Nazizm, mizoginizm, Ikea

"Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", reż. Niels Arden Oplev, Dania, Szwecja 2009, Monolith Films, premiera kinowa 6 listopada 2009 roku.

Od kilkunastu lat Szwedzi stali się jedną z potęg światowego kryminału. Nazwiska Henninga Mankella i Hakana Nessera, a także bohaterów ich książek Kurta Wallandera czy Vana Veeterena zna każdy szanujący się fan gatunku. Niezwykle popularny, nawet pomimo faktu, że napisał zaledwie trzy książki, jest także inny twórca skandynawskich powieści sensacyjnych - Stieg Larsson. Wchodzący właśnie na ekrany naszych kin film Nielsa Ardena Opleva "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", jest ekranizacją pierwszej z nich.

Reklama

Jego głównym bohaterem jest doświadczony dziennikarz śledczy ze Sztokholmu - Mikael Blomkvist (Michael Nyqvist). Właśnie został on skazany na trzy miesiące więzienia w procesie o zniesławienie, ponieważ nie mając wystarczających dowodów, oskarżył o handel bronią lokalnego biznesmena. Do odsiadki pozostało mu jednak jeszcze pół roku, w czasie którego szefowie jego gazety - tytułowego "Millennium" - nalegają, aby wziął sobie wolne. Nie chcą, by ich tytuł był przez jakiś czas utożsamiany z kontrowersyjnym reporterem.

Blomkvist nie ma co robić, a ponieważ nie lubi bezczynności, decyduje się przyjąć nietypowe zlecenie, które składa mu bogaty finansista, Henrik Vanger (Sven-Bertil Taube). Przedsiębiorca chce żeby uparty i bezkompromisowy dziennikarz, rozwiązał zagadkę zaginięcia jego bratanicy Harriet, która w tajemniczych okolicznościach zniknęła niemal 40 lat wcześniej.

Sprawa intryguje Blomkvista do tego stopnia, że postanawia przeprowadzić się na prowincję, na odciętą od świata wyspę, gdzie zamieszkuje niemal cała rodzina jego zleceniodawcy. Vanger uważa, że do zniknięcia Harriet mógł się przyczynić ktoś z nich. "Podejrzewam każdego, a zarazem nikogo" - jak sam mówi. Dziennikarz poznając kolejnych członków znamienitego rodu, jednocześnie odkrywa jego faszystowskie korzenie.

W pewnym momencie jego śledztwo trafia jednak do martwego punktu. Zagadkowe cyfry na okładce pamiętnika Harriet wydają się być kluczem do rozwiązania tajemnicy, jednak Blomkvist nie jest w stanie ich rozszyfrować. Wówczas w jego życie wkracza objęta sądową kuratelą genialna hakerka komputerowa - Lisbeth Salander (Noomi Rapace). Młoda dziewczyna z zagadkową przeszłością, wynajęta wcześniej przez prawnika Vangera, wspomoże dziennikarza w dążeniu do rozwiązania zagadki sprzed lat.

Oplev, realizując adaptację kryminału Larssona, zrobił rzecz najrozsądniejszą - zaufał powieści. Oglądając jego obraz, nawet nie znając literackiego pierwowzoru, niemal od początku nabiera się pewności, że za scenariuszem stoi znakomita beletrystyka z doskonale zarysowanym tłem i precyzyjnie rozpisaną intrygą. Reżyser co prawda nie podejmuje wszystkich wątków, inne nieco upraszcza, ale można to działanie zrozumieć - powieść jest niezwykle rozbudowana i drobiazgowa.

Larsson starał się w swoich powieściach nie skupiać wyłącznie na kryminalnym śledztwie, ale dużą uwagę przywiązywał także do tła społecznego, w jakim osadzone są wydarzenia. Oplev stara się czynić podobnie i trzeba przyznać, że z tego powodu film wymyka mu się momentami spod kontroli. Jego kryminał (przynajmniej w zamierzeniu) zbacza zbyt nachalnie na tory psycho - i socjologiczne, w efekcie zagadka morderstwa schodzi na dalszy plan, a ważniejsze stają się relacje między głównymi bohaterami i krytyka szwedzkiego społeczeństwa.

A trzeba przyznać, że jest co krytykować. Kompleksy, wynikające między innymi z faszystowskiej historii, a także mizoginizm (tytuł nie bierze się znikąd) dręczą Skandynawów, odzwierciedlenie znajdując w kryminałach. To zresztą typowe, że bolączki trawiące dany naród najlepiej zaprezentowane zostają w powieściach i filmach detektywistycznych i tych spod znaku grozy. Wystarczy spojrzeć na amerykańską literaturę i kinematografię lat 30., 40. czy okresu kontestacji.

Oplev stara się natomiast nie przeszarżować odnośnie "wątku miłosnego", łączącego dziennikarza w średnim wieku i młodą hakerkę. Skutecznie sprowadza ich relacje do dziwnej współzależności pomiędzy niedopasowaną parą życiowych samotników, w której nawet seks jest taktowany jedynie jako mechaniczne zaspokojenie potrzeb, zwłaszcza ze strony kobiety.

Lisbeth to zresztą najciekawsza postać w filmie. Nieforemna, umięśniona, z licznymi ćwiekami i tatuażami (Rapace - nowa twarz szwedzkiego kina, nie jest typowym przykładem skandynawskiej urody) wygląda jak punk rockowa przedstawicielka kultury emo. W niczym nie przypomina stereotypowego wizerunku Szwedki o bujnych kształtach. Salander jest także, co niezwykłe dla tego gatunku, twardsza, sprytniejsza i bardziej błyskotliwa niż jej męski odpowiednik grany (nieco zbyt flegmatycznie) przez Nyqvista. To w gruncie rzeczy jej widzowie zawdzięczają najważniejsze tropy w rozwiązaniu zagadki, a także ...nie przystający wymową do całości, mdły i trywialny happy end.

Przenosząc na ekrany "Millennium", Oplev stworzył obraz, który momentami jest czymś więcej, niż tylko dobry kryminał, jednak przez większość czasu jest jedynie czymś starającym się nim być. Wystarczyłoby, żeby szwedzki reżyser stworzył po prostu dobry film detektywistyczny, w którym forma i twórcze zamiary nie dominowałyby nad realizacyjnymi możliwościami i treścią. Wówczas miałby szansę przynajmniej dorównać Larssonowi, którego powieść sprzedała się w ponad 12 mln egzemplarzy.

5,5/10

Dowiedz się więcej na temat: film | nazizm | Niels Arden Oplev | Ikea

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje