"John Wick 3" [recenzja]: Trzeci raz to samo poproszę

Keanu Reeves i Halle Berry w filmie "John Wick 3" /Wiese/FaceToFace/REPORTER /East News

Pierwszy"John Wick" okazał się dobrym zalążkiem dla filmowej serii, dał też karierze Keanu Reevesa drugie życie. Trzecia część historii legendarnego zabójcy oferuje nam to, za co pokochaliśmy dwie poprzednie. Mało nowości, za to sporo znanych z "jedynki" i "dwójki" efektownych pojedynków, groteski i b-klasowej przyjemności. Tylko tyle i aż tyle.

Film rozpoczyna się w momencie zakończenia drugiej części. Za zabójstwo członka Rady w neutralnym miejscu Wick (Reeves) zostaje ekskomunikowany, a za jego głowę wycenia się na 14 milionów dolarów nagrody. W jednej chwili staje się głównym celem dla płatnych morderców z całej planety. Wick ma jednak plan, który pomoże mu ocalić życie. Wystarczy tylko wyruszyć na drugi koniec świata i po drodze zabić kilka setek nasłanych na niego najemników. Drobnostka, szczególnie druga z wymienionych czynności.

Chad Stahelski, kaskader i reżyser dwóch wcześniejszych części Wicka, doskonale wie, dlaczego te filmy odniosły sukces. Stosuje więc identyczną strategię jak pięć i dwa lata temu. I znów wraca z tarczą.

Reklama

Po pierwsze kontynuowany jest rozwój świata płatnych morderców. Na planszę wchodzą kolejne groteskowe postaci, między innymi szefowa wschodnioeuropejskiej mafii (Angelica Huston), która cały wolny czas przeznacza na wycieńczające treningi kolejnych balerin, i nadzorująca sprzątanie po wydarzeniach z drugiej części, pozbawiona jakichkolwiek ludzkich emocji Sędzia (Asia Kate Dillon).

Jest jeszcze Halle Berry jako Sofia, dawna znajoma Wicka i równie utalentowana zabójczyni, która w walce jest wspomagana przez dwa wilczury. John lubi zwierzęta, oboje dogadują się więc bez większych problemów. Żadna z nowych postaci nie kradnie jednak show tytułowemu bohaterowi.

Reeves po raz kolejny sprawdza się w roli Wicka. Jego wygląd się nie zmienił - wciąż jest blady, nieogolony i z przydługimi włosami. Znów nie odzywa się zbyt często - zawsze mówi krótko i tylko, jeśli jest to konieczne. Przede wszystkim działa. I to w jaki sposób.

Stahelski ponownie udowadnia, że Wick może zabić dosłownie wszystkim - bronią palną, wszelkiej maści ostrzami, książką. Mitologia zabójców i świadome przerysowanie to ważne walory serii, ale nie zdziałałby one zbyt wiele bez scen walk. A te są - bez niespodzianek - zrealizowane na najwyższym poziomie. Twórcy ani myślą bawić się w realizm i czasem przekraczają granicę wiarygodności o kilka długości. Wszystko w imię rozrywki.

Żadna z licznych bijatyk nie przypominała poprzedniej. Wick walczy ze swoimi przeciwnikami uciekając konno, jadąc na motorze, kryjąc się w bibliotece i pokonując kolejne poziomy szklanej konstrukcji. Brakuje tutaj irytującego montażu znanego z "Uprowadzonej", w której Liam Neeson potrzebował piętnastu cięć montażowych na jeden skok przez płot. Jest dynamicznie, brutalnie, "po bandzie" i z choreografią dopracowaną w najmniejszych szczegółach.

Wszystkie elementy "trójki" przywodzą na myśl poprzednie części "Johna Wicka" - także jej wady. Chociaż kolejne bijatyki i strzelaniny ogląda się z przyjemnością, to w pewnym momencie stają się one monotonne. Wydaje się, że film mógłby trwać z piętnaście minut krócej - być może skrócony o jedną sieczkę nie zaczynałby nudzić. Narzekam, ale prawda jest taka, że na kolejną część przygód Wicka pójdę w dniu premiery - nawet jeśli znów nie zaoferuje mi ona nic nowego.

7/10

"John Wick 3" ("John Wick: Chapter 3 - Parabellum"), reż. Chad Stahelski, USA 2019, dystrybucja: Monolith Films, premiera kinowa: 17 maja 2019 roku.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: John Wick 3
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy