"Blair Witch" [recenzja]: Szukając wyjścia

Od premiery przełomowego "Blair Witch Project" w 1999 roku nurt "found footage" - filmów zrealizowanych z użyciem "znalezionych materiałów wideo" - stał się jednym z największych hollywoodzkich trendów. Do dziś konwencja, w której twórcy budują w nas przekonanie, że oglądamy niespreparowane nagrania, wykorzystana została przynajmniej w 127 amerykańskich dziełach. Wchodzący do kin horror "Blair Witch" usilnie próbuje ją odświeżyć i robi to momentami całkiem skutecznie.

"Blair Witch", czyli szybciej, mocniej i więcej

"Blair Witch Project", po debiucie na festiwalu filmowym w Sundance, odniósł jeden z największych sukcesów finansowych w dziejach kina. Zrealizowany za skromne 60 tysięcy dolarów amatorski paradokument o losach zagubionych w tajemniczym lesie Heather, Josha i Mike’a, przyniósł na całym świecie ponad 248 milionów dolarów dochodu. Dzięki prekursorskiej internetowej kampanii promocyjnej miliony ludzi uwierzyło w istnienie Wiedźmy z Blair.

Reklama

Sam film, choć w historii kina grozy zajmuje jedno z naczelnych miejsc, w ciągu minionych siedemnastu lat zdążył się jednak nieco zestarzeć, a z pewnością stracił na oryginalności i innowacyjności w tłumie podobnych tworów. Zapewne stąd pojawił się w głowach decydentów z Fabryki Snów pomysł, by spróbować do legendy wiedźmy powrócić, przypomnieć ją i "przy okazji" nieco zarobić. W sekrecie rozpoczęto przygotowania do "Blair Witch", bezpośredniej kontynuacji rozpoczętej lata temu historii, początkowo promowanej pod niewiele mówiącym tytułem "The Woods".

Głównym bohaterem filmu wyreżyserowanego przez doświadczonego w gatunku Adama Wingarda ("Następny jesteś ty") jest brat znanej z "jedynki" Heather, James, który nie może pogodzić się z tragicznym zaginięciem siostry. Pod wpływem znalezionego w sieci nagrania wyrusza z trójką przyjaciół do owianego złą sławą lasu, by raz jeszcze spróbować odnaleźć dziewczynę. Po drodze dołączają do nich zafascynowani tym miejscem Lane i Talia. Sceptycznie nastawiona grupa młodych ludzi przekona się, że opowieści o przeklętej wiedźmie wcale nie były wyssane z palca... 

Zgodnie z prawidłami współczesnych sequeli, autorom "Blair Witch" przyświecała prosta idea, by "dać widzom wszystko to, co w oryginale, tyle że szybciej, mocniej i więcej". Film stworzony na podstawie scenariusza Simona Barretta, będącego niemal perfekcyjną parafrazą pierwowzoru, łączy w sobie te elementy, które uczyniły "Blair Witch Project" obrazem ikonicznym. Roztrzęsiona kamera, przerażające odgłosy, drewniane kukiełki i kontrolowany chaos ponownie wypełniają ekran. Jak jednak przystało na kontynuację, jest więcej: krzyków, biegania, bohaterów, nadprzyrodzonych zjawisk i tzw. jump scare’ów.

"Blair Witch" jest bowiem próbą dotarcia z mitologią Wiedźmy z Blair do młodego pokolenia, na którym oryginalny "Blair Witch Project" nie robi już wrażenia. I pod tym względem twórcy odnoszą sukces. Dzięki kolosalnie większemu budżetowi (5 milionów dolarów) udaje im się znaleźć kilka interesujących rozwiązań w wymęczonej konwencji found footage. Zamiast tradycyjnej kamery wideo, w ruch idą aparaty cyfrowe, nauszne mikrokamery, drony i GPS-y, a zamiast śnieżącego obrazu i ciemności, mamy kadry w HD i kamery noktowizyjne. Pojawiają się także sceny gore, w które "jedynka" nie obfitowała. 

Świetną atmosferę tworzy natomiast sprawna, interesująca ekspozycja. Choć punkt wyjścia jest, delikatnie mówiąc, naciągany, później twórcy efektywnie wprowadzają bohaterów i robią dobry użytek z aktorów. Na tę bardziej emocjonującą część przyjdzie nam nieco poczekać, ale gdy tylko scenarzysta dociska gaz, intensywność "Blair Witch" i nasze ciśnienie gwałtownie rosną. To sprawia, że przyzwyczajeni do makabry współcześni miłośnicy horrorów powinni dostać przynajmniej kilka okazji, by podskoczyć w fotelu, a napięcie będzie im towarzyszyć aż do samego finału.

Trzeba jednak pamiętać, że dla tych, którzy uwielbiają oryginał, kontynuacja może okazać się rozczarowaniem - film nie odpowiada na pytania, nie wyjaśnia zagadki i właściwie nic nie tłumaczy. Zawiedziemy się też, jeśli oczekujemy kolejnego przełomu, ponieważ "Blair Witch" nie wykracza w żaden sposób poza ramy gatunkowe. Twórcy ostatecznie wpadają w pułapkę, którą sami na siebie zastawiają, chcąc mierzyć się z poprzednikiem, i nie udaje im się znaleźć w pełni satysfakcjonującego wyjścia z ogranego, pełnego schematów nurtu. Wynik - nowej horrorowej rewolucji nie będzie, jest jedynie przyzwoity "straszak".  

6/10

"Blair Witch" [The Woods], reż. Adam Wingard, USA 2016, dystrybutor: Monolith films, premiera kinowa: 16 września 2016

Dowiedz się więcej na temat: Blair Witch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje