Elżbieta Dzikowska: Słodka i pikantna

Kobieta renesansu: sinolog, historyk sztuki, podróżniczka, pisarka, fotograf. Mimo 78 lat żyje bardzo aktywnie.

Elżbieta Dzikowska: Zbliża się do 80-tki, ale wciąż pozostaje aktywna

Pierwszy raz Elżbieta Dzikowska zobaczyła Tony’ego Halika w telewizji, gdy opowiadał o skoczkach z Acapulco. "Jaki śmieszny facet" - pomyślała i wyłączyła odbiornik. Nie podejrzewała, że kiedyś miliony ludzi będą go włączać, by oglądać prowadzony przez nią i Tony’ego program, a oni spędzą razem 23 szczęśliwe lata.

Program "Pieprz i wanilia" nadawany w latach 70. i 80. przeszedł do legendy. Reportaże filmowe z podróży (jeździli po świecie na swój koszt) uzupełniała dyskusja i prezentacja pamiątek z wypraw. Program nagrywano w willi autorów w Międzylesiu pod Warszawą. Słynne fotele kon-tiki i globus stały w prowizorycznym studiu w... piwnicy.

Jego ciekawili ludzie i przyroda, ją - zabytki. "Mówiono, że Tony był pieprzem, a ja wanilią, ale ja się z tym nie zgadzam. Oboje byliśmy słodko-pikantni" - uważa.

Reklama

Elżbieta Dzikowska pochodzi z Międzyrzeca Podlaskiego. Jej dziadka Sowieci zamordowali w Ostaszkowie, ojciec, członek AK, zginął z rąk Niemców. Jako nastolatka wypisywała antypaństwowe hasła i rozrzucała ulotki, za co pół roku spędziła w więzieniu. Była przesłuchiwana i torturowana. "Dzięki tamtym przeżyciom jestem twardsza, bardziej odporna na przeciwności losu. Nie przywiązuję wagi do drobiazgów. Ale koszmary śnią mi się do dziś" - mówiła.

Od dziecka ciekawa świata, marzyła o archeologii, dziennikarstwie, historii sztuki. W młodości fascynowały ją Chiny. Na sinologię dostała się z odwołania. Pierwszą egzotyczną podróż odbyła w wakacje z trójką studentów właśnie do Państwa Środka. Długi lot nie przypadł jej do gustu, nadal nie lubi samolotów. Gdy jako sinolog nie mogła znaleźć pracy, ukończyła historię sztuki. W końcu przyjęto ją do nowego miesięcznika "Chiny". Po jego likwidacji w 1964 r. prowadziła dział Ameryki Łacińskiej w "Kontynentach".

Szybko nauczyła się hiszpańskiego, a pierwszy raz służbowo wyjechała do Meksyku. Do 1981 r. była w "Kontynentach", potem w "Radarze". Wcześniej odbyła roczne stypendium w Meksyku. Tam w 1975 r. poznała 13 lat starszego Tony’ego Halika, podróżnika i filmowca pracującego dla amerykańskiej telewizji NBC. Przeprowadzała z nim wywiad dla TVP. Potem wyruszyli na wyprawę, podczas której odnaleźli ruiny ostatniej stolicy Inków - Vilcabamby. Wtedy zakochali się w sobie. Postanowili zakończyć poprzednie związki. Tony - z Francuzką Pierrette, która ukrywała go podczas II wojny, gdy jego samolot zestrzelono blisko jej farmy, i dała mu syna Ozanę. Elżbieta - z dziennikarzem Andrzejem Dzikowskim, który - jak wspominała - urządził kolację, by poznać swego następcę. Świetnie gotował, podał barszcz, pierogi z mięsem, kapustą i grzybami, sernik i wino. Dzikowska uważa, że los dał jej dwóch wspaniałych mężów. Własnych dzieci nie ma, ale z Ozaną i jego rodziną do dziś utrzymuje przyjacielskie relacje.

Z Halikiem przemierzyli niemal cały glob, choć są miejsca, w których nie była, np. Grenlandia czy Bora-Bora. Europę zjeździli samochodem z przyczepą Niewiadów. Camperem podróżowali 7 miesięcy po 27 stanach USA. Wyprawom towarzyszyły rytuały. Zawsze kupowała lub dostawała od męża biżuterię. W Moskwie zamieniła futro z nutrii na XVII-wieczne korale buriackiej księżniczki.

Innym rytuałem było kolekcjonowanie kluczy z pokoi, w których spędzili noc. Kupowali je, dostawali, czasem ukradkiem zabierali. Niektóre były bogato zdobione. Ich kolekcję i inne pamiątki z wypraw można oglądać w Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika w Toruniu.

Przeżywała niebezpieczne przygody. Na Hawajach, gdy nocą filmowała wulkan, wpadła w szczelinę z gorącą lawą i poważnie zraniła sobie nogę. W Peru muł zrzucił ją z grzbietu i ciągnął po skałach, nad przepaścią. "Jestem w czepku urodzona i z każdej opresji wychodzę cało" - śmieje się podróżniczka.

Chętnie sięgała po egzotyczne potrawy, w Gabonie jadła pytona. Ale najbardziej lubi zupę z dyni z czosnkiem i imbirem i przyprawiony kminkiem groch z kapustą. Do tej potrawy nawiązywał tytuł programu w TVP3 "Groch i kapusta", w którym odkrywała uroki Polski.


Uwielbia Bieszczady, Ponidzie i Biebrzę. Nie wyobraża sobie, by jesienią nie odwiedzić ukochanych Ustrzyk Górnych. Tu zwykle spędza Boże Narodzenie. Gdy dokucza jej kręgosłup, jedzie na rehabilitację do Buska Zdroju i znów jest w stanie wędrować. A po operacyjnym usunięciu zaćmy może podziwiać sztukę na biennale w Wenecji, dokąd jeździ od 20 lat.

Jest niepoprawną optymistką. Jej maksyma brzmi: "Uśmiech to najkrótsza droga do serca".

Dowiedz się więcej na temat: Elżbieta Dzikowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje