"Pieśń słonia" [recenzja]: Za wszelką cenę

Wszystko zaczyna się w gabinecie psychiatry, w którym zarówno lekarz, jak i pacjent znajdują się trochę przez przypadek. Jeden nie wie praktycznie nic o drugim. Ich spotkanie zostało sztucznie wywołane poprzez epizod z dnia poprzedniego. Inny psychiatra, który jest odpowiedzialny za terapię danego pacjenta po prostu zniknął bez słowa. Zabrał kluczyki od samochodu, rzucił strażnikowi jedno zdanie na odchodne i zdenerwowany pojechał w nieznane.

Kadr z filmu "Pieśń słonia"

"Pieśń słonia" w reżyserii Charlesa Binamé to film o chwilowej, niezwykle toksycznej i skomplikowanej relacji, w której liczy się przede wszystkim gra w bycie kimś zupełnie innym i jednocześnie próba osiągnięcia celu za wszelką cenę.

Reklama

Klamrą spinającą film Binamé jest drobne dochodzenie mające wyjaśnić okoliczności wypadku, do którego doszło w jednej z klinik psychiatrycznych w Kanadzie w 1966 roku. W zeznania biorą udział dyrektor szpitala, dr Green (Bruce Greenwood) i pielęgniarka Susan Peterson (Catherine Keener). Ich wspomnienia - wersje wydarzeń splatają się ze sobą i momentami nakładają na siebie. Opowiadają historię spotkania dr Greena i pacjenta szpitala, Michaela (Xavier Dolan), w trakcie którego lekarz próbuje się dowiedzieć, co sprawiło, że lekarz prowadzący Michaela zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Mężczyźni zaczynają toczyć ze sobą niebezpieczną grę, w którą raz po raz wciągają pielęgniarkę. Ich konwersacja bardzo szybko staje się starciem także na płaszczyźnie osobistej i emocjonalnej. Zarówno lekarz, jak i pacjent wychodzą ze swoich ról. Gdzieś w tle pojawiają się retrospekcje z dzieciństwa Michaela - syna wybitnej sopranistki, która nigdy tak naprawdę nie chciała być matką.

W "Pieśni słonia" fascynuje przede wszystkim niezwykle skomplikowana struktura narracji. Binamé wraz ze swoim scenarzystą Nicolasem Billon (scenariusz na podstawie sztuki jego autorstwa pod tym samym tytułem) tworzą pełną napięcia układankę, w której każde kolejne zdanie rozmowy obu panów wywraca do góry nogami status quo. Jednocześnie dr Green i Michael są praktycznie dla siebie obcy. Wiedza pacjenta to plotki personelu szpitala na temat zwierzchnika. Lekarz pragnie tylko dowiedzieć się, co wydarzyło się z jego kolegą po fachu, w związku z tym (także ze względu na brak okularów do czytania) nie ma czasu przeglądnąć akt pacjenta. Nie ma pojęcia, dlaczego Michael przebywa w szpitalu. Jedno jest pewne - piekielnie inteligentny chłopak ma dość spełniania roli posłusznego leczonego, który podporządkowuje się schematowi leczenia.

Siłą filmu Binamé są oczywiście popisy aktorskie trójki głównych bohaterów, w szczególności Xaviera Dolana, który po raz kolejny, tym razem tylko jako aktor, udowadnia że jest jednym z najwybitniejszych twórców młodego pokolenia. W tej zaskakującej przepychance partnerują mu Bruce Greenwood i Catherine Keener i dodatkowo w niezwykle ciekawej roli epizodycznej w "Pieśni słonia" pojawia się również Carrie-Anne Moss ("Matrix"). Skomplikowana bitwa emocjonalna i intelektualna wszystkich bohaterów niestety traci impet w finale. Atmosfera napięcia znika bez śladu i pozostaje niedosyt zbyt klasycznego i naiwnego zakończenia. "Pieśń słonia" można porównać m.in. do "Nikomu ani słowa" (reż. Gary Fleder). Film Binamé w takim zestawieniu wydaje się być niezwykle świeży i mimo dość tradycyjnych rozwiązań strukturalnych jawi się jako coś niezwykle uwodzącego.  

7/10

"Pieśń słonia" (Elephant Song), reż. Charles Binamé, Kanada 2014, dystrybutor: Tongariro, premiera kinowa: 4 września 2015 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Pieśń słonia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje