"Iron Sky": Gdzie się podziali tamci naziści?

To mógł być film roku! Laibach autorem muzyki, świetne zdjęcia, premiera podczas Berlinale. Pomysł formującej się w kosmosie IV Rzeszy sam w sobie jest już zabawny. Jednak zamiast zrealizować historię w formie ukrytej drwiny, twórcy postanowili nakręcić komedię. Szkoda...

Kwiecień 2008: Doniesienia prasowe o filmie, w którym naziści kończą program kolonizacji ciemnej strony księżyca i wyruszają na podbój kosmosu. - To się nie dzieje! Czerwiec 2008: Na planie nie padł jeszcze pierwsza klaps, ale rodzimy dystrybutor już kupuje tytuł w Cannes, zapowiadając wprowadzenie filmu do kin w Polsce - Oh. My God. Maj 2009: Fani projektu już jakiś czas organizują zbiórkę pieniędzy na ratowanie budżetu i na oficjalnym blogu filmu dzielą się z reżyserem swoimi pomysłami na fabułę. Twórcy ogłaszają, że führera A.D. 2018 zagra Udo Kier. - It's beyond me. Help me, mommy!

Reklama

Gdzieś pomiędzy 2009 a 2010 pojawiają się kolejne rewelacje. Laibach autorem muzyki, zdjęcia z planu, smakowite teasery. W 2011 już wiadomo, że premiera filmu odbędzie się podczas festiwalu w Berlinie. - Lepiej być nie może!

Te wydobyte z odmętów pamięci ułamki wrażeń oddają charakter emocji, jakie od początku wiązałem z projektem ''Iron Sky''. Na film o kosmo-nazistach czekałem tyle, ile gimnazjalista czeka na możliwość kupna piwa w knajpie na legalu; czekałem z tak ogromną wiarą, że byłbym w stanie przeoczyć premierę czwartej części przygód bezwzględnej Ilsy (jeśli ta by powstała), nawet, gdyby okrutna Dyanne Thorne ponownie ukręcała bicz na więźniów obozu koncentracyjnego. To miał być film skrojony pod gust miłośnika filmów klasy Z, z miejsca wpisujący się w kanon człowieka wychowanego na kinie nazisploitation, któremu Udo Kier kojarzy nie tylko z występami u Von Triera, a przede wszystkim z ogromnym wkładem w spuściznę eurotrashu. Jaki jest?

''Iron Sky'' srogo rozczarowuje. Timo Vuorensoli (który na co dzień gra w fińskiej kapeli blackmetalowej) i jego scenarzystom brakło wyobraźni, żeby sprawnie rozwinąć szaloną myśl, która legła u podstaw projektu. Pomysł formującej się na srebrnym globie IV Rzeszy jest już sam w sobie zabawny; nie wpadli na to najwięksi luminarze filmowego kampu. Miast zrealizować historię w formie ukrytej drwiny, twórcy postanowili nakręcić komedię sensu stricte. I na polu czysto komediowym Vuorensola i reszta ekipy ponoszą największą porażkę.

Gagi rodem z filmów spółki ZAZ spotykają się tutaj z parodią najniższych lotów. Dowcipny pamflet polityczny zderza z grubo ciosaną satyrą. Niektóre żarty (vide: ''Dyktator'' Chaplina jako 10-minutowy hołd dla Hitlera) świadczą o bardzo dużej kompetencji kulturowej twórców; inne budzą skojarzenia z rynsztokowym humorem.

Z jednej strony fabuła ''Iron Sky'' składa się z ciągu nieprawdopodobnych, kuriozalnych wręcz epizodów, z drugiej - wszystkie ekstrawagancje serwowane przez Vuorensolę tworzą przewidywalną całość; bałagan fabularny nie utrudnia zrozumienia sensu, ale psuje przyjemność, jaką można by czerpać z seansu.

Film Vuorensoli bardzo chciałby się stać kultowym klasykiem, ale wstępem do panteonu filmów, które nigdy się nie zestarzeją, jest zawsze choćby szczypta transgresji, której ''Iron Sky'' nie oferuje za grosz. Rozumie to doskonale Udo Kier, który wyraźnie źle się czuje w swojej roli w tym wyrachowanym projekcie, i tylko czeka, aż ktoś palnie mu w łeb.

5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Iron Sky", reż. Timo Vuorensola; Australia, Finlandia, Kanada, Niemcy 2012, dystrybutor Kino Świat, premiera kinowa: 27 kwietnia 2012.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Dowiedz się więcej na temat: film | \ Film | recenzja | Laibach

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama