Przejd� do g��wnej cz�ci strony

× m.interia.pl

Korzystasz z urządzenia mobilnego? Wybróbuj wersję Interii,
zaprojektowaną specjalnie dla Twojego urządzenia.

×

Treść dostępna również w wersji mobilnej
na m.interia.pl oraz w aplikacjach na iOS i Android

"Facet (nie)potrzebny od zaraz" [recenzja]: Komedia romantyczna również

Autor informacji: Artur Zaborski

Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Polska komedia romantyczna jaka jest, każdy widzi. "Facet (nie)potrzebny od zaraz" nie jest jednak sprawdzianem wytrzymałości dla widza opornego na ten gatunek. To raczej mały krok poza ramy konwencji.

Katarzyna Maciąg i Anna Czartoryska-Niemczycka w filmie "Facet (nie)potrzebny od zaraz"
Katarzyna Maciąg i Anna Czartoryska-Niemczycka w filmie "Facet (nie)potrzebny od zaraz" /materiały dystrybutora

To nie jest film dla starych ludzi. Ani dla młodych, choć obie grupy wiekowe się przezeń przewijają. Nie jest to też film dla miłośników kinowych komedii. Ani romansideł, choć właśnie jako komedia romantyczna został zaklasyfikowany. To film dla nikogo. Istnieje gdzieś osobno, poza standardami i poza grupą docelową. I jeśli za coś należy mu się uwaga, to właśnie za tę osobność.

Na ironię zakrawa fakt, że specjalistami od polskiej komedii romantycznej stali się mężczyźni. Ze świeczką w historii najnowszej rodzimego kina przyszłoby szukać kobiety, która stanęła za kamerą takiej produkcji. Przed kilkoma laty, wielką plamę na tym poletku dała Ewa Pytka, która nakręciła chyba najgorszy - jak dotąd - polski film w XXI wieku, mianowicie - "Milczenie jest złotem". Obraz zachował mizoginiczne portretowanie kobiet, a absurdalny scenariusz prowadził fabułę na wyżyny romantycznych bzdur.

"Facet (nie)potrzebny od zaraz", którego również podpisała kobieta - Weronika Migoń, zaczyna się w podobnym tonie. No, bo jeśli w Zośkę (Katarzyna Maciąg), młodą reżyserkę, na planie kostiumowej szmiry trafia piorun, trudno spodziewać się, by nie był to grom z jasnego nieba, zwiastujący nadejście miłości, szczęścia i lepszego życia. Ale konsekwencje są zgoła inne. Facet zamiast adorować, zdradza, a życie zamiast nabrać nowych barw, mieni się odcieniami szarości.

Migoń, wbrew przyjętej konwencji, nie zapala przed bohaterką światełka w tunelu. Chociaż w jej filmie bohaterki (bo to kobieca perspektywa tu dominuje) rozprawiają o banałach żywcem wyjętych z XIX-wiecznych powieści dla pensjonarek, reżyserka stawia Zośkę gdzieś poza nimi. Gdzie konkretnie - nie wiadomo. Twórczyni nie ma pomysłu na alternatywę dla szczęśliwych związków, zakochanych par i spełnienia w ramionach dobrze sytuowanego mężczyzny, ale i tak stara się uchronić przed nimi swoją bohaterkę. W bezsilności pozostaje jej więc jedynie próba obśmiania przedstawicieli naszego romantycznego świata, ale jej krytyka nie zawsze jest uzasadniona. Problem tkwi w tym, że operuje jednowymiarowymi postaciami, które nie ulegają przemianie w trakcie 90 minut projekcji.

Szkoda, bo filmowy koncept wydaje się zapożyczony z klasyki (z którą reżyserka wydaje się obyta, skoro w jej filmie bohaterki idą do Iluzjonu na seans filmu Antonioniego). Kiedyś, kiedy kino operowało jeszcze czarno-białym obrazem, a ścieżka dźwiękowa bardziej "skrzeczała", niż grała, Julien Duvivier nakręcił wybitny "Jej pierwszy bal". Bohaterka odwiedzała w nim byłych absztyfikantów, by przyjrzeć się mizernemu życiu każdego z ex-partnerów. Przed widzem malował się nie tylko krytyczny portret francuskiego społeczeństwa, ale też pogłębiony obraz samej bohaterki, która mierząc się z duchami przeszłości, stawała do walki z trudami współczesności.

Scenariusz "Faceta" pcha Zośkę dokładnie na tę samą drogę, choć mężczyzn, których odwiedza, trudno uznać za reprezentantów różnych środowisk zasiedlających współczesną Polskę. To raczej zbiorowisko karykatur, nie zawsze śmiesznych i w nie zawsze w odpowiednich miejscach przerysowanych. Sama Zośka niczego się od nich nie uczy, a widz niecierpliwi się, kiedy wreszcie nadjedzie książę w białym BMW-u i wyprowadzi bohaterkę z tej galerii pokracznych portretów.

Kiedy jednak tak się nie dzieje, w świecie przedstawionym zaczynają dziać się jeszcze dziwniejsze rzeczy. Oto bowiem okazuje się nagle, że samotność to także rodzaj związku (z samym sobą), w którym trzeba nauczyć się żyć. Że tęsknota za wymarzonym mężczyzną nie musi prowadzić do poznania partnera na śmierć i życie, ale, na przykład, do spotkania z ukochanym pisarzem (tu Etgar Keret). Że szczęście i miłość to tylko iluzja, ale można z tym żyć. A skoro nie ma miłości, nie ma też romantycznej komedii. I dobrze. Można z tym żyć, nawet jeśli momentami trudno to oglądać.

7/10

"Facet (nie)potrzebny od zaraz"

Przepraszamy, nie udało się załadować odtwarzacza. Musisz odwiedzić stronę Adobe aby pobrać Flash Player


---------------------------------------------------------------------------------------

"Facet (nie)potrzebny od zaraz", reż. Weronika Migoń, Polska 2014, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 14 lutego 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Źródło informacji: INTERIA.PL

więcej o:
zaraza,
"Facet (nie)potrzebny od zaraz"

Zwiastuny


    Skomentuj artykuł:

    Wasze komentarze (131)

    Dodaj komentarz

    ~zadowolona -

    bardzo dobry film. na pewno nie komedia romantyczna ale mądry, przemyślany film.

    ~zdegustowana -

    byłam wczoraj BARDZO ŻAŁUJĘ ,ten film to katastrofa jakieś nieporozumienie , tragedia ,lipa ,klapa siara i co tam tylko - jeśli się wybieracie to STOP lepiej iść na coś innego.

    ~Stanley -

    Wielka mi premiera na 14 Lutego... Śmiechu warte Oglądamy sobie oglądamy... aż tu nagle koniec i wielkie zdziwienie. Szczerze myślałem że to się jakoś jeszcze rozkręci, że główna aktorka kogoś poznać bla bla bla itd a tu wielkie zdziwienie, wyjechała i dupa zbita... hahaha Beznadziejny film osobiście nie polecam!

    ~Klarcia -

    Zgadzam się z porzednikami .Ten film to totalna klapa.Szkoda czasu i pieniedzy. Pierwszy raz w życiu wyszłam z sali jak zresztą kilka innych osób.Śmiać się nie ma z czego, totalny brak akcji, a aktorzy z plakatu grają w sumie 10 minut.Nie polecam !!!!

    ~yy -

    tak kiepskiego filmu dawno nie oglądałam

    ~m -

    żalosne te komentarze... sorry nie kazdy lubi harlequiny .... ;/ film o niczym ? tak to jest jak sie ma klapki na oczach.... no ale coz zyjemy w kraju gdzie spoleczenstwo rozumie tylko o co chodzi w serialu m jak milosc

    ~Ana -

    Szkoda czasu, bzdury!

    ~m -

    Wszystkie mało grające tzw gwiazdki jak dostałay szansę to grają, byle co ale grają jakie gwiady taka komedia

    ~bibi254 -

    ten film to totalna porażka, która okazała się być jedynie wlekącą się do znudzenia reklamą marki Lilou. Żenada przez duże "Ż"

    ~mario -

    Totalna nuda. Film o niczym. Fabuła zniszczyła dobrą muzykę. Można obejrzeć zwiastun. Tam zawarte wszystko co warto obejrzeć. Kolejny polski gniot za duże pieniądze.