Sonia Bohosiewicz o "Małych Gigantach 3": Jesteśmy pod ostrzałem

Dzieci nie kalkulują, nie kombinują - po prostu wchodzą na scenę i robią to, co potrafią najlepiej. Sonia Bohosiewicz na fotelu jurora programu "Mali Giganci 3" nie może pozwolić sobie na taką spontaniczność – dba o to, by jej oceny były wyważone i rzetelne.

Sonia Bohosiewicz na planie "Małych Gigantów 3"

Zamieniła pani funkcję opiekuna grupy na fotel jurorski w bieżącej edycji "Małych Gigantów". Gdzie jest lepiej?

Reklama

- I tam, i tu fascynująco. Kiedy byłam blisko z dziećmi i prowadziłam drużynę, emocje skupiały się na tej mojej grupce podopiecznych. Teraz, jako juror, znam wszystkich jednakowo i - siłą rzeczy - muszę traktować obiektywnie. Najtrudniejsze są momenty, w których trzeba podjąć decyzję o tym, kto przechodzi dalej w programie, a kto odpada. I wziąć za to odpowiedzialność.

Wymaga to chyba sporego hartu ducha?

- Może i tak, a przede wszystkim skupienia, by nic nie przeoczyć, ocenić dzieciaki należycie i rzetelnie. Czego nie ułatwia fakt, że my, jurorzy, również jesteśmy pod ostrzałem. My przecież też występujemy, a ocenia nas wielomilionowa publiczność! Warto o tym pamiętać.

Co sprawia, że program cieszy się niesłabnącą popularnością?

- Myślę, że jego siła tkwi głównie we wdzięczności tych młodych uczestników. Ich radości, pełni życia, spontaniczności, uroku osobistym. Oni nie kalkulują, nie kombinują - po prostu wchodzą na scenę i robią to, co potrafią najlepiej, czyli tańczą, śpiewają, są. Na castingi zgłaszają się nieprzebrane tłumy, z czego do występów w telewizji kwalifikuje się bezsprzecznie najbardziej utalentowanych. Dlatego udział w programie jest ogromną nobilitacją dla każdego, kto przeszedł przez sito eliminacji, choćby miał odpaść po pierwszym odcinku. A przy tym spełnieniem dziecięcych marzeń, kolorową przygodą.

Jest pani mamą dwóch synów. Posłałaby ich pani do programu?

- Jeżeli by chcieli, to czemu nie? Obaj, i Teodor (8 l.) i Leonard (5 l.) uwielbiają to widowisko, oglądali każdy odcinek. Znają je zresztą od podszewki, kiedy w poprzedniej edycji chodziłam z moją grupą do miasta, na pizzę, czy do pokoju zagadek, szli razem z nami i super się razem dogadywali.

Dla pani udział w "Małych Gigantach" to też przygoda?

- Ogromna! Możliwość obcowania z tą dziecięcą energią, spontanicznością. Zazwyczaj pracuję z ludźmi starszymi od siebie i nagle tu moim "partnerem strategicznym" stają się młodzi, niekiedy w jednej czwartej mojego wieku! Ja ubóstwiam w ogóle dzieci, nie tylko własne - ich styl, skojarzenia i sposób odczytywania świata. Dlatego cieszy mnie, że mogę uczestniczyć w tym programie.

Tej jesieni oglądamy panią nie tylko w "Małych Gigantach", ale również w "Diagnozie", serialu, którego akcja rozgrywa się w rybnickim szpitalu. Ponoć była pani na planie, jako rodowita Ślązaczka, ekspertem od śląskiej gwary...

- Może nie tyle ja, co bardziej moja mama, do której dzwoniłam czasem zapytać, jak przerobić tekst na śląską mowę. Lub powiedzieć coś bardziej zrozumiale dla odbiorcy, kiedy reżyser i produkcja oponowali, że jest zbyt śląskie.

Lubi pani swoją bohaterkę, siostrę oddziałową, Wandę Jureczko?

- Bardzo lubię. I bardzo lubię rzesze fanów Wandy Jureczko, których spotykam w różnych, zaskakujących miejscach - bo ulica, czy sklep są jakby oczywiste, ale np. przy kompresorze do opon, gdzie pewien starszy pan rozpływał się w komplementach dla tej postaci. Docierała do mnie ogromna fala pozytywnych opinii i wsparcia, kiedy mój serialowy mąż, Gerard (Dawid Zawadzki) miał amputowaną nogę. Wiem, że ludzie płakali, i to tacy, którzy zwykle nie płaczą przy serialach.

Były łzy, będzie wesoło - na ekrany wejdzie niebawem nowa komedia romantyczna z pani udziałem "Narzeczony na niby"...

- To przepiękna opowieść, w której wątek romantyczny niesie para głównych bohaterów granych przez Julię Kamińską i Piotra Stramowskiego. My zaś, z Tomkiem Karolakiem, Piotrem Adamczykiem, Krzysztofem Stelmaszykiem, Januszem Chabiorem i innymi wespół, będziemy powozić tą komediową karocą, aby akcja gnała wartko i śmiesznie, a książę i księżniczka dotarli szczęśliwie do happy endu. (uśmiech)

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj

Dowiedz się więcej na temat: Sonia Bohosiewicz | Mali Giganci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje