30 lat od premiery "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny"

14 marca mija 30 lat od premiery "Epitafium dla Barbary Radziwiłówny" w reżyserii Janusza Majewskiego. To z tego filmu pochodzi jedna z najsłynniejszych scen erotycznych w historii polskiego kina.

Niezwykły pogrzeb

Reklama

Akcja filmu Janusza Majewskiego rozpoczyna się po śmierci królowej. Od 25 maja do 24 czerwca 1551 roku kondukt pogrzebowy przemieszcza się z Krakowa do Wilna, gdzie zgodnie z jej ostatnią wolą pochowana będzie Radziwiłłówna. Zygmunt August wraz z towarzyszącym mu orszakiem podąża za karawanem, a w czasie tej podróży wspomina chwile, które spędził z Barbarą.

W większości scen wspomnieniowych wykorzystano fragmenty serialu telewizyjnego "Królowa Bona" zrealizowanego przez Janusza Majewskiego dwa lata wcześniej.

Zygmunt August poślubia Elżbietę Habsburżankę. Wieczorem w jego sypialni Elżbieta dostaje konwulsji i traci przytomność. Za radą matki, królowej Bony, czujący wstręt do żony Zygmunt udaje się w podroż na Litwę. Tam poznaje Barbarę Radziwiłłównę. W leśniczówce dochodzi do pierwszego zbliżenia między nimi. W Wilnie Zygmunt ponownie odwiedza Barbarę. Zaskoczony w nocy w jej komnacie przez braci Radziwiłłówny król ślubuje jej miłość, poważanie i ochronę przed krzywdą.

Po śmierci Zygmunta I Bona namawia syna, by poślubił księżniczkę francuską. Król stanowczo odmawia. Bracia natomiast namawiają Barbarę, by zażądała wprowadzenia na Wawel. Tymczasem na burzliwym posiedzeniu sejmu senatorowie domagają się, by król wyrzekł się tego nieformalnie zawartego małżeństwa. On jednak przerywa obrady mówiąc, że przysięgi złożonej przed Bogiem nie złamie.

Zygmunt wprowadza Barbarę na Wawel i doprowadza do jej koronacji. W czasie ceremonii królowa słabnie. Szybko okazuje się, że jest bardzo chora. Na łożu śmierci prosi męża, by pochował ją w Wilnie - brzmi opis "Epitafium..." na stronach Internetowej bazy Filmu Polskiego.

"Już chyba w trakcie realizacji 'Królowej Bony' zafascynowała mnie znaleziona gdzieś informacja, która wcześniej umknęła mojej uwagi: po śmierci Barbary Radziwiłłówny król Zygmunt August, wypełniając obietnicę pochowania jej w Wilnie, urządził jej niezwykły pogrzeb. Kondukt wyruszył z Krakowa do Wilna, a król szedł za trumną piechotą, czasem tylko wsiadał na konia. Odległość dzisiejszymi drogami wynosi około siedmiuset kilometrów (...) Te tygodnie narzuconego sobie umartwienia, pokuty i żałobnego ceremoniału były zapewne dla króla czasem rozpamiętywania przeszłości, historii tragicznego związku z Barbarą. To nasunęło mi pomysł konstrukcji filmu: opowieść, w czasie teraźniejszym, o przebiegu niezwykłego pogrzebu - należało nakręcić; czas przeszły, materiał do retrospekcji - już był gotowy w serialu o Bonie" - wspominał w swej autobiografii "Ostatni klaps" reżyser Janusz Majewski.

Szara aureola Kolbergera

Główne role w filmie o Barbarze Radziwiłłównie zagrali Anna Dymna i Jerzy Zelnik (jako król Zygmunt August).

"U podstaw pomysłu była atrakcyjność tej królewskiej pary, tylko ślepy by nie poszedł za ciosem, mając już tak sprawdzony materiał" - przypominał Janusz Majewski. Dymna była już rozpoznawalna głównie dzięki roli wnuczki Pawlaka i Kargula w cyklu Sylwestra Chęcińskiego, za Zelnikiem wciąż ciągnęła się sława "Faraona" z filmu Jerzego Kawalerowicza.

"Anna Dymna, w rozkwicie swojej wspaniałej urody, ekstrakt kobiecej zmysłowości, i Jerzy Zelnik, niezwykle przystojny, męski, atrakcyjny w scenach miłosnych, a równocześnie królewski, świetnie noszący kostium, zwłaszcza koronę" - pisał we wspomnieniach reżyser "Epitafium...".

Ważną rolę w filmie Majewskiego grał również Krzysztof Kolberger, wcielając się w fikcyjną postać poety Anonimusa. Na pomysł wprowadzenia do historycznej opowieści nieistniejącego bohatera wpadł współscenarzysta obrazu - Stanisław Kasprzysiak. Anonimusa spotykamy w trakcie pogrzebu Barbary, gdzie - tego widzowie musza się już domyślić, opłakuje swą platoniczną miłość do tytułowej bohaterki.

Janusz Majewski przyznał po latach, że kreacja Kolbergera miała w sobie coś magicznego, przywołując fenomen "niewyjaśnionego zjawiska fotogeniczności". "Niektóre twarze, w naturze przeciętne, na ekranie pięknieją, a inne, uznawane za piękne, nie dają się dobrze sfotografować. Zauważyłem też, że są ludzie, których twarz fotografowana prawidłowo wydaje się na ekranie nieostra, jak gdyby lekko zamglona" - pisał Majewski dodając, że do takich należy twarz Kolbergera.

"Wszystkie jego zbliżenia są lekko rozmyte, wręcz wydaje się, że jego głowę otacza jakaś aura, jak szara aureola" - Majewski pozostał pod wrażeniem kreacji Kolbergera.

Piękny biust Dymnej

W "Epitafium.." znalazły się dwie "rozbierane sceny", które rozpalały wyobraźnię ówczesnego widza. Obydwie wzięte zostały co prawda z serialu o królowej Bonie, ale... "Gdybym dziś miał taki materiał, każdy producent na świecie wyłożyłby ogromne pieniądze na dokręcenie scen ramy do tak atrakcyjnego obrazu" - Majewski chwalił atrakcyjność swoich aktorów.

Reżyser "Epitafium..." był jednak świadomy, że "widzowie nie zdają sobie sprawy, jak trudno jest zrealizować scenę miłosną tak, aby była ona równocześnie zmysłowa, ale nie pornograficzna".

W filmie znalazły się więc dwie erotyczne sceny. Pierwsza, w kąpieli, była według reżysera łatwa w realizacji.

"Siedzieli w drewnianym cebrze, w kłębach pary i widać było tylko ich nagie torsy, dalej byli w bieliźnie. Jurek ładnie umięśniony, estetycznie owłosiony, Anka z wyraźną przyjemnością prezentująca piękny biust, w miękkim żółtym świetle Zyzia Samosiuka [operator filmu - przyp.red.], wyglądali bosko" - notował Majewski dodając, że kiedy magazyn 'Ekran" wykorzystał fotos tej sceny na okładce jednego z numerów, "nakład zniknął z kiosków w jeden dzień".

Majtki pana Zelnika

W filmie znalazła się też klasyczna "scena łóżkowa", która przysporzyła realizatorom o wiele więcej kłopotów.

"Wymyśliliśmy, że zrobimy to w szerokim łożu, umieszczając kamerę wysoko nad nim, a kochającą się parę nakryjemy wiotkim jedwabiem, tak aby było widać tylko ich kształty, ale przesłonięte delikatną tkaniną" - Majewski przedstawił koncepcję sceny.

"Anka przyszła pierwsza, w szlafroku, zrzuciła go już, siedząc na łóżku i zręcznie wśliznęła się pod tkaninę. Jurek przyszedł strasznie speszony, zdjął szlafrok i w slipkach wlazł pod prześcieradło, trzymając się od niej z daleka" - dodał reżyser precyzując, że nie chodziło mu o uchwycenie "ruchów frykcyjnych", tylko "momentu szczytu". "Ostatni spazm rozkoszy i (...) opadnięcie po nim zmęczonej miłosnymi zapasami pary, a potem już tylko wytrzymanie całego rozkosznego odpoczywania" - przedstawił koncepcję erotycznej sceny.

Największym problemem okazały się jednak... slipki Jerzego Zelnika. W trakcie kręcenia sceny nagle szwenkier Jerzy Garstecki krzyknął do ekipy: "Majtki Jurka prześwitują!". Okazało się, że czerwona bielizna aktora była widoczna pod delikatną tkaniną. "Jurek robi się czerwony jak te nieszczęsne majtki, Anka chichocze w poduszkę" - odtwarza tamten moment Majewski.

Z pomocą koledze przyszła właśnie Dymna, która wykorzystując moment zamieszania, szybko ściągnęła Zelnikowi bieliznę, oznajmiając triumfalnym okrzykiem pracującej przy filmie garderobianej: "Haniu, kochanie, zabierz majtki pana Zelnika!".

"Potem już, bez żadnych problemów, kierując się doświadczeniem i odwiecznym odruchami, których nauczyła ich natura, Anka i Jurek pięknie grają miłosna scenę legendarnej pary kochanków" - podsumował Majewski.

Złość królowej Bony

Najmniej zadowolona z okazji premiery filmu była Aleksandra Śląska, która w zrealizowanym dwa lata wcześniej serialu "Królowa Bona" wcielała się w tytułową bohaterkę. Kiedy dowiedziała się, że Janusz Majewski planuje realizację filmu, którego pierwszoplanową postacią będzie grana w serialu przez Annę Dymną Barbara, nie potrafiła ukryć zbulwersowania.

"Kiedy dowiedziała się moim zamiarze, po prostu wybuchła, napisała list otwarty do redakcji 'Filmu', w którym protestowała przeciwko użyciu materiałów z serialu z jej udziałem, a na mnie, rzecz jasna, się obraziła" - wspomina Majewski dodając, że wszelkie próby mediacji, włącznie z wykorzystaniem męża aktorki, Janusza Warmińskiego, spełzły na niczym. "Zacięła się w gniewie, zupełnie jak jej bohaterka" - spuentował Majewski dodając, że Śląska poczuła się urażona faktem, że to nie jej nazwisko będzie na pierwszej planszy w napisach.


"Żartowałem, że dałaby się udobruchać, gdyby tytuł brzmiał 'Niekochana synowa królowej Bony', albo dać historię romansu jako rozpamiętywanie Bony na łożu śmierci" - dowcipkował reżyser "Epitafium...".

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Zelnik | Janusz Majewski | Anna Dymna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje