach, gdy nie padała ze zmęczenia, przesiadywała w najmodniejszych barach. "Podczas jednego z cocktail party spotkałam Nixona i Salvadora Dalego" - wspominała. W zamian za komplement pod adresem jego inkrustowanej klejnotami laski Dali wysłał jej zapakowaną jak prezent, oklejoną perłami żywą iguanę. Nic dziwnego, że Ali nie było w głowie zakładanie rodziny. Jej małżeństwo, które jako 22-latka zawarła z bankierem z Harvardu i synem znanego neurochirurga, Robinem Hoenem, przetrwało nieco ponad rok.

U Sokolsky’ego pracowała sześć szalonych lat, z dziewczyny na posyłki awansując na stylistkę i modelkę, choć to ostatnie raczej ją nudziło. Nie była też przekonana do aktorstwa. Wystąpiła w kilku reklamach telewizyjnych, serialu i w filmie u boku Kirka Douglasa, ale gdy zaproponowano jej przesłuchanie do głównej roli w "Żegnaj, Kolumbie", protestowała: "Potrzebujecie przecież prawdziwej aktorki". Z marszu dostała rolę, ale o tym, że się nadaje, nie przekonał jej nawet Złoty Glob dla najbardziej obiecującej debiutantki.

Z lawiny scenariuszy, która ją zasypała, tylko jeden ją poruszył. Łzawe "Love Story" odrzuciły jednak wszystkie studia Hollywood - Ali poleciała więc do Los Angeles, by osobiście omówić sprawę z producentem Robertem Evansem, rozglądającym się właśnie za filmem, który uratowałby chylący się ku upadkowi Paramount. Sentymentalny scenariusz nie przypadł mu do gustu, za to MacGraw, która pijana szampanem wskoczyła w ubraniu do jego basenu i przegapiła lot powrotny, i owszem. Evans postarał się, by nie dotarła także na kolejny samolot i zadzwonił do reżysera Arthura Hillera, by upchnął jakoś ten wyciskacz łez w swoim grafiku i przysiągł, że zmieści się w 2 mln dolarów. Odtąd wszystko potoczyło się błyskawicznie.

W październiku 1969 r. MacGraw i Evans wzięli ślub, w grudniu 1970 r. "Love Story" weszło do kin, stając się jednym z najbardziej kasowych filmów w historii, kilka tygodni później twarz Ali ozdobiła okładkę tygodnika "Time", a ona sama urodziła syna Josha. Po kolejnych trzech miesiącach nie mogła uwierzyć, że bierze udział w ceremonii wręczenia Oscarów: "Love Story" dostało 7 nominacji, w tym dla niej jako najlepszej aktorki. Nie wygrała, a na pocieszenie został jej kolejny Złoty Glob.

Mimo sukcesu, Ali postanowiła zostać w domu z dzieckiem. Mąż wkrótce jednak zaczął niepokoić się o jej karierę. Niemal siłą wepchnął ją do "Ucieczki gangstera", gdzie miała partnerować Steve’owi McQueenowi. "Widziałam go w 'Bullicie' - wspominała. - To był jedyny raz w moim życiu, gdy pomyślałam: 'O mój Boże'". Nie inaczej było, gdy zobaczyła McQueena na żywo - wpadł do domu Evansa, by omówić szczegóły produkcji. "Patrzyłam w te niebieskie oczy - najbardziej błękitny błękit świata. Byłam jak porażona prądem. To było przerażające, prosto z trzewi" - opisywała. Gdy tylko wyszedł, postanowiła zadzwonić po radę do Sokolsky’ego. "Panie Melvinie, jestem w opałach".

I rzeczywiście była. McQueen, nim został niegrzecznym chłopcem Hollywood, podawał ręczniki w burdelu, był członkiem gangu, włóczęgą. Tak radził sobie z odtrąceniem przez matkę, ojca nie znał. Czy mógł być ktoś bardziej pociągający dla Ali, która o swym neurotycznym ojcu do dziś w każdym wywiadzie mówi "tatuś"? Zresztą pan MacGraw pokochał Steve’a od pierwszego wejrzenia prawdziwą męską miłością, podlewaną wódką i wspólnymi pretensjami do świata. Zdruzgotany Evans zgodził się na rozwód.

Po szybkim ślubie w sierpniu 1973 r. Ali i Josh zamieszkali ze Steve’em i jego 13-letnim synem, Chadem, w nadmorskiej posiadłości w Malibu. Steve nazywał MacGraw "swoją starą" i wściekał się, gdy jej agentka dzwoniła z propozycjami. Kolację życzył sobie zawsze punkt szósta, piwo do fotela, chodził na panienki, potem płakał. Za to obsypywał Ali stokrotkami. Naprawdę kochał stokrotki... "Miał w sobie połączenie niepojętego mroku i złości z bezbronnością dziecka. Nikt nie miewał takich huśtawek nastrojów" - mówiła MacGraw, ale nie uważała się za ofiarę. "To była też moja wina. Udawałam, że kocham żłopać piwo na motorze, nie przyznałam się, że tak naprawdę chciałabym pojechać do Paryża".

Po pięciu latach spakowała manatki. Żałuje, że wszystkiego nie przegadali, nim McQueen zmarł na zawał dwa lata później. "Jeszcze się z tego nie otrząsnęłam" - mówi dziś Ali. Gdy po rozwodzie wróciła do aktorstwa, krytycy nie byli zachwyceni. Obśmiali jej rolę w "Konwoju", skrytykowali za "Graczy". W "Dynastii" wystąpiła dla pieniędzy, większość z nich rozdała i przepiła. "Jest kobietą, która zdejmie z szyi kolię, założy ci i powie: będzie ci w tym świetnie" - mówi Ruth Ansel, była dyrektor artystyczna "Vanity Fair". Coraz mniej grała, coraz bardziej angażowała się w walkę o legalną aborcję i prawa zwierząt, najmniej potrafiła zadbać o siebie.

W 1986 r. uzależnienie od przelotnych romansów, alkoholu i narkotyków zawiodło ją na odwyk. Gdy 7 lat później spłonął dom, który wynajmowała w Malibu, uznała, że to "kosmiczny kopniak w tyłek" i ostateczne odcięła się od przeszłości. Przeniosła się do Santa Fé w Nowym Meksyku, po raz pierwszy kupiła dom na własność. Jak twierdzi, ostatnie dwie dekady jej życia były nudne, ale szczęśliwe - wstaje o 5.30, by w porannej ciszy pospacerować z psem, potem joga, warzywniak, wieczorem dobra książka. W zeszłym roku po raz drugi w życiu wystąpiła na deskach teatru, w "Listach miłosnych" z Ryanem O’Nealem. Owacje dostają, gdy tylko wchodzą na scenę, wszyscy pamiętają ich z "Love Story". Do dziś, gdy ludzie rozpoznają Ali na ulicy, zawsze mówią to samo: "O mój Boże, jak my przez panią płakaliśmy!".


MP

Dowiedz się więcej na temat: Ali MacGraw

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje