Wojciech Medyński: Mistrz improwizacji

Wojciech Medyński nie lubi robić planów na przyszłość, żyje chwilą. Obsadzany w rolach czarnych charakterów, zaskakuje w spektaklu komediowym. Zdarza mu się również grać... damską torebkę i zeszłoroczny śnieg.

Co jest interesującego w roli Piotra Orczyńskiego z serialu "Galeria"?

Reklama

Wojciech Medyński: - Mój bohater ma za sobą kryminalną przeszłość. Myślę, że ciekawym aspektem jest to, że wykonał krok, aby wprowadzić zmiany w swoim życiu, czyli zerwać kontakty z mafią i stać się prawym człowiekiem. Ale, jak doskonale wiemy, pewne przyzwyczajenia pozostają...

To znaczy?

- Na horyzoncie pojawia się córka policjanta, która zna nieciekawą przeszłość Piotra. Orczyński ma więc dylemat: potraktować ją jako środek do celu, czy zaufać temu, co podpowiada mu instynkt i serce.

Co wybierze?

- To bystry człowiek, który wie, czego chce. Konkretny facet, bardzo szybko podejmuje decyzje i jest w stanie odnaleźć się w każdej sytuacji. Z pewnością nie jest tchórzem nie potrafiącym pokonać problemu czy rozwiązać konfliktu, który mógłby pokrzyżować jego plany. To postać o dużym poczuciu własnej wartości, pewności siebie i spokoju. Zdał sobie sprawę z tego, iż życie w przestępczym światku to żadna przyszłość.

Od ponad roku gra pan również w popularnym spektaklu "Single i remiksy". Na czym polega fenomen tej sztuki?

- To bardzo dobrze napisana komedia Mariusza Szczygielskiego o realiach pracy w korporacji. Opowiada o tym, ile naprawdę kosztuje niezależność finansowa, jak dużo trzeba oddać siebie, by robić karierę. Gram z Anią Muchą, Weroniką Książkiewicz i Lesławem Żurkiem. Wcielam się w rolę astmatycznego i znerwicowanego Sebastiana, dyrektora marketingu. To rola komediowa, więc bardzo się cieszę, że mogę pokazać się publiczności z kompletnie innej strony, niż moje dotychczasowe czarne charaktery z seriali.

A jeśli stanąłby pan przed wyborem teatr czy film, na co by się pan zdecydował?

- To różne formy sztuki, trudno je więc ze sobą porównywać. Widz w każdej z nich znajduje zupełnie inny rodzaj wrażeń i emocji - jeśli o mnie chodzi, wolę teatr, który daje możliwość bezpośredniego kontaktu z publicznością. Ostatni rok był dla mnie pod tym względem bardzo łaskawy, gdyż mogłem wyżyć się na scenie teatru improwizacji Ab Ovo, który współtworzę od prawie czterech lat. Występujemy w restauracji "Szara Eminencja" w Piasecznie. Do udziału zapraszamy znanych aktorów, dziennikarzy i kabareciarzy.

Na czym polega ta forma przedstawień?

- Spektakle impro to ściśle określone gry i zabawy - nie ma ani reżysera, ani scenariusza, a aktorzy grają wszystko, o co tylko poprosi publiczność. Wspaniałe jest to, że każdego wieczoru idę na spektakl i nie wiem, kogo będę grał, nie znam scenariusza, nie mam kostiumu ani rekwizytów. Do zaoferowania widzom mam tylko mój warsztat aktorski, wyobraźnię i poczucie humoru. Ostatnio graliśmy... wnętrze damskiej torebki, zeszłoroczny śnieg i śpiewaliśmy rosyjskie disco o sośnie.

Gdzie jeszcze będziemy mogli pana zobaczyć?

- Z grupą Ab Ovo chcemy stworzyć pierwszą w Polsce profesjonalną scenę impro i aktualnie szukamy odpowiedniego miejsca w Warszawie. Z innych planów chciałbym w najbliższym czasie zrealizować swoją pierwszą teatralną bajkę dla dzieci. Zaczęliśmy też nowy sezon "Singli i remiksów", będziemy jeździć ze spektaklami po całej Polsce, a w czerwcu pojawiliśmy się z nimi w Londynie. Prywatnie natomiast zbieram siły i próbuję znaleźć czas na remont mieszkania.

Rozmawiał Artur Krasicki.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje