"07 zgłoś się": Tajemnice porucznika Borewicza

Krzysztof Szmagier zapukał do drzwi Bronisława Cieślaka o 7.15 rano, by zaoferować mu rolę Borewicza. Dziennikarz nie krył zaskoczenia. - Jestem amatorem - powiedział. Dla reżysera nie miało to znaczenia. Dał mu szansę, a on przyczynił się do wielkiego sukcesu serialu.

Bronisław Cieślak jako porucznik Borewicz łapał przestępców i uwodził kobiety

TVP udostępniła na Vod.tvp.pl kultowe produkcje z czasów PRL. Bezpłatnie można oglądać m.in. "07 zgłoś się", "Alternatywy 4", "Czterech pancernych i psa" czy "Daleko od szosy".

Ciesząca się wyjątkowo złą sławą Milicja Obywatelska została rozwiązana 8 maja 1990 roku. Formacja, która przez 46 lat zwalczała przestępczość, ale też sama miała sporo za uszami, dawno przestałaby być tematem rozmów towarzyskich, gdyby nie uwielbiany do dziś serial Krzysztofa Szmagiera.

Reklama

5 sezonów, 21 odcinków, wartka akcja i on - Bronisław Cieślak w roli Borewicza. Czyżby tajemnicą sukcesu "07 zgłoś się" była obecność na planie przystojnego amatora - z wykształcenia etnografa, z zawodu zaś dziennikarza? Na to wygląda.

Trochę Kojak, trochę Columbo

Porucznik ma całkiem sporo sekretów. Część dotyczy jego przeszłości. Choć bowiem skończył liceum im. Batorego i prawo, biegle znał angielski oraz francuski, a szeregi milicji zasilał od lat, w stołecznym Pałacu Mostowskich zjawił się nieoczekiwanie jesienią 1976 roku. Wcześniej pełnił misję w Londynie. Gdy przyjechał do Warszawy, kumple z milicji dali się wkręcić i... wzięli go za pospolitego gangstera. Najwyraźniej znał się na działalności pod przykrywką!

Postać została skonstruowana tak, by przypominać Columbo i Kojaka. Miał to być glina daleki od PRL-owskich schematów. Sam scenariusz (tylko trzy odcinki nie wyszły spod pióra Szmagiera) koloryzował szarą rzeczywistość rodzimego pitawalu. Były luksusy, piękne panie, bohater-playboy, przede wszystkim zaś niespotykane zbrodnie.

"On był szorstkim facetem o gołębim sercu. To podobało się kobietom" - mówiła Danuta Kowalska, która w serialu grała jedną z przyjaciółek Borewicza.

- Takie rzeczy w Polsce się nie działy - mówił Krzysztof Szmagier. - W naszych archiwach nie uświadczysz równie wyrafinowanych zabójstw - dodawała pisarka Helena Sekuła (na motywach jej powieści powstał odcinek "Wisior"). Na szczęście telewizja miała prawo puścić wodze fantazji, nic więc dziwnego, że o Borewiczu zaczęto mówić "polski Bond". Skąd jednak wziął się w serialu dziennikarz, znany z cyklu "Bez togi" (TVP Kraków)?

Znaleziony w ostatniej chwili

Wyobrażacie go sobie bez złamanego nosa? No właśnie. Tymczasem o mały włos, a Borewicz nie miałby twarzy Cieślaka! Prace nad pierwszymi odcinkami ruszyły w 1975 roku. Nie było jasne, kto zagra porucznika. Operator Wiesław Rutowicz polecał Krzysztofa Chamca. Szmagier miał wątpliwości.

Wtedy do gry wkroczyła klapserka Małgorzata Dobrzańska, która znała Cieślaka z planu "Znaków szczególnych". Reżyser obejrzał fragmenty, wpadł w zachwyt i... nazajutrz zjawił się w Krakowie pod drzwiami Cieślaka. Zdumiony dziennikarz przeczytał scenariusz: - Biorę! - oznajmił. Mało kto wie, że Borewicz początkowo miał się nazywać Bolecki. To Cieślak wybił ten pomysł z głowy Szmagierowi.

Upierał się, że w Krakowie określenie "ty Bolu" źle się kojarzy. Pierwszy odcinek "Major opóźnia akcję" był wierną ekranizacją powieści Marcina Dora (pseudonim Aleksandra Minkowskiego), który uchodzi za - niesłusznie zapomnianego - ojca naszego polskiego Bonda. To on stworzył inteligentnego, pewnego siebie, nieco aroganckiego bohatera.

MAM

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje