Stone przysnął i stracił pazur

"Wall Street: Pieniądz nie śpi" ("Wall Street: Money Never Sleeps"), reż. Oliver Stone, USA 2010, dystrybutor Imperial-Cinepix, premiera kinowa 24 września 2010 roku.

Na ekranach kin pojawił się od dawna wyczekiwany sequel jednego z najlepszych filmów amerykańskich lat osiemdziesiątych XX wieku. W "Wall Street. Pieniądz nie śpi" oglądamy świat rekinów finansjery zagrożony widmem kryzysu ekonomicznego. Za kamerą ponownie Oliver Stone, zaś w roli Gordona Gekko niezawodny Michael Douglas.

Reklama

23 lata temu portret giełdowych mistrzów manipulacji okazał się rewelacją sezonu, zaś młody Oliver Stone został uznany za najbardziej obiecującego amerykańskiego reżysera (zwłaszcza, że rok wcześniej zabłysnął wstrząsającym "Plutonem"). Teraz, po kilku słabszych filmach, Stone zapragnął wrócić do nowojorskiej świątyni pieniądza, by zanalizować, jak ten mikrokosmos genialnych finansistów i cwanych oszustów wygląda w obliczu kryzysu ekonomicznego.

Gordon Gekko (Michael Douglas) wychodzi z więzienia po odsiedzeniu wyroku. Zetknięcie z nową rzeczywistością skłania go do napisania książki, zwiastującej ekonomiczną apokalipsę. A wszystko przez to, jak twierdzi Gekko, że obecnie "chciwość nie tylko jest dobra", ale "jest nawet legalna". Stone w interesujący sposób pokazuje zmiany, jakie zaszły w amerykańskiej sytuacji ekonomicznej w okresie ostatnich dwudziestu lat: Wall Street dotknęła technologiczna rewolucja (wzrosło znaczenie mediów, świat stał się globalną wioską), banki wpadły we własną pułapkę absurdalnego systemu kredytowego, na światowej mapie finansowych mocarstw pojawiły się nowe, niezwykle wpływowe przestrzenie rynkowe, etc.

Stone w charakterystyczny dla siebie sposób pokazuje kulisy amerykańskiego kryzysu gospodarczego. Druga część "Wall Street" mogłaby właściwie ograniczyć się do efektownej wizualnie analizy współczesnych mechanizmów ekonomicznych (sceny rozgrywające się na giełdzie oraz pokazujące, uderzający z niezwykłą siłą, kryzys zrealizowane są z rozmachem i inwencją). Obok dramatów globalnych Stone pokazuje dramaty prywatne: szefa bankrutującego banku, który nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości (świetny Frank Langella), czy też deweloperki, szukającej desperacko pomocy w obliczu zastoju na rynku nieruchomości (znakomita Susan Sarandon). To daje wszechstronną analizę amerykańskiej gospodarki, chociaż miejscami reżyser nie unika irytujących uproszczeń.

Kryzys i nowojorska giełda są niestety potraktowane w filmie Stone'a jako rozbudowane tło. Na pierwszym planie króluje Jake Moore (nijaki Shia LaBeouf) - młody geniusz z Wall Street, ledwo po dwudziestce, a już świetnie zarabiający i marzący o inwestowaniu w odnawialne źródła energii. Jego dziewczyna (Carey Mulligan) to dobrze zapowiadająca się redaktorka portalu internetowego i ...córka Gordona Gekko.

Czy stary lis z Wall Street to wciąż kanalia i uwielbiający psychologiczne gierki malwersant? Czy też może osobiste tragedie (śmierć syna, pobyt w więzieniu) zmieniły go na tyle, że stanie się potulnym dziadkiem, żałującym swojej niecnej przeszłości? Niespodziewanie Oliver Stone zadaje takie właśnie pytania, poświęcając znaczną część filmu opisowi skomplikowanych relacji Gordona z jego córką i przyszłym zięciem.

Stone'owi zabrakło "pazura", z jakiego był znany ponad dwadzieścia lat temu, realizując pierwszą część "Wall Street" i "Pluton". Podobne odczucia miałem po obejrzeniu "W.". Film "Pieniądz nie śpi" zawiera wiele trafnych spostrzeżeń na temat kryzysu światowej gospodarki, zagląda za kulisy bankructw wielkich banków, pokazuje mechanizmy rządzące nowojorską giełdą - to wszystko jest, owszem, bardzo ciekawe i dobrze sportretowane, jednak ginie w rozbudowanej i nierówno opowiedzianej historii.

6/10

Dowiedz się więcej na temat: Nie | wall | pieniądz | Oliver | Stone

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje