Reklama

Agnieszka Holland o "Dziecku Rosemary": Krew akceptują, gorzej z seksem

1 maja na antenie stacji Lifetime wyemitowany zostanie pierwszy odcinek 4-częściowego serialu "Dziecko Rosemary" w reżyserii Agnieszki Holland. W rozmowie z Interią polska reżyserka opowiedziała, dlaczego zdecydowała się nakręcić klasyczny horror; ujawniła, że z ostatecznej wersji serialu wypadły niemal wszystkie sceny z Weroniką Rosati oraz wyznała, że w trakcie pracy nad "Dzieckiem Rosemary" musiała się zmierzyć z "obyczajowymi" ograniczeniami: - Krew akceptują, gorzej z seksem.

"Zło rodzi się na nowo..." - takim hasłem zapowiadana jest nowa adaptacja bestsellerowej książki Levina, horroru o młodej kobiecie, która wpada w sidła okultystycznej sekty i zaczyna wierzyć, że urodzi dziecko, którego ojcem jest szatan.

Powieść ukazała się w USA w roku 1967. Rok później na ekran w filmie kinowym przeniósł ją Roman Polański. Główną rolę u Polańskiego zagrała Mia Farrow, w filmie wystąpili również John Cassavetes, Sidney Blackmer i Ruth Gordon.

Agnieszka Holland mówi, że film Polańskiego oglądała po raz pierwszy pod koniec lat 60., tuż po premierze; dodała jednak, że przed przystąpieniem do pracy nad serialem "Dziecko Rosemary" powtórzyła seans.

- Dla młodszych widzów, szczególnie w Stanach, gdzie nie wraca się za często do klasyki, "Dziecko Rosemary" to jest właściwie prehistoria. Jest więc niejako czymś naturalnym, że wraca się do tematów, które stanowią kanon kina. Aktualizuje się je w ten sposób - reżyserka tłumaczy tendencję do przerabiania na nowo arcydzieł światowego kina.

Reklama

- Na początku była powieść Iry Levina, potem kinowa ekranizacja Romana Polańskiego. Do mnie zwróciła się telewizja - uściśla Holland dodając: "Inne medium, inna publiczność, inne czasy".

Polska reżyserka przyznaje, że tym, co uwiodło ją w pomyśle na współczesna adaptację, była możliwość "zabawienia się" z oryginalną ideą.

- Po pierwsze - kwestia zła. Akcja została przeniesiona do Paryża, zło obecne jest zaś w stylu "Dyskretnego uroku burżuazji", w odróżnieniu od staruszków z Manhattanu [z filmu Polańskiego]. Wydaje mi się, że to bardziej współczesne zło. Cynizm, pieniądze i narcyzm dziś bardziej odpowiada temu, co wyobrażamy sobie jako diabelstwo tego świata - mówi Holland.

Uosobieniem zła jest w jej "Dziecku Rosemary" diaboliczne małżeństwo Castevetów, w które wcielili się brytyjski aktor Jason Isaacs i Francuzka Carole Bouquet.

Agnieszka Holland dodaje też, że inaczej zaprezentowana jest na ekranie tytułowa bohaterka powieści Iry Levina. - Rosemary jest [u mnie] znacznie bardziej aktywna. U Polańskiego ona była bezwolną ofiarą, tu się buntuje i stara się być siła sprawczą - zaznacza Holland.

Oglądając 4-odcinkowy serial "Dziecko Rosemary" trudno będzie uniknąć porównań z filmem Polańskiego. Holland uważa, że dzieło laureata Oscara było "subtelniejsze", twierdzi też, że oryginalny film nie był horrorem w klasycznym rozumieniu tego gatunku.

- Mógł się [równie dobrze] rozgrywać w głowie bohaterki. Diabeł był tam praktycznie nieobecny, z wyjątkiem ostatniej sceny - zwraca uwagę Holland, po czym precyzuje: - Wyszliśmy od tej ostatniej sceny i cofając się, zrobiliśmy klasyczny horror, w którym znalazło się też miejsce dla dużej dozy ironii. Według niej "duch Polańskiego" obecny jest w jej ekranizacji właśnie w czarnym humorze.


Agnieszka Holland przyznała, że chciała puścić oko w kierunku widza obsadzając Polańskiego w "mini-epizodzie". Jak przyznała, reżyserowi oryginału przypadł do gustu pomysł na telewizyjną adaptację. - Roman był bardzo życzliwie nastawiony - ujawniła Holland.

Do gościnnego występu jednak nie doszło. - Najpierw się zgodził, ale potem doszedł do wniosku - ja go rozumiem - że jest w takim momencie swojego życia, że nie chce wzbudzać dodatkowych kontrowersji i prowokować niepotrzebnych komentarzy prasowych - przyznała Holland.

Według reżyserki Polański miał się pojawić w ostatniej scenie, kiedy Rosemary spaceruje z wózeczkiem po Paryżu i spotyka młoda parę, która zachwyca się jej dzieckiem. - Oryginalnie nie miała to być młoda para, tylko starszy pan - zdradziła Holland.

Tytułowa rola przypadła amerykańskiej aktorce Zoe Saldanie, którą kojarzymy z blockbusterów: "Avatara", "W ciemność. Star Trek" czy "Strażników Galaktyki". Holland przyznała, że zobaczyła Saldanę w jednym z niezależnych filmów i od razu dostrzegła w niej duży potencjał dramatyczny. Dodała też, że nie bez znaczenia była fizyczna odmienność aktorki od odtwórczyni roli Rosemary w filmie Polańskiego - Mii Farrow.


W obsadzie serialu "Dziecko Rosemary" znalazło się też miejsce dla dwójki polskich aktorów. Wojciech Pszoniak zagrał rolę jednego z diabelskich popleczników Castavetów, z kolei Weronice Rosati przypadła w udziale kreacja dziewczyny z klubu nocnego o imieniu Ginger. Niestety, mimo iż młoda aktorka miała dwie spore sceny, na ekranie zobaczymy ją jedynie przez parę sekund.

- W ostatnim momencie montażu serial skrócono o jakieś 2 minuty. Sceny z Weroniką Rosati to był jedyny wątek, który mógł zostać wycięty bez ingerencji w inne wątki produkcji - tłumaczy nie bez żalu Holland.

- Dlaczego chcieli, żeby to było krótsze? - pyta retorycznie reżyserka i od razu odpowiada: - To proste! Chcą tam wpakować więcej reklam. To się czasem decyduje w ostatniej chwili, kiedy okazuje się, że mogą sprzedać więcej reklam, niż początkowo myśleli. Wtedy rozpoczyna się straszna praca, żeby w tej walizce upchnąć jak najwięcej ubrań... Ja bardzo nie lubię naruszać rytmu sceny, który został pracowicie stworzony w montażu. Czasem lepiej wyciąć cały segment, niż kroić po kawałku w wielu miejscach - tłumaczy Holland.


Reżyserka "Dziecka Rosemary" przyznała, że produkcja serialu przebiegała w ekspresowym tempie. - To był jeden z powodów, dla którego zdecydowałam się to robić. Miała to być "szybka piłka" i rzeczywiście, była "szybka piłka". Od momentu rozpoczęcia pracy do momentu telewizyjnej emisji minęło 4,5 miesiąca - zwróciła uwagę Holland dodając, że zawrotnemu tempu realizacji towarzyszyło też ogromne napięcie. - Na końcowym etapie montaż zajmował "26 godzin na dobę" - śmieje się reżyserka.

Obok aktorskiego duetu Wojciech Pszoniak-Weronika Rosati nad serialem pracowali też inni polscy artyści. Córka Agnieszki Holland, Kasia Adamik, odpowiedzialna była zaś za tzw. "drugą ekipę". Co to oznaczało w praktyce? To właśnie spod jej ręki wyszły najbardziej krwawe sceny serialu.

- Najtrudniejsze momenty: trupy, krew, zabijanie - powierzam właśnie jej, bo wiem, że wykona to zadanie doskonale - mówi Holland dodając, że w ekipie "Dziecka Rosemary" znaleźli się również dwaj polscy operatorzy: Jacek Petrycki (pracujący wspólnie z Kasią Adamik) oraz operator kamery samej Holland - Rafał Paradowski.

W związku z faktem, że "Dziecko Rosemary" powstawało dla ogólnodostępnej amerykańskiej telewizji NBC, ekipa Agnieszki Holland musiała zmierzyć się z "obyczajowymi" ograniczeniami. - Krew do pewnego stopnia jeszcze akceptują, natomiast z seksem jest gorzej - przyznała Holland.


Kolejnym polskim członkiem ekipy był kompozytor Antoni Komasa-Łazarkiewicz, który ma już na koncie współpracę z Agnieszką Holland przy filmie "W ciemności". Holland przyznała, że mieli świadomość iż nie ma sensu ścigać się tu ze słynną "Kołysanką Rosemary" - niezapomnianym tematem Krzysztofa Komedy; inspiracją Komasy-Łazarkiewicza była raczej - według reżyserki - filmowa muzyka Wojciecha Kilara (autora ścieżki dźwiękowej chociażby do "Drakuli" Coppoli).

W serialu usłyszymy też żonę kompozytora - Mary Komasę, która dwie piosenki nagrane na potrzeby "Dziecka Rosemary" zaśpiewała jeszcze przed premierą swej debiutanckiej płyty. Agnieszka Holland porównała też pracę przy "Dziecku Rosemary" do reżyserii innej serialowej produkcji "House Cards". - Rzemiosło jest to samo. Trzeba przyjść rano na plan, zdecydować, gdzie ustawić kamerę i powiedzieć aktorom, co mają robić - przyznała bez ceregieli Holland dodając, że obydwa te projekty różniła "inna odpowiedzialność i inny rodzaj kreacyjnej wolności".

- W momencie, kiedy stwarzam pewien świat od podstaw, przyjmując przy okazji sugestie producentów i dystrybutorów, jest to coś, co jest w jakimś sensie moje. Kiedy zaś robię odcinek lub odcinki serialu już istniejącego i w bardzo wyrazisty sposób sformatowanego, to moim zadaniem jest dostosowanie się do panujących reguł. Bardziej przypomina to ćwiczenie stylistyczne niż odautorski przekaz - uściśliła Holland.

Reżyserka przyznała, że propozycja reżyserii "House of Cards" była z gatunku "ofert nie do odrzucenia". - Starannie wybieram takie propozycje... Nie za dużo, bo jak za dużo, to się "rozpuszcza osobowość". W przypadku "House of Cards" producenci są bardzo wybiórczy, niewielu reżyserów "dostaje" ten serial. Jak dostałam propozycję, troszkę trudno było odmówić... Kultowy serial, wspaniali aktorzy, byłam ciekawa jak to wygląda - przyznała określając przygodę w tym serialem jako "interesujące doświadczenie". - Nie wydaje mi się jednak, żebym jako reżyser miała tam bardzo dużo do dodania - rzuciła.

Od czasu reżyserii serialu "Ekipa" w 2007 roku Holland tylko raz otrzymała propozycję od polskiego producenta telewizyjnego, kiedy odpowiadała za kilka odcinków trzeciego sezonu serialu HBO "Bez tajemnic".

- Nie narzekam na brak propozycji, nawet bardziej intratnych, ale rzeczywiście żadna stacja telewizyjna, a spodziewałabym się tego po TVP, nie zaproponowała mi dotychczas żadnej współpracy. Mam dużo propozycji z innych krajów, od Czech, przez Francję po Stany Zjednoczone, ale z Polski jakoś nie za bardzo - przyznała zaskoczona.

1 czerwca reżyserka rozpoczyna zdjęcia do fabularnego filmu "Pokot" na podstawie powieści Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych". W głównej roli zobaczymy Stanisławę Celińską. Obok niej w obsadzie znajdą się: Wiktor Zborowski, Jakub Gierszał , Andrzej Konopka, Marcin Bosak, Piotr Nowak, Andrzej Grabowski i Patrycja Volny. Ta ostatnia, córka Jacka Kaczmarskiego, może być - według reżyserki - odkryciem filmu. "Natknęłam się na nią zupełnie niespodziewanie, rzeczywiście jest bardzo ciekawa" - przyznała Holland.

Serial "Dziecko Rosemary" będzie emitowany na kanale Lifetime w czterech niespełna godzinnych odcinkach. Pierwszy zostanie pokazany 1 maja, a następne trzy w kolejne piątki: 8, 15 oraz 22 maja.


Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Holland
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy