"Niewiarygodne przygody Marka Piegusa": Co robi bohater serialu?

Co dziś robi odtwórca głównej roli kultowej produkcji "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa"? Okazuje się, że życiorys dawnego dziecięcego aktora, Grzegorza Romana, jest równie barwny jak filmowe scenariusze.

Grzegorz Roman miał 6 lat, kiedy zagrał w filmie "Wyrok" (1961)

Ten przygodowy serial dla młodzieży był inspirowany powieścią Edmunda Niziurskiego. Filmowa historia o Marku Piegusie, którego prześladuje niewiarygodny pech, liczy sobie pół wieku. Jednak kolejne pokolenia młodych widzów emocjonują się perypetiami głównego bohatera, a ich dziadkowie i rodzice wracają do niego z nieskrywaną przyjemnością.

Reklama

Serial "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" emitowany jest obecnie na antenie TVP ABC.

Dziecięca gwiazda

Odtwórcą głównej roli był Grzegorz Roman - małoletnia gwiazda z lat 60. i 70. Na ekranie debiutował jako sześciolatek w przejmującym dramacie "Wyrok" (1961) Jerzego Passendorfera. Brawurowo zagrał nieślubnego synka matki alkoholiczki, o którego losach ma rozstrzygnąć sąd. Naturalny i pewien siebie mały chłopiec, który nie czuł przed kamerą najmniejszej tremy, szybko został dostrzeżony przez innych reżyserów. Nim w 1966 roku trafił na plan "Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa" zagrał w dziesięciu produkcjach dużego i małego ekranu. Jednak to serial o pechowym chłopcu przyniósł mu największe uznanie oraz ogromną popularność.

Już nie chciał kariery

Później młody gwiazdor brał m.in. udział w castingu do filmu "W pustyni i w puszczy" (1973). Roli bohaterskiego Stasia niestety nie dostał. - Wtedy właśnie pomyślałem, że pora znaleźć coś innego. Granie było dla mnie niesamowitą frajdą, ale nigdy nie czułem się dobrym aktorem. Poza tym zaczęła mi doskwierać rutyna, a ja od zawsze lubiłem wyzwania - przyznał po latach w jednym z nielicznych wywiadów Grzegorz Roman.

Prawdziwy obieżyświat

Pod koniec lat 80. wyjechał na Zachód, do Berlina. Pracował m.in. jako fotograf mody, jubiler i informatyk. Obecnie mieszka razem z żoną na Wyspach Kanaryjskich, na malowniczej Fuerteventurze. Oboje pracują jako przewodnicy oraz organizują rejsy jachtowe. - Nam jest tu po prostu dobrze. Mamy ochotę pływać, to pływamy. Mamy ochotę nurkować, to nurkujemy. Tutaj ludzie mają chęć do tego, by cieszyć się życiem, a my czujemy się tu jak w domu - opowiada pan Grzegorz. Niewykluczone jednak, że wkrótce znowu ruszy w świat. - Nie odczuwam lęków przed nowym i nieznanym. Wspólnie z żoną marzymy, by zamieszkać na Seszelach albo Malediwach, a marzenia są po to, by je realizować.

JBJ

Dowiedz się więcej na temat: serial

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje