Co będzie? Sama jestem ciekawa!

Kiedy zaczęła grać w serialu o kobietach znad rozlewiska, nie wiedziała, za co można kochać Mazury. Potem te okolice stały się wyjątkowe dla jej całej rodziny. Joanna Brodzik mówi, że spędziła tam z dziećmi trzy dobre lata. A teraz, gdy synowie podrośli, jest gotowa znowu rzucić się w wir pracy.

Pochodzi z Krosna Odrzańskiego, z którego przyjechała na studia do Warszawy. Tu dostała propozycję pracy w charakterze modelki, ale wybrała szkołę teatralną. Zadebiutowała w "Dniu wielkiej ryby", ale publiczność pokochała ją za "Kasię i Tomka" oraz "Magdę M.". Aktorka od lat tworzy parę z Pawłem Wilczakiem. Ich uczucie wybuchło właśnie na planie serialu "Kasia i Tomek". W 2007 roku dostała Telekamerę w kategorii najlepsza aktorka. Prywatnie mama trzyletnich bliźniaków - Jasia i Franka.

Reklama

Cykl opowieści o rozlewisku daje nam nadzieję, że każda pora życia jest dobra, by znaleźć szczęście.

- Tak staram się rozumieć zamysł scenarzystów. W trzecim sezonie jest dużo emocji. Tych wspaniałych, ale i tych trudnych. W mojej bohaterce lubię to, że potrafi się cieszyć z życia, ale również lubię ją za te smutki, z których mimo wszystko potrafi wyciągać wnioski.

Wystarczy wyjechać z wielkiego miasta, żeby rozwiązać wszystkie życiowe problemy?

- Niestety, także w nowym miejscu, sprawy, które nie zostały załatwione: relacja z matką, skrywany żal za to, że ją kiedyś zostawiła, nierozwiązana relacja z mężem - dopadają moją bohaterkę i dość mocno ją doświadczają.

Kolejny problem, przed którym stanie Małgosia to dorosła córka Marysia i jej wybory życiowe.

- Małe dzieci, mały problem, duże dzieci, duży problem... Mam nadzieję, że zarówno te trudne, ale i te fajne rozmowy, które ze sobą przeprowadzimy, staną się inspiracją dla paru mam i ich córek.

Pytania o życie mnożą się bez względu na wiek i rodzice muszą znaleźć na nie odpowiedź.

- Albo umieć przyznać się do tego, że nie ma się na coś gotowej odpowiedzi. To też jest trudna sztuka.

W pani domu coraz więcej pytań o to, co ważne i mniej ważne, zadają synowie?

- Rzeczywiście, jest tych pytań coraz więcej. To bardzo fajny moment, kiedy okazuje się, że słowa, komunikaty zaczynają płynąć w tę i z powrotem. Z jednej strony jest ogromna ciekawość świata, a z drugiej chęć, potrzeba i przyjemność jej zaspokojenia.

Trzy sezony, które spędziła pani na planie "Rozlewiska" nałożyły się na równie intensywny i piękny czas w pani życiu osobistym.

- Mam to szczęście, że te dwa życia pięknie się zaplatają. Pierwszego lata na Mazurach moi synkowie zaczęli chodzić, drugiego zaczynali mówić, a w tym sezonie stają się po prostu niezależnymi facetami, których trzeba będzie już wypuścić w świat.

Jest w pani więcej obaw czy jednak radości, że chłopcy stają się samodzielni?

- Jak pewnie u każdego rodzica, to mieszanka strachu, ale też nadziei i przekonania, że fajnie się w tym życiu znajdą.

Dowiedziała się pani czegoś nowego o sobie przez te trzy lata?

- Na początku spotkania z Małgosią nie bardzo rozumiałam motywy mojej bohaterki. Nie do końca wiedziałam, jak mogła porzucić życie w mieście i przenieść się na koniec świata. W ciągu tych trzech lat spotkałam jednak wielu takich banitów, którzy porzucili swoje kariery, pracę i wygody dla życia na Warmii i Mazurach, i dziś lepiej rozumiem ich decyzje. Mimo iż sama nigdy nie byłam fanką krainy tysiąca jezior, zimnych poranków, nocy pełnych komarów i przymrozków w sierpniu, rozumiem, że można zakochać się w tym klimacie, i rozumiem, że można chcieć tu uciec. Trzy lata robią swoje i można się rozkochać w tym miejscu.

Co roku zaskakuje pani widzów nową fryzurą. Czy to kobieca potrzeba ciągłych zmian, czy raczej założenia scenariusza?

- Oczywiście, za każdym razem szukamy z kostiumologiem, charakteryzatorem nowego pomysłu na Małgosię. W tym roku wymyśliłyśmy blond lekko falowany.

Już słychać głosy, że będzie czwarta część serialu. A co poza tą produkcją?

- Przede wszystkim będę czekała na to, jak zostanie przyjęte "Życie nad rozlewiskiem". To byłby wyczyn, gdyby okazało się, że po raz czwarty spędzimy lato w tych stronach!

Ta produkcja na pewno daje pani poczucie zawodowej stabilizacji, ale czy nie tęskni już pani za nowymi aktorskimi wyzwaniami?

- Ostatnie trzy lata dały mi bardzo fajne poczucie podziału czasu pomiędzy tym, co w ciągu trzech miesięcy było moją bardzo intensywną pracą, i resztą roku, kiedy mogłam przebywać z dziećmi. Co się będzie działo teraz? Sama jestem ciekawa. Pewnie zyskam trochę wolnego czasu, toteż jestem gotowa na przyjęcie nowego wyzwania.


W czasie pracy nad "Rozlewiskiem" przychodziły do pani konkretne propozycje i nowe scenariusze?

- Oczywiście, ale taka była moja decyzja, aby zawodowe działania ograniczyć do niezbędnego minimum do czasu, gdy będę gotowa wypuścić synów w świat. I ten moment właśnie przyszedł.

I czym wypełni pani ten czas, gdy nie będą ciągle czegoś chcieć i wołać: "mamo, mamo"?

- Mam nadzieję, że nie zacznę robić na drutach...(śmiech). Jestem bardzo ciekawa następnych propozycji. Bardzo lubię pracować i fajnie byłoby zmierzyć się właśnie teraz z jakąś nową postacią.

Rozmawiała Beata Banasiewicz

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych programów i seriali! Kliknij i sprawdź!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje