Agnieszka Holland kręci w Krakowie film "Gareth Jones"

W Krakowie trwają zdjęcia do najnowszej produkcji Agnieszki Holland "Gareth Jones". Bohaterem filmu jest tytułowy, walijski dziennikarz, który jako pierwszy poinformował o Wielkim Głodzie na Ukrainie w latach 1932-1933. - To, co mnie w tym zainteresowało, to aktualność tematu, jak bardzo można manipulować prawdą, jak bardzo dużo zależy od mediów i jak te media zależą z kolei od polityków - powiedziała reżyserka podczas spotkania z dziennikarzami w Krakowie.

Agnieszka Holland podczas spotkania z dziennikarzami na planie filmu "Gareth Jones" w Krakowie

Kraków w filmie "Gareth Jones" gra jednocześnie Moskwę i Londyn z lat 30. XX wieku.

Reklama

- Kraków jest bardzo fotogenicznym miastem. W Urzędzie Miasta Krakowa gramy Londyn, a na ulicy Zyblikiewicza gramy Moskwę. Jak widać, Kraków jest bardzo uniwersalny. Robimy jeszcze zdjęcia w Katowicach, w Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu. Będą też dwa dni zdjęciowe w Warszawie - powiedziała dziennikarzom Agnieszka Holland.

Skąd pomysł na ten film i kim jest tytułowy Gareth Jones?

- Temat jest ważny i praktycznie jeszcze nieznany, pomimo wielu publikacji i wielu dokumentów. To nie jest tak, że szukam dramatycznych historii. Zrobiłam już trzy filmy o holokauście i myślałam, że wystarczy. Autorka scenariusza posłała mi ten scenariusz i jak zwykle odkładam takie teksty - na przykład na temat masakry Ormian, holokaustu czy podobnych tematów - to ten zaczęłam zaczęłam czytać i mnie zafascynował - wyjaśnia reżyserka.

- Zafascynowała mnie też postać bohatera, którym jest młody, walijski dziennikarz - prawdziwa postać, którą opisała Anne Applebaum [książka "Czerwony głód" - red.], a w wcześniej Timothy D. Snyder w swojej książce "Skrwawione ziemie" i który nie jest znany w swoim kraju ojczystym, ale na Ukrainie jest bohaterem. To młody dziennikarz, który znalazł się w Moskwie w 1933 roku. Pojechał w nadziei, że zrobi jakiś ciekawy materiał, może nawet wywiad ze Stalinem. Był też pierwszym dziennikarzem, który zrobił wywiad z Hitlerem po jego dojściu do władzy. Był bardzo zdolny, mówił po rosyjsku, niemiecku, francusku.

Reżyserka opowiedziała o losach dziennikarza.

- Na Ukrainę przedostał się pewnym fortelem, czuł, że coś się dzieje, skoro nie są tam wpuszczani dziennikarze. Tak jak Jan Karski, który poszedł do getta i potem do obozu koncentracyjnego, żeby móc opowiedzieć o tym jako naoczny świadek, tak też Gareth przeszedł przez te najgorsze rejony głodu. Widział tam straszne rzeczy. Potem z powrotem przedostał się na Zachód i to wszystko opowiedział. Natychmiast jednak został zdyskredytowany przez głównego korespondenta "New York Timesa" w Moskwie - bardzo znaną postać, laureata Nagrody Pulitzera - Waltera Duranty'ego, który napisał, że ten młody dziennikarz przesadza, że nie ma żadnego głodu, że są co prawda kłopoty z zaopatrzeniem, ale nic się takiego nie dzieje. I cała sprawa została nieco zapomniana, a Garetha Jonesa zamordowano, kiedy był na reportażu w Chinach. Było jasne, że zrobili to Rosjanie, że to było NKWD. Miał 27 lat, kiedy był na Ukrainie, 29 - kiedy zginął.

Agnieszka Holland uważa, że film porusza  bardzo aktualny temat, jakim jest manipulacja prawdą i odpowiedzialność dziennikarska.

- Gareth Jones był człowiekiem, który uważał, że dziennikarz nie powinien manipulować prawdą nawet w imię słusznej sprawy i że obowiązkiem dziennikarza jest podawanie faktów. Jest to dzisiaj dość niepopularna postawa. Jak popatrzymy na większość mediów - czy z lewa, czy z prawa czy ze środka - to one zajmują jakieś stanowisko i to bardzo zdecydowane w sporze politycznym czy w grze politycznej. Taki dziennikarz, który uważa, że fakty są dla niego największym obowiązkiem myślę, że może być wzorem. Warto wrócić do takiego myślenia. To, co mnie w tym zainteresowało, to aktualność tematu, jak bardzo można manipulować prawdą, jak bardzo dużo zależy od mediów i jak te media zależą z kolei od polityków - mówiła reżyserka.

Przy okazji Holland oświadczyła, że film nie jest dokumentalną opowieścią.

- To nie jest rekonstrukcja paradokumentalna, ma to mam nadzieję taki bardziej wizyjny wymiar. W filmie został wprowadzony wątek George'a Orwella, który prawdopodobnie z Garethem się spotkał i zainspirowały go jego artykuły do napisania "Folwarku zwierząt". Ten Orwell i "Folwark zwierząt" jest pewnym elementem narracji.

Współproducentką filmu i autorką scenariusza jest Amerykanka Andrea Serdaru-Barbul, wnuczka mężczyzny, który przeżył klęskę głodu na Ukrainie.

- Nieustannie zadziwia mnie, że wciąż mało ludzi słyszało o Wielkim Głodzie na Ukrainie, że wciąż miliony ludzi na świecie nic o tym nie wiedzą. Pisząc ten scenariusz, chciałam nie tylko nagłośnić tę tragiczną historię, ale też pokazać że o prawdę zawsze warto się bić. Choć Jones walkę o nią przypłacił życiem, dziś to jego historia triumfuje - tłumaczyła w Krakowie dziennikarzom Sedaru-Barbul. - Prawda nigdy nie może umrzeć - dodała.

Tytułową rolę Garetha Jonesa gra brytyjski aktor James Norton ("Wojna i pokój", "Linia życia", "Saga Wikingów"). W filmie występuje również Vanessa Kirby ("Jupiter: Intronizacja", "Czas na miłość", serial "The Crown"), która wciela się w Adę Brooks, dzięki której dziennikarz dowiedział się prawdy o sowieckim reżimie oraz Peter Sarsgaard ("Kinsey", "Była sobie dziewczyna", "Blue Jasmine"), który wciela się w korespondenta moskiewskiej redakcji "New York Times" - Walter Duranty'ego. W filmie pojawią się także polscy aktorzy, m.in. Krzysztof Pieczyński i Beata Poźniak.

Film powstaje m.in. przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Krakowskiego Biura Festiwalowego. W realizację zaangażowana jest również Ukraińska Państwowa Agencja Filmowa. Jak tam zostanie film odebrany?

- Ukraińcy odebrali scenariusz bardzo dobrze, są naszymi koproducentami, są również partnerami finansowymi. Mieliśmy tam dwa tygodnie zdjęć, tych najtrudniejszym, bo to była wędrówka Garetha przez wyludnione wioski kanibalów. Mieliśmy tam naprawdę wielkie wsparcie. Jak zostanie potem odebrany cały film, nie wiadomo. Wiemy wszyscy, że na Ukrainie jest teraz bardzo trudna sytuacja - przyznała Agnieszka Holland.

- Problemów na Ukrainie nie było - potwierdził polski producent filmu Stanisław Dziedzic. - Co prawda zaskoczyła nas tam zima, ale okazało się to jednak bardzo dobre dla filmu. Było masę śniegu i temperatura minus 15 stopni Celsjusza. Myślę, że Ukraina spełniła swoją rolę w filmie. Jesteśmy bardzo zadowoleni - dodał.

Film "Gareth Jones" ma trafić na ekrany kin na początku 2019 roku.

Anna Kempys, Kraków

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Holland

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje