Przejdź do głównej części strony

× m.interia.pl

Korzystasz z urządzenia mobilnego? Wybróbuj wersję Interii,
zaprojektowaną specjalnie dla Twojego urządzenia.

×

Treść dostępna również w wersji mobilnej
na m.interia.pl oraz w aplikacjach na iOS i Android

"Kraina lodu": Twardzielki Disneya [recenzja]

Autor informacji: Artur Zaborski

Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Nie dajcie się zwieść tytułowi. W "Krainie lodu" pulsuje gorąca krew, która napędza akcję i krzepkie bohaterki.

Kadr z filmu "Kraina lodu"
Kadr z filmu "Kraina lodu" /materiały prasowe

Tekst o najnowszym filmie ze studia Walta Disneya wypadałoby zacząć od banału: czegoś takiego jeszcze nie widzieliście. Nie chodzi tu bynajmniej o historię, która jest kolejnym wcieleniem klasycznej baśni Hansa Christiana Andersena "Królowa śniegu", tylko o samą animację.

Jeśli w ubiegłym roku "Merida Waleczna" ze studia Pixara wyznaczyła nowy standard przedstawiania szczegółu postaci i krajobrazów w tego typu filmach, to "Kraina lodu" bije ją na głowę. U Disneya zachwyt budzą nie tylko odstające, pojedyncze włosy bohaterek, ich różnorodna mimika i stroje oddające każde zagięcie, ale też niezliczone ilości płatków śniegu czy igieł na drzewach w tym inspirowanym norweską fauną i florą świecie. Przyroda ożywiona prezentuje się tu tak, jakby animatorzy nie zbudowali jej z pikseli, tylko tak jak w życiu - z doskonale do siebie dopasowanych, mikroskopijnych komórek.

Chociaż technicznie "Królowa śniegu" wyrywa do przodu, formalnie ogląda się na przeszłość. Chris Buck i Jennifer Lee próbują uchwycić ducha klasycznych filmów Disneya i wpisać go w ramy musicalu z drugiej połowy XX wieku, kiedy piosenki stały się integralną częścią akcji. Taka taktyka dostarczyła pretekstu do inkrustowania filmu licznymi utworami, które nie mają może potencjału "Kolorowego wiatru" Edyty Górniak z "Pocahontas", ale świetnie sprawdzają się jako ogień napędowy wydarzeń, skrząc się emocjami i trafnie oddając stany wewnętrzne bohaterów. Tymi są królowa Elsa, jej siostra Anna, wychowany z dala od dworu Kristoff, jego dziarski renifer Hans i pocieszny bałwan Olaf.

Relacje między tą piątką komplikują się ze sceny na scenę, dostarczając humoru i wzmacniając zainteresowanie intrygą. Twórcy snując archetypiczną historią, uciekają od zakorzenionych w naszej pamięci wizerunków bohaterów i dość śmiało sobie z nimi pogrywają. Anna i Elsa są tu mocnymi, wyrazistymi kobietami, które uporem prześcigają najmężniejszego z rycerzy i, co najważniejsze, same o sobie decydują, dzierżą los we własnych rękach, niezależnie od woli mężczyzn. Ich niezależność podkreśla to, że w finale nie na każdą czeka książę z bajki. Twórcy w końcu zdecydowali się pokazać, że samotność wcale nie musi oznaczać klęski. W pojedynkę również można żyć długo i szczęśliwie.

Interesująco wypadają też przedstawiciele brzydszej płci. Kristoff zainteresowaniem darzy równie mocno Annę i swojego rena, zaś Hans i queerowy bałwan wyraźnie mają się ku sobie. Podteksty są tylko zasugerowane, przeznaczone raczej dla dorosłych widzów. Dzieciaki w zniewieściałym Olafie dostrzegą sympatyczną kulkę śniegu, a starsi uśmieją się setnie, w czym pomoże manieryczny dubbing Czesława Mozila. Niedopowiedzenia nie wydają się tu efektem zachowawczości, tylko wcieleniem w życie jednej z maksym Disneya, mówiącej, że sposobem na zaczęcie jest zawieszenie mowy i podjęcie czynu. Tym samym "Krainę lodu" już teraz można uznać za początek nowego etapu w historii wytwórni. Preludium do rewolucji?

Szkoda, że tych słów nie wzięli sobie do serca twórcy polskiego dubbingu, kiedy zdecydowali, że ich górski handlarz będzie mówił naszą, góralską gwarą. Sceny dziejące się w chatce bohatera mają potencjał komediowy, ale nie wykorzystują go. Śmiech grzęźnie w gardle, kiedy tylko mężczyzna otwiera usta. Sztuczność jego góralszczyzny jest rażąca, co zauważą nie tylko widzowie z Podhala (do których wlicza się niżej podpisany). Zamiast obśmiania przywar ludzi gór i stereotypów na ich temat, mamy ich niebezpieczne utwierdzenie. Szczęśliwie, populizm bierze górę tylko tutaj, a niewydarzona scena okazuje się jedynie łyżką dziegciu w beczce miodu.

7/10

"Kraina lodu"

Przepraszamy, nie udało się załadować odtwarzacza. Musisz odwiedzić stronę Adobe aby pobrać Flash Player


---------------------------------------------------------------------------------------

"Kraina lodu" ("Frozen"), reż. Jennifer Lee i Chris Buck, USA 2013, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 29 listopada 2013 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Źródło informacji: INTERIA.PL

Zwiastuny


    Skomentuj artykuł:

    Wasze komentarze (38)

    Dodaj komentarz

    ~fretka -

    Ciekawe czy pobili animacje "Leged sowiego królestwa".

    ~mitoman -

    Co tu się podniecać. Życie to nie je bajka ehh

    ~stra -

    ale odjazd ale w 3D mom i łoglodom z dzieckami i żoneczką

    ~misiek -

    ja tam dzieci nie mam ale takie animacje w 3D chętnie z żoną oglądnę, a jak komuś nie pasi to proszę mnie nie krytykować na forum bo z góry sobie tego nie życzę!!!! :DDDDD. Pozdrawiam:)!!

    ~lalu -

    masza i niedzwidz są lepsi

    ~SFENN -

    Renifer SFENN nie jakiś tam HANS !!!!!!!

    ~kolega -

    byłem osobiście i powiem jedno nic ciekawego nudno

    ~ziutek -

    A dla mnie góral był przekomiczny, mam nieodparte wrażenie, że autorowi zabrakło dystansu do swojego pochodzenia:)

    ~obserwator -

    Doglądałem do 1:06 sekund i nie było tam nic zabawnego, ładna animacja to niestety o wiele za mało żeby dostarczyć rozrywki. Zróbcie w końcu coś porządnego jak kiedyś "Krowy na wypasie" czy "Sezon na misia".

    ~jaro -

    Baja jest fajna i efekty w 3D super. Zastanawia mnie tylko czemu na tym spocie załączonym w artykule są inne teksty niż w kinie? W kilku miejscach zauważyłem że postacie mówią inny tekst!