"Stacja Warszawa" [recenzja]: Gdzie kucharzy pięciu, tam post

Jak powszechnie wiadomo, sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Pięciu twórców "Stacji Warszawa" chciałoby mówić o sukcesie: zasłużyli na piątkę, ale tylko jeśli zsumować wystawione każdemu pały.

Nie ulega wątpliwości - reżyserzy, którzy podpisali film, wiedzą, czym jest gramatyka filmu i potrafią się nią sprawnie posługiwać. Panują nad aktorami (świetnie wypadają zwłaszcza Eryk Lubos, Janusz Chabior i Marta Lipińska), radzą sobie z formalną stroną przedsięwzięcia (z pomocą zdolnych współpracowników, jak choćby operatora Arkadiusza Tomiaka).

Reklama

Bez wątpienia śledzą też dokonania kolegów po fachu i zagłębiają się w historię kina. To o tyle istotne, że największym grzechem polskich filmowców, który pokutuje później w ich mało oryginalnych dziełach, jest filmowa ignorancja. Zazwyczaj odkrywczy w mniemaniu reżysera pomysł okazuje się już wielokrotnie przez kino przerobiony. Twórcy "Stacji Warszawy" takiego problemu nie mają. Poruszają temat na wskroś aktualny, mało oryginalny, ale jeszcze przez X muzę nie wyeksploatowany. Skoro podwaliny są tak dobre, dlaczego efekt jest zły?

Powodów jest kilka. Razi przede wszystkim niejasny sposób komunikacji z widzem. Pokazując kryzys komunikacji w filmie, twórcy zapominają o czytelności swojej analizy dla odbiorców. Według zamysłu miał powstać obraz nowelowy, jednak w trakcie produkcji zdecydowano się tak zmontować opowiadane historie, aby połączyć je w całość. Wygląda na to, że reżyserzy tak bardzo skupili się na tym, by wzajemnie zrozumieć swoje wątki, że zapomnieli o ostatecznym adresacie tej produkcji.

W odnalezieniu sensu nie pomaga fakt, że opowiedziane tu historie są nierówne. Reżyserzy wspólny mianownik znaleźli w duchowości. Imponuje mnogość jej interpretacji (tu najbardziej widoczny jest indywidualizm osób stojących za kamerą), irytuje wszędobylski pesymizm i popadanie w skrajności (tu po indywidualizmie słuch zaginął). W filmowym uniwersum duchowość to wciąż kwestia egalitarna, ale na uwagę scenarzystów zasłużyli tylko ci bohaterowie, którzy przeżywają jej wyraźny kryzys, jak ksiądz pedofil, ekspedientka obskurnego sex-shopu czy mechanik-alkoholik. Nic dziwnego, że w tej galerii sztampowych postaci najbardziej wyróżnia się kobieta, która po wypadzie za miasto wraca do mieszkania w stolicy, ale okazuje się, że jej klucz nie pasuje do zamka, a bankomat odmawia dostępu do środków na koncie. Pozostawiona sama sobie bohaterka, bez wsparcia ludzi i instytucji, odczuwa dojmującą samotność. Pozbawiona materialnych dóbr odkrywa, że już od dawna jest pusta w środku. To się nazywa kryzys duchowości. Szkoda, że ten wątek jako jedyny zmusza do refleksji i zadania sobie trudnych pytań.

4/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Stacja Warszawa", reż. Maciej Cuske, Kacper Lisowski, Tymon Wyciszkiewicz, Mateusz Rakowicz, Nenad Miković, Polska 2013, dystrybutor: Phoenix, premiera kinowa: 28 marca 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Dowiedz się więcej na temat: Tam

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje