Michał Sumiński i jego "Zwierzyniec"

Program "Zwierzyniec" był telewizyjnym przebojem lat 70. i 80. XX wieku. W każde poniedziałkowe popołudnie dzieci wracały biegiem z podwórka do domu i siadały przed telewizorami. Zastygały w bezruchu, gdy na ekranie pojawiał się Michał Sumiński. Ten wspaniały gawędziarz jak nikt inny potrafił opowiadać o zwyczajach zwierząt.

Michał Sumiński (13 grudnia 1915 - 24 grudnia 2011), fot. Bogdan Hrywniak

Michał Sumiński był podróżnikiem, zoologiem, jachtowym kapitanem żeglugi wielkiej, dziennikarzem, autorem książek o tematyce żeglarskiej oraz twórcą popularnego w latach 70. i 80. XX wieku programu telewizyjnego dla młodzieży "Zwierzyniec".

Reklama

Ta wielka przygoda, jaką było prowadzenie "Zwierzyńca", zaczęła się przypadkiem. Michał Sumiński został zaproszony do programu "Ekran z bratkiem", gdzie opowiedział o swoim spotkaniu z lisem. Zrobił to w tak barwny sposób, że do redakcji napisało mnóstwo dzieci. I wszystkie prosiły o to samo: "Niech ten pan z wąsami coś jeszcze opowie!".

Odznaka z ptaszkiem

Pierwszy odcinek kultowego programu wyemitowano w 1968 roku. Pomysłodawczynią i autorką scenariuszy była Jadwiga Olszańska, autorką opowieści o zwierzętach Maria Sołtyńska, a znaną wszystkim czołówkę programu: "I kudłate, i łaciate, pręgowane i skrzydlate, te, co skaczą i fruwają, na nasz program zapraszają..." napisała Maria Terlikowska. Michał Sumiński, w stroju myśliwego, tak fascynująco opowiadał o żabach, zającach, borsukach czy wilkach, że dzieciaków nie można było oderwać od telewizora!

W lesie i nad jeziorem

- "Zwierzyniec" miał misję. Zachęcał do troski o faunę i florę. Dzieci liczyły bociany, ocieplały psom budy, a w ramach akcji "Gospoda pod szarym wróblem" uczyły się robić karmniki - wspominał pan Michał. Te najbardziej zaangażowane należały do zwierzyńcowego towarzystwa SOWA, czyli Stowarzyszenia O Większych Ambicjach. Redaktorzy programu wysyłali najbardziej aktywnym dzieciom legitymacje, w których naklejały one znaczki za działania ekologiczne. W nagrodę dostawały od redakcji znaczki z rysunkiem ptaszka i napisem "Przyjaciel przyrody", które z dumą przypinały do szkolnych fartuchów.

"Zwierzyniec" był programem, jak dziś mówimy, interaktywnym, i okazał się wielkim sukcesem. W latach 70. i 80. zyskał dodatkową olbrzymią atrakcję - film rysunkowy. Pod koniec każdego odcinka puszczano "Misia Yogi", "Psa Huckleberry", "Kota Jinksa" albo "Pixie i Dixie". Największą wartością programu było jednak przybliżanie świata przyrody poprzez nauczanie geografii, wizyty w zoo oraz prezentowanie w studiu egzotycznych zwierząt, na przykład lwów i węży, które ich opiekunowie przywozili z ogrodów zoologicznych. Największą popularnością cieszyły się jednak wycieczki terenowe, na które zapraszał Michał Sumiński.

Na 10. urodziny strzelba

Ten miłośnik przyrody urodził się w 1915 roku w gmachu Uniwersytetu Warszawskiego. Tu miał służbowe mieszkanie jego ojciec, Stanisław Sumińki, doktor zoologii, światowej sławy specjalista od ważek, a prywatnie zapalony myśliwy. To od niego pan Michał dostał pierwszą strzelbę. Był to prezent na dziesiąte urodziny, wręczony z zastrzeżeniem, że chłopiec nie może strzelać do ptaków śpiewających, tylko do srok, gawronów i wróbli.

Wcześnie osierocony przez matkę, chłopak dorastał pod opieką babci i ciotki w rodzinnym majątku Leśniewo koło Ciechanowa. To tam obserwował z bliska życie łąki i lasu. - Lubię wszystkie zwierzęta - podkreślał Michał Sumiński - ale miałem kilku ulubieńców. Pamiętam pewnego zająca, który, gdy siedziałem na polowaniu, lubił podejść i przysiąść niedaleko. Zawsze było o czym pogadać...

Przypłynął na wojnę

Jako nastolatek Sumiński wrócił do Warszawy. Tu skończył zoologię i chętnie słuchał historyjek o zwierzętach, które w radiu przedstawiał jego ojciec. Pasją pana Michała było też żeglarstwo. Los chciał, że 1 września 1939 roku, w dniu, w którym wybuchła wojna, wrócił na swoim jachcie z rejsu ze Szwecji do Gdyni. Zaczął działać w ruchu oporu. Po aresztowaniu trafił na Pawiak, a potem kolejno do obozu koncentracyjnego w Auschwitz i Mauthausen-Gusen. - Gdy opuszczałem to miejsce, zwrócono mi z obozowego magazynu zegarek i sygnet rodowy - opowiadał pan Michał. Rzadko wspominał wojenne czasy. Skupiał się na tym, co teraz.

Inspektor i kapitan

Gdy wojna się skończyła, miał 30 lat. Trafił na Pomorze, gdzie pracował w Spółce Rybackiej w Bydgoszczy. Wkrótce został Głównym Inspektorem Wychowania Morskiego, inspektorem wyszkolenia morskiego oraz kapitanem "Generała Zaruskiego" - jachtu Ligi Morskiej. W latach 50. pisał książki, głównie o tematyce żeglarskiej. Gdy trafił do radia, a potem do telewizji, pracował w różnych działach. Szefował redakcjom dla Polaków przebywających za granicą oraz prowadził audycje dla marynarzy. A potem został właśnie gościem "Ekranu z bratkiem" i zaczął prowadzić "Zwierzyniec".

Kiedy po 20 latach program zdjęto z anteny, Michał Sumiński nadal najchętniej wypoczywał  w lesie. Gdy choroba uniemożliwiała mu samodzielne wypady zwierzał się, że najbardziej mu brakuje zapachu lasu. Za swoje zasługi otrzymał m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Order Uśmiechu, był także Honorowym Obywatelem Warszawy. Zmarł pięć lat temu. Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Katarzyna Ziemnicka

Dowiedz się więcej na temat: Zwierzyniec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje