"Marlon Brando o sobie": Cena talentu

W pierwszych chwilach filmu "Marlon Brando o sobie", na oczach widzów, kolejne linijki kodu łączą się w cyfrowo zrekonstruowaną twarz zmarłego w 2004 roku aktora. Przypominająca zjawę grafika, poruszająca ustami w rytmie słów płynących z prywatnych nagrań artysty, powracać będzie wielokrotnie podczas najnowszego filmu Stevana Rileya. Nie jest to typowy dokument biograficzny, podobnie jak Brando nie był zwykłym artystą. Film Rileya stanowi fascynująca wiwisekcja umysłu aktora i jego trudnego charakteru.

Marlon Brando w filmie "Ojciec chrzestny" (1972)

Kolejna scena ukazuje telewizyjną relację z tragedii, jaka rozegrała się w posiadłości Brando w maju 1990 roku, kiedy jego syn Christian zastrzelił chłopaka swej siostry Cheyenne. Udzielający komentarza aktor, załamany i zmęczony, nie ukrywa swej porażki w roli ojca.

Reklama

Po tym obrazie film cofa się do czasów jego dzieciństwa i chronologicznie przedstawia jego losy: od trudnych relacji z rodzicami i początków kariery, po pierwsze sukcesy i porażki, aż do lat dziewięćdziesiątych - pełnych osobistych i zawodowych tragedii.

Riley nie poprosił znanych artystów i znajomych Brando o opowiedzenie o nim. Narratorem jest tu niejako sam aktor, który pozostawił po sobie kilkaset godzin taśm, mających zapewne nigdy nie ujrzeć światła dziennego. W zawartych na nich osobistych wypowiedziach, w gorzki sposób komentuje swą karierę. Skonfrontowane są one z archiwalnymi materiałami telewizyjnymi z kilkudziesięciu lat jego działalności artystycznej, w których losy aktora są komentowane przez szereg anonimowych osób, głównie dziennikarzy i krytyków.

Imię zostaje podane tylko w przypadku reżysera Francisa Forda Coppoli, którego zachowanie Brando doprowadziło do załamania nerwowego podczas realizacji "Czasu Apokalipsy" w 1979 roku. W każdym z tych wypadków wydźwięk wypowiedzi zależny jest od momentu w karierze - czasem przepełniony optymizmem, innym razem wieszczący jej koniec. Niemalże za każdym razem nie powiela się ona z opinią samego Brando.

Filmografia odtwórcy roli Ojca Chrzestnego zostaje przez Rileya w pomysłowy sposób ułożona w narrację, komentująca jego życie prywatne. "Tramwaj zwany pożądaniem" okazuje się próbą zmierzenia się z traumami dzieciństwa z brutalnym ojcem alkoholikiem. "Bunt na Bounty" - momentem potrzeby włączenia się w ruch obrony praw obywatelskich. "Hrabina z Hong Kongu" - wyrazem braku wiary we własne siły i artystycznego upadku. "Ostatnie tango w Paryżu" - obnażeniem swych wad i zadumą nad życiem prywatnym. W końcu "Czas Apokalipsy" - rezygnacją i ucieczką.

Krytycznego stosunku Brando do samego siebie nie podziela reżyser. Odpowiedzialny także za montaż, Riley nie łagodzi wypowiedzi gwiazdora wybranymi przez siebie fragmentami filmów i programów telewizyjnych, ale też sztucznie nie potęguje ich dramatyczności. Do Brando i pozostałych przedstawionych osób reżyser podchodzi z szacunkiem i empatią. Nie przytacza także największych kompromitacji aktora: jego nagrodzonego Złotą Maliną występu w "Wyspie doktora Moreau" Johna Frankenhaimera czy niedoszłego epizodu w drugiej odsłonie komediowej serii "Straszny film".

Praca Rileya nad wyborem odpowiednich fragmentów kolejnych materiałów dźwiękowych i wizualnych oraz połączenie ich w spójną całość, budzi jak największy podziw. Powstały w rezultacie obraz, stanowi stojącą na granicy intymności podróż do głowy wielkiego artysty, w której przewodnikiem jest sam Brando. Aktor fascynuje w swej ciągłej walce z własnymi kompleksami, uprzedzeniami i złymi przyzwyczajeniami. Chociaż jej finał jest wszystkim znany, Riley sprawia, że owa podróż jest do końca emocjonująca.

9/10

"Marlon Brando o sobie" (Listen to Me Marlon), reż. Steven Riley, USA 2015, dystrybutor DVD: Filmostrada, premiera DVD: 12 listopada 2015 roku.

Autor: Jakub Izdebski

Dowiedz się więcej na temat: Marlon Brando

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje