"Piotruś. Wyprawa do Nibylandii" [recenzja]: ​Co łączy Piotrusia Pana i Nirvanę?

Czarnobrody Hugh Jackmana (P) to najbardziej żywotny bohater "Piotrusia.." /materiały dystrybutora

Niedocenionego przez zachodnią krytykę "Piotrusia. Wyprawę do Nibylandii" da się lubić. Choćby za odważne odejście od literackiego oryginału sir Jamesa Matthew Barriego, niespodziewane wplecenie w fabułę szlagieru Nirvany czy zwrócenie uwagi najmłodszych widzów na nierówności społeczne świata.

Reklama

Do londyńskiego sierocińca trafia na początku filmu tytułowy bohater. Na miejscu okazuje się, że siostrzyczki konszachtują z piratami, którzy sieroty porywają do Nibylandii. W tej odległej krainie mało komu wiedzie się dobrze. Niemal całość społeczeństwa stanowią pracujący w kopalniach młodociani robotnicy. Między głazami ukryty jest najcenniejszy kruszec - magiczny pył, jedyna pozostałość po przegnanych stąd wróżkach.

Oglądając harówkę Piotrusia, Haka (bohaterowie poznają się właśnie w kopalni) i innych dzieciaków, przyszły mi do głowy dokumentalne filmy "Dzieci Malawi: Tytoniowi Niewolnicy" i "Mali górnicy" - oba poświęcone niewolniczej pracy najmłodszych w Malawi i Nepalu, z której zyski czerpią zachodnie koncerny. Zacząłem zastanawiać się, czy to, co widzę na ekranie, może być próbą przypomnienia odbiorcom, że są na tym świecie zupełnie realne Nibylandie, w których takie praktyki są codziennością. Kiedy my wygodnie mościmy się w kinie, tam trwa wyczerpująca praca.

Joe Wright, dla którego nierówności społeczne były istotnym wątkiem poprzednich filmów ("Pokuta", "Duma i uprzedzenie"), także w familijnej superprodukcji pokazuje je z całym okrucieństwem. Młodym robotnikom bąble i odciski puchną na rękach i stopach, nie ominie nas też scena egzekucji śmiałków, którzy odważyli się przeciwstawić słowem tyranii nadzorców. To nie jest kolejna ugrzeczniona adaptacja dla najmłodszych.

"Piotruś..." ma zakusy na powiedzenie czegoś o świecie i nie są to rzeczy wyłącznie przyjemne. Nierówności społeczne są uwypuklone także w scenie ratunku kolegów z sierocińca. Ci trafili pod skrzydła zakonnic jako wojenne sieroty. Scena zaproszenia kompanów do nowej, lepszej krainy, której nie grozi wojenna zawierucha, daje jasny przekaz: nie można zapominać o tych, którzy są w potrzebie.

Mimo nieprzyjemnych tematów, tonacja filmu Wrighta jest optymistyczna. Dużo w nim przygód i humoru. Tego ostatniego dostarcza zwłaszcza Hugh Jackman, który jako Czarnobrody sypie ciętymi ripostami i jest przy tym najbardziej żywotną, a przez to i wyrazistą postacią w galerii jednowymiarowych bohaterów. W scenie, w której jego poddani odśpiewują hymn kopalni - "Smells Like Teen Spirit" Nirvany - trudno powstrzymać uśmiech. Nie tylko w tym miejscu twórcom udało się pomysłowo i z dowcipem przełamać za jednym zamachem powagę ekranowej sytuacji i schemat adaptowania prozy Barriego.

7/10

"Piotruś. Wyprawa do Nibylandii" (Pan), reż. Joe Wright, USA 2015, dystrybutor: Warner Bros, premiera kinowa: 23 października 2015

Reklama



Dowiedz się więcej na temat: Piotruś. Wyprawa do Nibylandii

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje