"Pięćdziesiąt twarzy Greya" [recenzja]: Walka z wiatrakami

Ekranizacja "Pięćdziesięciu twarzy Greya" w reżyserii Sam Taylor-Johnson ("John Lennon: chłopak znikąd") bije na głowę swój literacki pierwowzór w kwestii warsztatowej sprawności. Nie oznacza to jednak, że opowieść o romansie studentki z ekscentrycznym multimilionerem jest filmem udanym.

Fabuła filmu Sam Taylor-Johnson jest prawie tak niedorzeczna i pełna nieścisłości jak książka, w oparciu o którą został on nakręcony. Czy jednak z powieści można było wycisnąć coś więcej, chcąc jednocześnie pozostać wiernym duchowi oryginału?

Reklama

Sam Taylor-Johnson do spółki ze scenarzystką Kelly Marcel próbują w swoim filmie - i chwała im za to - wykrzesać z materiału źródłowego elementarny zarys postaci, choć odrobinę je zniuansować, wydobyć na wierzch ich motywacje. Uzbrajają nieśmiałą i nijaką Anę (Dakota Johnson) w poczucie humoru, które kilkukrotnie z powodzeniem przekłuwa balon gromadzonego w ilościach hurtowych patosu (całkiem udane nawiązanie do roli Dornana w "Upadku"!). Wygładzają wizerunek Greya (Jamie Dornan), rezygnując ze scen, które przedstawiają go dość jednoznacznie jako psychopatę i stalkera. Wszelkie próby odautorskich komentarzy padają jednak ofiarą powieści E.L. James i jej pokręconej logiki (a raczej jej braku), sukcesywnie odzierając przedstawiony przez reżyserkę świat z resztek wiarygodności.

Relacja z Greyem jest jedynym, co definiuje Anę. Uczucie do mężczyzny pochłania ją w zupełności, wyznacza rytm dnia i przesłania wszelkie pozostałe aspekty jej egzystencji. Podobnie jak w literackim pierwowzorze, Steele ukazywana jest jako bohaterka bez właściwości - nie ma zainteresowań, planów na przyszłość. Zapytana przez swojego ukochanego w jednej ze scen, co lubi robić, odpowiada niepewnie: "czytać książki...chyba?". Niby majaczy gdzieś w tle jakaś praca, kilku znajomych i rodzina, ale wszystkie te elementy pełnią raczej funkcję - zupełnie jak w fabularyzowanym filmie pornograficznym - przerywników między kolejnymi scenami erotycznych uniesień.

O ile jednak Johnson udaje się w pewnym stopniu obronić swoją bohaterkę dziewczęcym wdziękiem i niewinnością, partnerujący jej Dornan w roli multimilionera ze zwichrowanym życiorysem wypada karykaturalnie. Jego postać utkana jest z wytartych klisz i schematów, od których aż bolą zęby; groteskowy wizerunek księcia z bajki z pejczem zamiast białego rumaka pieczętują zaś pretensjonalne kwestie, jakie każe wygłaszać tytułowemu bohaterowi autorka książki.

Lwią część powieści E.L. James stanowią rozbudowane opisy erotycznych przygód Any i Christiana. Twórcy adaptacji zdecydowali znacznie ograniczyć liczbę scen seksu (nie, nie będzie fragmentu z tamponem). Filmowa wersja pozbawiona jest również wulgarności i dosłowności, jaka charakteryzowała tekst James, lecz nie oznacza to, że Taylor-Johnson boi się nagości. Reżyserka portretuje bohaterów w dużych zbliżeniach, pozwalając kamerze Seamusa McGarveya uchwycić najdrobniejsze uniesienia podnieconych ciał. Seks w "Pięćdziesięciu twarzach Greya", nawet ten bdsm, jest zawsze bardzo zmysłowy i romantyczny. To wizja romansu skrojona na miarę kobiecych fantazji o kochanku idealnym: równie zaborczym, co wyczulonym na potrzeby partnerki.

Jest w "Pięćdziesięciu twarzach Greya" jedna scena, która lepiej niż cała fabuła powieści E.L. James podsumowuje toksyczną relację Any i Christiana. Kiedy po rodzinnej kolacji Ana leży w swojej sypialni, z pokoju obok dobiegają głosy jej matki i ojczyma. Zamyślona dziewczyna z rozbawieniem słucha śmiechu i złośliwości wymienianych przez parę zakochanych. Chwilę później uśmiech zastyga na jej ustach. Właśnie wtedy dociera do niej, że zakochała się w mężczyźnie, który najprawdopodobniej nigdy nie zapewni jej podobnego poczucia bezpieczeństwa i szczęścia. W tym jednym ujęciu jest więcej psychologicznej wiarygodności niż w całej dwugodzinnej ekranizacji, której punkty zwrotne i dynamika mają w sobie tyle finezji, co zabawa w obrywanie płatków kwiatów w rytm wyliczanki "kocha, nie kocha".

4/10

---------------------------------------------------------------------------------------


"Pięćdziesiąt twarzy Greya" (Fifty Shades of Grey), reż. Sam Taylor-Johnson, USA 2015, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 13 lutego 2015 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

--------------------------------------------------------------------------------------

* bdsm - skrót pochodzący od słów "związanie" i "dyscyplina" (ang. bondage & discipline), "dominacja" i "uległość" (ang. domination & submission), "sadyzm" i "masochizm" (ang. sadism & masochism).

Dowiedz się więcej na temat: Sam Taylor-Johnson | twarzy | greya

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje