"Bang Gang" [recenzja]: Współczesna bajka

"Bang Gang" - film opowiadający o eksperymentach seksualnych 16-letnich Francuzów, mogą oglądać widzowie od 18 lat. Szkoda, bo właśnie młodsi mogliby się z tego mądrego, ale wcale nie moralizatorskiego obrazu, wiele nauczyć.

Kadr z filmu "Bang Gang"

Zwiastun tego filmu jest bardzo jednoznaczny. Każe nam się przygotować na seksualną orgię, a tymczasem "Bang Gang" tak naprawdę jest współczesną historią o miłości. Zresztą taki ma też podtytuł. Wcale nie chodzi tutaj o seks, chociaż on rzeczywiście występuje w jednej z głównych ról, a o szukanie miłości. W milionie błędów odnaleźć prawidłowość, która zadziała. Bohaterowie filmu to zwyczajni nastolatkowie. Mieszkają na francuskich przedmieściach. Nie mają większych problemów. Chcą się bawić. Eksperymentować. Właśnie odkrywają swoje ciała, emocje, badają granice. Dziewczyny po raz pierwszy się zakochują. W chłopakach buzują hormony. Jedni uczestniczą w spotkaniach grup rodem z "Podziemnego kręgu", inni bawią się na imprezach typu "Bang Gang" (określenie na rodzaj seksu grupowego).

Reklama

I to jest ich czas. Młodość ma swoje prawa - zdaje się mówić reżyserka i tylko się temu przygląda. Poetyckie oko kamery pozwala nam zachwycać się kolejnymi kadrami młodego, spragnionego doświadczeń ciała. Alkohol i narkotyki pomagają, a z nimi już bardzo łatwo wejść po schodach na górę, zamknąć drzwi do sypialni, rozchylić uda, nawet kilkakrotnie...

Kilkakrotnie w głowie widza rodzą się też pytania: dlaczego, po co? Reżyserka dość stanowczo na nie odpowiada: Tak po prostu musi być! Nie pamiętasz, jak sam byłeś młody?! Każdy z nas musiał przejść taką inicjację. Takie próby, błędy i ich konsekwencje są niełatwymi, ale koniecznymi etapami na drodze ku dojrzałości. Reżyserka nie ocenia swoich bohaterów. Ona im ufa - świadczy o tym zresztą zakończenie.

Głupie wybryki młodości powinny mieć swoje konsekwencje. Widz domaga się dotkliwej kary, ale jej nie otrzyma. Jak mówi jedna z bohaterek filmu: jeden zastrzyk penicyliny i nie ma syfilisu, jedna pigułka i nie ma ciąży. Na wszystko jest dzisiaj proste rozwiązanie?! Chcemy czy nie w świecie "Bang Gang" tak to wygląda.

Młodzi Francuzi pozornie mają wszystko. Kolejne sceny obnażają nam jednak prawdę. Brak im uwagi, obecności, bliskości. Pozostawieni samym sobie przez zajętych rodziców na własną rękę próbują nowych, nieznanych rzeczy - w tym seksu. Znudzeni nadmiarem wszystkiego, m.in. dóbr materialnych, błądzą otoczeni skrajnymi emocjami i różnymi możliwościami. Nie umieją wybrać, ale też nie czują potrzeby wyboru - próbują wszystkiego. Seks solo, seks w trójkącie, miłość homoseksualna, seks pod wpływem narkotyków - każda opcja wchodzi w grę i każda tak samo kusi.

Eva Hansson swoim debiutem fabularnym "Bang Gang" dokłada swój filmowy głos na temat kondycji współczesnych młodych ludzi. Porusza temat seksu bez zabezpieczenia, niechcianej ciąży, chorób przenoszonych drogą płciową, uzależnienia od telefonów komórkowych i portali społecznościowych. Jest to trafna, wiarygodna, a przy tym bardzo mądra obserwacja, z której wiele młodych osób może wynieść cenną lekcję. Hansson nie poucza, raczej stara się zrozumieć i próbuje zwrócić naszą uwagę na nowe zjawiska, które dzisiaj są normą dla nastolatków.

Anna Pietras

8/10

"Bang Gang", reż. Eva Hansson, Francja 2015, dystrybutor: Rebel Rebel, premiera kinowa: 11 marca 2015 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Bang Gang

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje