"Uśpieni" [recenzja]: Opętanie czy obsesja?

"Uśpieni", nowy horror wytwórni Hammer, to luźno oparta na faktach historia opętanej dziewczyny i nawiedzonego naukowca, w którym wiara w istnienie zjawisk paranormalnych zderza się z chłodną, psychologiczną analizą emanacji ludzkiego umysłu.

Reklama

" align="center" enlarge="0" />Mało kto potrafi dziś nakręcić dobry, rasowy horror. Ostatnio udało się to Jamesowi Wanowi. Jego "Obecność" (2013) z Verą Farmigą i Patrickiem Wilsonem w rolach głównych przypominała najlepsze filmy gatunku. Wielu współczesnych twórców broni się przed porażką uciekając w ironię lub pastisz. John Pogue nie chciał iść na skróty i wolał przyjąć wyzwanie rzucone przez lata tradycji. Niestety, nakręcił film równie nudny jak "Szepty" (2011) Nicka Murphy'ego. Zresztą, podobnie jak Florence (Rebecca Hall) w "Szeptach", tak i profesor Joseph Coupland (Jared Harris) w "Uśpionych" do zjawisk paranormalnych odnoszą się z rezerwą godną naukowców i dystansem typowym dla Brytyjczyków.

Coupland nie wierzy w możliwość opętania, odsuwa się od egzorcyzmów i religijnych teorii. Zgadza się z tezą, że kiedy umysł śpi, budzą się demony. Co więcej, uważa, że wszystkie są owocem emanacji straumatyzowanego umysłu jednostki. Teoria jest bez wątpienia ciekawa, ale ubranie jej w konwencję dobrego, trzymającego w napięciu filmu, to dla reżysera duże wyzwanie. Pogue mu nie podołał, jego film jest miałki, dramaturgia godna pożałowania, a strach w oczach widzów pojawia się tylko w momentach, gdy kamera porusza się zbyt gwałtownie, jeden z bohaterów niezapowiedzianie wstaje lub w kadrze pojawia się ślad obecności tajemnej siły.

Szkoda, że niewiele z tego wyszło, bo reżyserowi ewidentnie zależało na zbudowaniu wrażenia autentycznego przeżycia. Jeśli o takim mówić, nie sposób nie pozwolić sobie na małą dawkę ironii i skonstatować, że "Uśpieni" rzeczywiście usypiają. A szkoda, bo uplecenie ciekawej fabuły na podstawie historii opętania Jane Harper mogło się udać - wszystkie klocki były na miejscu. Stary dom na przedmieściach, do którego Coupland przeprowadza się z trójką studentów chętnie pomagających w przeprowadzaniu eksperymentu; opętana dziewczyna w białym kaftanie; erotyczne gry między bohaterami, seanse spirytystyczne, lalki poddawane antropomorfizacji i kamera rejestrująca wszystkie wydarzenia w ramach pięknych, ziarnistych kadrów.

Umiejętnie Pogue wykorzystał niestety tylko ostatni z wymienionych elementów. Gros sytuacji obliczonych na wzbudzenie strachu obserwujemy w obiektywie 16-milimetrowej kamery. Trochę w tym nawiązań do "Blair Witch Project" (1999), którego bohaterowie próbowali nas przekonać, że oglądamy rejestrację dramatu, w którym naprawdę brali udział. W kilku sekwencjach to się rzeczywiście sprawdza, w innych konwencja pruje się na szwach. Reżyser przejmuje spojrzenie, bo chce pokazać absolutnie wszystko, nie wzbudza więc ani krzty realnego niepokoju. Scenariusz pozostawia wiele do życzenia, bo dla historii rozgrywającej się w jednym miejscu i opartej głównie na czekaniu na przełom, zagęszczanie atmosfery ma kluczowe znaczenie. Ta sukcesywnie się rozrzedza, więc męczy czekanie, irytują kolejne próby poderwania widzów z krzeseł tanimi chwytami narracyjnymi. Pogue poległ w starciu z duchem i gatunkiem. Na "Uśpionych" umrzeć można tylko z nudów, na pewno nie ze strachu.

4/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Uśpieni" (The Quiet Ones), reż. John Pogue, USA 2014, dystrybucja: Kino Świat, premiera kinowa: 16 maja 2014

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje