"Milionerzy": Koło ratunkowe przy pierwszym pytaniu?

W "Milionerach" wszystko jest możliwe. Stres bywa ogromny. Witold Milczarek przy pierwszym pytaniu za 500 zł wykorzystał koło ratunkowe i zadzwonił do mamy. Obejrzyjcie fragment programu.

Witold Milczarek miał problem z tym pytaniem

Witold Milczarek z Warszawy ma 29 lat i jest absolwentem lingwistyki stosowanej i tłumaczem symultanicznym języka angielskiego i niemieckiego. Uczestnik świetnie poradził sobie z konkurencją "Kto pierwszy ten lepszy" i zaczął grę o milion.

Reklama

Problemy zaczęły się już na początku, kiedy otrzymał pierwsze pytanie za 500 zł, które brzmiało: "Ile wierzchołków ma trapez?". Odpowiedź wydawała się prosta (cztery), ale nagle uczestnik gry zaczął mieć wątpliwości.

"To jest ten moment, którego chciałem uniknąć, kiedy stres jest tak duży, że człowiek zapomina absolutnie wszystko" - wyznał przed kamerami.

"Jest osoba, która bardzo chciała, żebym do niej zadzwonił. Za to, co teraz zrobię, wszyscy mnie zabiją... Wiem, że powinienem to wiedzieć. Miejmy to za sobą i grajmy dalej" - oświadczył pan Witold i zadzwonił po pomoc do swojej mamy.

Pani Aldonie odpowiedź na to pytanie zajęła kilka sekund. Trapez ma oczywiście cztery wierzchołki.

"Wyobrażam sobie, co mogą teraz państwo myśleć albo mówić przed telewizorami, ale tutaj naprawdę można zapomnieć własnego imienia" - bronił uczestnika Hubert Urbański.

Ostatecznie pan Witold wygrał tylko gwarantowane 1000 zł. Na oficjalnym profilu programu na Facebooku po tym wydarzeniu posypały się oczywiście komentarze. Oto niektóre z nich.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Dowiedz się więcej na temat: Milionerzy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje