Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska: Nie jestem taka zła

Grana przez nią Zosia w "Pierwszej miłości" jest sfrustrowana, dlatego nie pozwala innym na szczęście. Nie można jej jednak odmówić umiejętności intrygowania... Ale Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska jest zupełnym przeciwieństwem swojej bohaterki!

Niezła intrygantka z tej Zosi. Za wszelką cenę próbuje zepsuć ślub Kingi i Artura (Aleksandra Zienkiewicz i Łukasz Płoszajski). Po co to robi?

Reklama

Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska: - Wkurza ją, że coś się dzieje nie po jej myśli. Moja bohaterka ma dość trudny i wbrew pozorom skomplikowany charakter. Sama nie potrafi ułożyć sobie życia i być szczęśliwą, nie pozwala też na to innym. Nie może pogodzić się z tym, że Artur jest zakochany i za chwilę będzie mężem Kingi. Stąd ta frustracja i działania, które mają to udaremnić.

Kocha Artura?

- Nie sądzę, by była zdolna do jakichkolwiek uczuć. To nie ten typ kobiety. Kieruje nią zwyczajna zawiść. Jest egoistyczna, podstępna i niezwykle przebiegła. Odnoszę wrażenie, że krzywdzenie innych sprawia jej ogromną radość. Nie zawaha się przed niczym, by zrealizować swój cel.

Na przykład kompromitujące zdjęcia Kingi. Pomysł trafiony.

- (śmiech) Zosia nie jest sympatyczna, ale nie sposób odmówić jej inteligencji i sprytu. Roznegliżowane zdjęcia Kingi i barmana mówią same za siebie. Nie pomogą żadne tłumaczenia. Artur ma mocny dowód, że jego przyszła żona go zdradza. O to właśnie chodzi mojej bohaterce.

Wygląda na to, że dobrze się pani czuje w roli "czarnego charakteru".

- Bardzo! Ciekawie jest się zmierzyć z tematem, który w ogóle mnie nie dotyczy. Grając Zosię, jestem zupełnie inną osobą. To wyzwanie i jednocześnie możliwość poznania emocji, z jakimi nie miałam dotąd do czynienia - odpukać. Oby nigdy to nie nastąpiło. Moje codzienne życie przebiega spokojnie, zupełnie inaczej niż bohaterki, którą gram w "Pierwszej miłości". I niech tak pozostanie.

To jakie jest to życie poza planem serialu?

- Fajne! Mam wspaniałego mężczyznę przy boku i dwójkę uroczych dzieci, pierwszoklasistkę i przedszkolaka. Córka poszła w wieku sześciu lat do szkoły i jest bardzo zadowolona. My też, ponieważ widzimy, z jaką radością idzie na zajęcia. Myślę, że to głównie zasługa pani wychowawczyni, która ma świetne podejście do dzieci. Dzieciaki w klasie też są fantastyczne. Syn z kolei ma cztery lata i już czyta bajki.

Dzieci już prawie samodzielne i rodzice mają więcej czasu dla siebie.

- Teoretycznie tak, natomiast z praktyką bywa różnie. Razem z Rafałem, moim mężem, założyliśmy we Wrocławiu Teatr dla Początkujących. Są u nas ludzie, którzy na co dzień wykonują różne zawody. Jedni przyszli po to, żeby w jakiś sposób przełamać swoją nieśmiałość, inni z ciekawości, a jeszcze inni dlatego, że ich pasją jest teatr i chcieliby spróbować swoich sił na scenie.

- Próby trwają trzy miesiące. Zwieńczeniem jest premiera. Mamy już na swoim koncie trzy przedstawienia. Następne w przygotowaniu. Tym razem wzięliśmy się za komedię kryminalną autorstwa Marty Matyszczak. Premiera w czerwcu. Zapraszamy do dawnej Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu, obecnie Centrum Technologii Audiowizualnych - CeTA.

Rozmawiała Maria Ostrowska.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje