Tamara Arciuch: Od "M jak miłość" do "Ojca Mateusza"

- Wszystkie weekendy zajmuje mi gra w teatrach w całej Polsce, dlatego każde zajęcia domowe celebruję i czerpię z nich dużą radość - przyznaje Tamara Arciuch. Aktorka zdradza też, w jakiej roli najlepiej czuje się w serialu.

Zanim Tamara Arciuch została aktorką, interesowała się dziennikarstwem. Teraz może się spełnić w takiej roli w "Ojcu Mateuszu".

Reklama

Gra pani w dwóch popularnych serialach - "M jak miłość" i "Ojcu Mateuszu", a także teatrze. Ma pani trochę czasu dla siebie?

- Na razie rzeczywiście borykam się z brakiem czasu. Zamierzałam regularnie grać w tenisa, ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Od niedawna ćwiczę z osobistym trenerem, ponieważ zaczęłam mieć kłopoty ze zdrowiem. Postanowiłam zainwestować w... dbanie o siebie i swoje zdrowie. Gdy mam czas wolny, to najchętniej spędzam go w domu, ostatnio stałam się wybitną domatorką. Tu również najlepiej odpoczywam i nawet sprzątanie sprawia mi przyjemność. Wszelkie zajęcia domowe, na które kobiety często narzekają, ja celebruję i czerpię z nich dużą radość.

Wspólnie z pani partnerem Bartkiem Kasprzykowskim gracie w komedii "Pod niemieckimi łóżkami", która wystawiana jest w całym kraju. Jak wygląda "życie na walizkach"?

- Sztukę gramy już dosyć długo - minęło dwa lata od premiery. Nadal bardzo dużo z nią jeździmy, bo spektakl podoba się widzom w całej Polsce. A życie w trasie? W tym roku spędziłam w samochodzie wszystkie weekendy, ponieważ właśnie wtedy gramy. Podróże, hotele, przygotowania, makijaż, przedstawienie, nocleg, powrót... Czasami nawet nie ma czasu na odpoczynek.

W serialach bardzo często obsadzana jest pani w rolach silnych, dominujących kobiet. Tymczasem w "M jak miłość" [ani bohaterka Anna jest zupełnie inna..

- Anna weszła do serialu z ogromnym, bolesnym bagażem doświadczeń życiowych - więzienie, zabójstwo w obronie własnej, maltretowanie przez męża, potem śmierć siostry, za którą się obwiniała. Teraz niespełniona miłość. Chciałabym, aby coś optymistycznego wydarzyło się w jej życiu.

"Ojciec Mateusz" to kolejny serialowy hit, w którym pani gra. Najpierw panią burmistrz, teraz dziennikarkę. Który z tych zawodów prywatnie wydaje się pani ciekawszy?

- Jako Tamara, na pewno czułabym się lepiej w roli dziennikarki. Zanim zostałam aktorką, brałam pod uwagę dziennikarstwo. Praca burmistrza przygniatałaby mnie ciężarem odpowiedzialności. Pełnienie takiej funkcji na pewno związane jest z wielkim obciążeniem, braniem na barki losów całego miasta, ludzi, inwestycji. Dziennikarstwo daje więcej wolności.

Pani bohaterka Justyna to jedna z piękniejszych kobiet w męskim świecie. Ma pani na przykład wpływ na stylizacje?

- To leży w gestii kostiumografa. Burmistrz musiała ubierać się zgodnie z protokołem, elegancko, z klasą. Na szczęście jako dziennikarka mogę wyglądać swobodniej, więc zrezygnowaliśmy z tych uniformów.

Czy uczuciowy wątek z Możejką jeszcze się pojawi?

- O, tej tajemnicy nie mogę zdradzić!

Rozmawiała Edyta Karczewska-Madej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje