Trzech życiowych rozbitków po czterdziestce przenosi się w czasy barwnej młodości - do kiczowatych lat osiemdziesiątych. Nostalgiczny powrót do przeszłości w oparach alkoholu.
Pamiętacie wycieczkę Marty'ego McFly Deloreanem do lat pięćdziesiątych? Albo "Dziewczynę z komputera" Johna Hughesa o dwóch pryszczatych nastolatkach, którzy wyczarowują swoim archaicznym pecetem zmysłową Kelly LeBrock? A może bandę speców od parapsychologii latających po mieście z odkurzaczami i łapiących obrzydliwe duchy? Pewnie, że pamiętacie i tęsknicie za takimi filmami. W latach osiemdziesiątych nawet najgłupszy pomysł scenariuszowy mógł obronić się na wielkim ekranie. Amerykańskie kino dopadł kryzys wieku średniego i odkurza przeboje z tamtych lat albo urządza widzom nostalgiczne powroty do przeszłości.
Film Steve'a Pinka dorównuje przebojom sprzed dwóch dekad pod względem absurdalności punktu wyjściowego. Trzech przegrańców i siostrzeniec jednego z nich postanawiają spędzić szalony weekend w górskim kurorcie, z dala od szarej codzienności, nękających ich problemów i frustracji. Właśnie tam Adam (Cusack), Nick (Robinson) i Lou (Corddry) spędzili najbardziej zwariowany okres swojej młodości. Okazuje się, że miasteczko niegdyś tętniące życiem, teraz jest zapadłą dziurą, w której można co najwyżej żłopać piwo w obskurnym hotelu. Tak też robią bohaterowie filmu, z czego nie jest zadowolony niedoszły samobójca Lou. On chciałby zabawić się jak za dawnych lat (seks, alkohol i narkotyki - taki zestaw jest według niego synonimem wolności i beztroskiej zabawy). Duzi chłopcy włażą do jacuzzi, wypijają o jednego drinka za dużo, następuje krótkie spięcie i budzą się niespodziewanie w roku 1986.
"Jutro będzie futro" należy do popularnego nurtu filmów o niedojrzałych samcach w wieku średnim, którzy łkają za utraconą młodością. Nick porzucił świetnie zapowiadająca się karierę muzyka i wpadł w małżeńskie sidła, siedzi teraz pod ostrym obcasem żony, która na dodatek przyprawia mu rogi. Lou chleje na potęgę, klnie jak szewc i zraża do siebie każdego, kogo spotka na swojej drodze. Adama opuszcza dziewczyna, więc samotny rozpacza nad kolejną utraconą miłością. Z kolei dwudziestoletni Jacob prowadzi życie piwniczne ze swoim wirtualnym awatarem, porozumiewając się ze światem zewnętrznym za pomocą MySpace i Twittera. Banda samotników i życiowych rozbitków - sami przyznacie... Wizyta w latach osiemdziesiątych będzie dla czterdziestolatków szansą na spojrzenie na swoje życie z zupełnie innej perspektywy, a dla Jacoba lekcją historii o czasach bez Internetu i komórek.
Oczywiście film Pinka to przede wszystkim znakomita okazja do wyśmiania niezapomnianych absurdów pamiętnej dekady - fryzury w stylu "krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie", wieśniackie ubrania o tęczowych barwach, kiczowata muzyka. Twórcy przez kilkadziesiąt minut bawią się z widzem w skojarzenia - serwują garść cytatów z filmowych przebojów, na ekranie przewijają się charakterystyczne rekwizyty, zaś w tle hity z najwyższych miejsc rankingów MTV. Niestety po kilkunastu minutach taka zabawa zaczyna już troszkę nudzić. Te wszystkie nawiązania nie są bowiem kreatywnie wykorzystane. Podczas seansu czułem się jak w wirtualnym muzeum lat osiemdziesiątych. Miejscami film Pinka przypomina głupszą wersję "Kac Vegas", aniżeli komedię o zderzeniu dwóch rzeczywistości, jak chociażby genialne "Good Bye Lenin!".
Twórcy niepotrzebnie dorzucają do lekkiej fabuły tony wulgaryzmów i humor toaletowy - w filmie mamy tak żałosne sceny, jak puszczenie pawia na wiewiórkę, czy też wyciąganie kluczyków z psiego odbytu - no boki zrywać... Na szczęście te idiotyczne zagrywki w stylu "American Pie" nie dominują nad resztą filmu. "Jutro będzie futro" to miejscami zabawna, lecz bardzo nierówna opowiastka o męskiej przyjaźni i dojrzewaniu.
5/10





Proste pragnienia
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
~pozdrowionek
pomimo tego ze jestem wymagajacym ogladacze, przyznam ze film ogladalo sie sympatycznie, bo mial ...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »