"Pokot" [recenzja]: W ziarnku piasku

Olga Tokarczuk w "Prowadź swój pług przez kości umarłych" przeprowadzała dogłębną analizę mentalności emerytowanej miłośniczki zwierząt, wplatając pomiędzy jej przemyślenia wątki sensacyjne. Zaowocowało to książką, która trafiła zarówno do oczekujących kryminału, jak i zwolenników szeroko pojętej literatury pięknej. Jednak filmowa adaptacja powieści w reżyserii Agnieszki Holland może mieć w obu przypadkach trudniejszą drogę. To kontrastowe zderzenie stylów i gatunków, które wstrząsa, wybija z rytmu i prowokuje.

Kadr z filmu "Pokot", fot. R. Pałka

Janina Duszejko (Agnieszka Mandat) to ucieleśnienie słowa "outsider". Kobieta, zamieszkująca samotnie niewielki domek w Sudetach, od ludzi woli zwierzęta, nie jada mięsa, w wolnych chwilach zaczytuje się w poezji Williama Blake'a i układa horoskopy. Dawniej pracowała jako inżynier przy budowie mostów, lecz dziś, przy użyciu bardzo niekonwencjonalnych metod, naucza angielskiego w szkole. Jej życie nie obfituje w atrakcje, aż do czasu, gdy odnajduje ciało swojego sąsiada - kłusownika. W pobliżu miejsca zbrodni nie ma żadnych śladów, poza odciskami sarnich racic. Wkrótce w równie tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć kolejni myśliwi. Zawiedziona niepowodzeniami policji, Duszejko na własną rękę decyduje się pomóc w śledztwie, wysnuwając szaloną teorię, że zemsty na ludziach dokonują zwierzęta. Każde następne morderstwo sprawia, że więcej osób zaczyna wierzyć kobiecie.

Reklama

Ostatecznie kryminalna zagadka oraz desperacka walka emerytki o szacunek do zwierząt i zakaz polowania, przeradza się w makabryczną opowieść o zemście. W serii coraz bardziej absurdalnych scen oglądamy jak Duszejko z uporem brnie w swoich przekonaniach, wspierana przez kilka najbliższych sobie osób: sąsiada Matogę (Wiktor Zborowski), byłego ucznia Dyzia (Jakub Gierszał) i pracownicę lumpeksu Dobrą Nowinę (Patrycja Volny). Tymczasem jej słowa stają się wkrótce samospełniającymi przepowiedniami. Agnieszka Holland i operatorka Jolanta Dylewska dodatkowo subiektywizują całą opowieść, pokazując ją tylko i wyłącznie z punktu widzenia Duszejko.

Dzięki temu zabiegowi, otoczeniu emerytki twórcy nadają bardzo sensualnego charakteru, zaskakując co rusz albo agresywnymi zbliżeniami na twarze spotykanych przez bohaterkę ludzi, albo ujęciami dynamicznie zmieniającego się świata przyrody, z którym czuje ona tak silny związek. Wizualnych atrakcji, takich jak zachwycające panoramy, jest tutaj więcej. W finale twórcy nawet barwią kadry, by jeszcze mocniej pobudzić nasze zmysły. Przez cały ten czas "Pokot" nie tylko balansuje na granicy kiczu, ale i testuje wytrzymałość widza - pełno tu mniej lub bardziej dosłownych scen, które estetom zdecydowanie nie przypadną do gustu.

Te ryzykowne decyzje punktują tylko dzięki fenomenalnemu wyczuciu Holland. Reżyserka świadomie miesza konwencje, wplatając w "Pokot" elementy czarnej komedii i pastiszu. Artystka wyśmiewa motywy znane nie tylko z klasycznych kryminałów, ale czyni też ukłon choćby w stronę westernu - w fenomenalnej scenie śpiewu przy ognisku, gdzie grupę przebojowych kowbojów zastępuje trójka podstarzałych samotników. W ten sposób Holland bawi się historią rezolutnej emerytki, nadając jej nieoczywistego, niebanalnego charakteru. Sięga również po niezwykle sugestywną, fenomenalną muzykę Antoniego Łazarkiewicza i raczy widzów ironiczną (i wybuchową) puentą rodem z Hollywood.

Równocześnie "Pokot" to bardzo "polski" film, głęboko osadzony w naszych realiach. Choć Holland przygląda się prowincji, wyraźnie chce, cytując Williama Blake'a, "w ziarnku piasku zobaczyć świat cały", a jej bohaterowie prezentują zbiór postaw, które można odnaleźć w każdym zakątku Polski. Oceniając polską mentalność, Holland jest, tradycyjnie już, dość bezwzględna, czasem do przesady upraszczając swoje postaci.

To spłycenie antagonistów to nie jedyny element, który uwiera w "Pokocie". Szczególnie groteskowo wypada rozwinięcie - w stosunku do powieści - wątku granego przez Borysa Szyca, Wnętrzaka. Nie zawsze dobre rezultaty przynosi także wierność wobec oryginału - część wyjętych prosto z książki dialogów brzmi na ekranie zupełnie niewiarygodnie, a kolejne sceny często zdają się do siebie nie przystawać, są różne zarówno pod względem tonu, jak i poziomu.

Skrajności można wyczuć także w występach aktorskich. Z jednej strony mamy w "Pokocie" rewelacyjnie odnajdującego się w parodystycznej konwencji Jakuba Gierszała, z drugiej grającego na autopilocie Andrzeja Grabowskiego. Wcielająca się w Janinę Duszejko Agnieszka Mandat też potrafi raz wzbić się na aktorskie wyżyny, by chwilę później jednym niepewnym gestem stracić całą naturalność.

Mimo tych wad, nie da się nie doceniać tak charakternego miszmaszu, jakim jest "Pokot". Film Holland to w pełni autorska, spełniona adaptacja. Przykład kina, które fascynuje i budzi emocje - nawet, jeśli są to emocje bardzo skrajne: od konsternacji, przez rozbawienie, aż po zachwyt. Po seansie można jedynie cieszyć się, że Holland wróciła ze swoim kinem do naszego kraju. Po mniej lub bardziej udanych hollywoodzkich przygodach jest to powrót w wielkim stylu.

7,5/10

"Pokot", reż. Agnieszka Holland, Polska, Szwecja, Niemcy, Czechy 2017, dystrybutor: Next Film, premiera kinowa: 24 lutego 2017 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Pokot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje