Reklama

Odkąd odszedł, minęło już 7 lat

Minęło 7 lat od śmierci niezapomnianego odtwórcy tytułowej roli w serialu "Janosik", Marka Perepeczko. Wiadomość o śmierci Marka Perepeczko wstrząsnęła całą Polską. Uwielbiany przez widzów aktor zmarł na serce 17 listopada 1995 roku. Miał 63 lata.

- Był najwspanialszym mężczyzną, jakiego spotkałam - ciepłym, czułym, kochającym człowiekiem, dla którego najważniejszy był... drugi człowiek - powiedziała żona aktora Agnieszka podczas pogrzebu Marka Perepeczko.

- Nasza miłość wiele razy wystawiana była na próbę, ale przetrwała wszystko. Choć ostatnie lata spędziliśmy osobno, Marek zawsze był przy mnie. Rozmawialiśmy codziennie, zwierzałam mu się, prosiłam o rady... Był mężczyzną mojego życia, moją największą miłością - mówiła Agnieszka Perepeczko.

Marek Perepeczko urodził się 3 kwietnia 1942 roku. Od dzieciństwa marzył, by zostać aktorem. Wszyscy, którzy pamiętają go z okresu studiów w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, twierdzą, że był nieprawdopodobnie przystojny, a jego niezwykły urok osobisty sprawiał, że koledzy go uwielbiali, a koleżanki kochały się w nim do szaleństwa.

Reklama

Cała Polska pokochała go po premierze serialu "Przygody pana Michała", w którym brawurowo zagrał Adama Nowowiejskiego, ale największą popularność przyniosła mu rola w "Janosiku", w którym wcielił się w rozbójnika o wielkim sercu. Miał przed sobą wielką karierę. Pod koniec lat siedemdziesiątych, będąc u szczytu sławy, niespodziewanie dla wszystkich zrezygnował jednak z udziału w filmach i serialach. Wyjechał do Australii, by być blisko kobiety, dla której stracił głowę jeszcze w czasie studiów.

Po powrocie do Polski długo nie mógł znaleźć dla siebie miejsca w filmie i telewizji. Nie był już pięknym i wysportowanym chłopakiem, którego pamiętali fani "Janosika". Bardzo utył, posiwiał, postarzał się. Ludzie nie poznawali go na ulicy. Na nowo odkrył go dopiero w 1997 roku Maciej Ślesicki obsadzając w roli Józefa w kultowym filmie "Sara". Sukces "Sary" i doskonałe recenzje, jakie dostał za swoją kreację Marek Perepeczko, sprawiły, że Maciej Ślesicki powierzył mu kolejną rolę - tym razem w serialu. Marek jako komendant w "13 posterunku" ponownie podbił serca wszystkich widzów, ale wcale nie zależało mu na sławie i splendorze. Wyjechał z Warszawy do Częstochowy, gdzie przez 5 lat pracował jako aktor i dyrektor w Teatrze im. Adama Mickiewicza. Do stolicy nigdy już nie wrócił. Zmarł na serce w swoim częstochowskim mieszkaniu.

W ostatnich wywiadach, jakich sporadycznie udzielał, mówił, że największe szczęście w życiu dała mu nie praca, nie kariera, ale... miłość. Z Agnieszką Perepeczko, którą kochał przez prawie 30 lat, ostatni raz rozmawiał przez telefon kilka godzin przed śmiercią.

Historia miłości Marka i Agnieszki Perepeczko

Ona była najpiękniejszą studentką w szkole teatralnej. On - wysokim, silnym, wysportowanym chłopcem, w którym podkochiwały się wszystkie koleżanki z roku. Gdy po raz pierwszy ujrzał Agnieszkę w dziekanacie stołecznej PWST, zakochał się w niej bez pamięci, ale z... wzajemnością. Kiedy Marek prowadził do ołtarza zjawiskowo piękną dziewczynę, wszyscy patrzyli na nich z zachwytem, ale nikt nie wierzył, że ich związek przetrwa długie lata...

Wpadli na siebie w czasie egzaminów do warszawskiej szkoły teatralnej - oboje byli młodzi, piękni, niezależni i ciekawi życia. Po krótkiej rozmowie w dziekanacie uczelni postanowili spotkać się ponownie, ale zapomnieli wyznaczyć miejsce i czas swojej pierwszej randki, nie wymienili adresów, nie zapisali numerów telefonów, nawet się sobie nie przedstawili! Marek Perepeczko dopiero w domu przypomniał sobie, że powinien przynajmniej zapytać piękną dziewczynę, którą właśnie poznał, o imię i nazwisko. Agnieszka Fitkau dopiero w domu uświadomiła sobie, że nic nie wie na temat nowo poznanego przystojniaka i przestraszyła się, że może go już nigdy nie spotkać.

- Kiedyś, wiele lat wcześniej, dostałam od pewnej kobiety malutki zielony kamyk. Miał mi przynosić szczęście. Przypomniałam sobie o nim właśnie po pierwszym spotkaniu z Markiem. Odnalazłam "magiczny" kamyk na dnie jakiejś szuflady i przez kilka godzin gorączkowo ściskałam go w dłoni, modląc się, żeby los znów zetknął mnie z tym zabójczo przystojnym chłopakiem - wspomina Agnieszka.

Tymczasem Marek Perepeczko przekonał panie w dziekanacie PWST, by pozwoliły mu przejrzeć zdjęcia wszystkich dziewcząt, które starały się wtedy o przyjęcie na uczelnię. Odnalazł fotografię Agnieszki, zapamiętał numer telefonu, jaki na podaniu zapisała dziewczyna i po prostu zadzwonił do niej.

- Powiedziałem jej później, że ten numer mi się przyśnił - żartował w jednym z wywiadów.

Agnieszka Fitkau była jednak pewna, że szczęście przyniósł jej malutki kamyk i postanowiła już nigdy się z nim nie rozstawać. Nawet w czasie ślubu zakochanej pary talizman spoczywał spokojnie w torebce panny młodej.

- Aktorstwo nigdy nie było dla mnie najważniejsze, więc bez cienia zazdrości patrzyłam, jak Marek robi coraz większą karierę, jak staje się coraz popularniejszy, jak szybko rośnie grono jego wielbicielek. Trudno było nie kochać się w... Janosiku - mówi Agnieszka Perepeczko.

Jeszcze przed emisją "Janosika" Marek Perepeczko otrzymywał propozycje ról od największych polskich reżyserów - Andrzeja Wajdy ("Wesele", "Wszystko na sprzedaż"), Jerzego Hoffmana ("Pan Wołodyjowski", "Potop") i Aleksandra Ścibor-Rylskiego ("Wilcze echa"), ale to właśnie rola góralskiego zbójnika w serialu Jerzego Passendorfera przyniosła młodemu aktorowi taką popularność, o jakiej jego koledzy mogli tylko marzyć.

Agnieszka miała mniej szczęścia do filmu i coraz częściej myślała o zmianie zawodu. W końcu zdecydowała się odejść z Teatru Komedia, gdzie również nie w pełni wykorzystywano jej talent i zamieniła scenę na... wybieg dla modelek. Okazało się, że nowe zajęcie - oprócz satysfakcji - dało jej również możliwość zrealizowania największej pasji - podróżowania. Pod koniec lat 70. została wybrana przez Modę Polską do reprezentowania krajowych wyrobów z wełny na targach mody w Australii. Pełna entuzjazmu wyjechała na Antypody i tak bardzo spodobało się jej życie poza nękaną kryzysami Polską, że postanowiła nie wracać do Warszawy. Napisała tylko do Marka list: "Przyjeżdżaj. Znalazłam dla nas raj na ziemi".

- Zostałam nagle zupełnie sama - wspomina tamten.

- Wszystko dookoła było nowe: język, ludzie, nawet jazda samochodem lewą stroną drogi. Mogłam liczyć tylko na siebie. Byłam zadowolona, że jestem w Melbourne, ale wieczorami płakałam w poduszkę. Bardzo tęskniłam za moim Markiem - mówi aktorka.

Przez cztery lata żyli oddaleni od siebie o tysiące kilometrów. Wiedzieli, że miłość na odległość może się szybko wypalić, że korespondencyjne małżeństwa nie mają dużych szans na przetrwanie, więc walczyli o to, by być razem. Tyle tylko, że właśnie wtedy wprowadzony został w Polsce stan wojenny i Marek Perepeczko mógł jedynie marzyć o wyjeździe do Australii.

W czasie kiedy Marek starał się o pozwolenie na wyjazd, jego żona przygotowywała się na spotkanie z mężem - kupiła, wyremontowała i urządziła w Melbourne duży dom z ogrodem, pracowała jako fotograf, a od czasu do czasu grała w australijskich serialach. Wreszcie - w 1985 roku - nadszedł upragniony przez oboje małżonków moment. Marek Perepeczko dołączył do żony.

- Mimo że byłem wreszcie z Agnieszką, nie czułem się dobrze w nowym środowisku. Nudziłem się. Próbowałem wyreżyserować kilka sztuk w założonym przeze mnie Tymczasowym Towarzystwie Miłośników Teatru Witkacego, zająłem się pracą kulturalną w środowisku polonijnym, ale jestem warszawiakiem i po prostu nie umiałem żyć z dala od ukochanych miejsc, z dala od przyjaciół. Wytrzymałem pięć lat, spakowałem manatki i wróciłem do Polski. Bez Agnieszki! - wspominał w wywiadzie Marek.

Tym razem rozłąka trwała znacznie dłużej niż poprzednio. Agnieszka Fitkau mieszkała w Australii, Marek Perepeczko - w Warszawie i znów byli jedynie małżeństwem korespondencyjnym. Po powrocie do Polski Marek zamknął się najpierw we własnym domu, z nikim się nie spotykał, nie przyjmował żadnych propozycji teatralnych i filmowych, żył jak pustelnik. W końcu jednak dał się namówić na objęcie funkcji dyrektora teatru w Częstochowie i rolę w "Sarze" Macieja Ślesickiego - reżysera, który - co aktor zawsze podkreślał w wywiadach - stworzył go na nowo. Potem przyszła rola komendanta "13 posterunku" i ciężka praca. Agnieszka powoli stawała się tylko cudownym wspomnieniem z przeszłości...

Nie wiadomo, jak zakończyłby się związek państwa Perepeczko, gdyby nie nagła i zupełnie niespodziewana propozycja, jaką przesłał Agnieszce wydawca jednego z pism polskich po lekturze jej książki "Babie lato, czyli bądź szczęśliwa całe życie". Równie niespodziewanie Agnieszka Fitkau propozycję tę przyjęła. Zjawiła się w Warszawie i zamarła na widok męża, który w niczym już nie przypominał muskularnego Janosika sprzed lat! Marek bowiem lata rozłąki z żoną urozmaicał sobie jedzeniem! Utył tak bardzo, że pani Agnieszka - od lat zgłębiająca tajniki zdrowego żywienia - miała pełne ręce roboty, by odchudzić męża przynajmniej do - jak sama mówiła - "przyzwoitych rozmiarów".

- W naszym życiu zawsze się coś działo. Żyliśmy w ciągłym ruchu, oboje zapędzeni, zabiegani. Ktoś przyjeżdżał, ktoś wyjeżdżał... Nie mieliśmy czasu znudzić się sobą, ale też nie mieliśmy czasu, by pomyśleć o prawdziwym domu - mówi dziś Agnieszka Perepeczko.

Agnieszka i Marek, choć ostatnie lata spędzili z dala od siebie, do końca pozostali przyjaciółmi. Śmierć męża była dla niej szokiem i wielką tragedią.

- Straciłam nie tylko ukochanego mężczyznę, ale przede wszystkim najlepszego przyjaciela - powiedziała kilka dni po pogrzebie niezapomnianego Janosika.

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Agencja W. Impact
Dowiedz się więcej na temat: Marek Perepeczko | aktor | Janosik
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy