"Nowy świat" [recenzja]: Polskie kino już nie tylko o Polakach

Kadr z filmu "Nowy świat" (nowela Azzam), fot. Paweł Wyszomirski /materiały dystrybutora

No więc stało się: w końcu mamy pierwszy polski film o imigrantach. Szkoda tylko, że na pierwszy dobry film o nich przyjdzie nam jeszcze poczekać.

"Nowy Świat" składa się z trzech nowel, nierównych, połączonych wspólnym mianownikiem, jakim jest doświadczenie bycia imigrantem w Polsce. Bohaterami, od których imion wzięły swe tytuły kolejne epizody, są Żanna - żona białoruskiego dysydenta, Azzam - Afgańczyk, który za współpracę z polskim kontyngentem w czasie inwazji został wyklęty w ojczyźnie, i Wiera - która niegdyś na Białorusi funkcjonowała jako Oleg, ojciec i mąż. Los rzucił ich do Warszawy, w której - delikatnie rzecz ujmując - nie mają lekko.

Nie chodzi o to, że Polacy ksenofobami są z natury. Napięcia na linii my-oni, jeśli już w ogóle się tu pojawiają, to jedynie w tle. Za bohaterami ciągnie się bardziej ich przeszłość, nieuporządkowana, trudna. I to ona jest tu najważniejsza, ona ich w końcu dopada. Ale nie znaczy to, że historie tych ludzi są przez młodych reżyserów odpowiednio zgłębione, ani że udało im się przedstawić ich wiarygodne portrety. Najczęściej (zwłaszcza w przypadku "Azzama") to ludzie z gazety - papierowi, z sensacyjną biografią.

Reklama

Szkoda, bo twórcom udaje się dotknąć kilku niepokojących refleksji. Najciekawszy punkt wyjścia ma "Żanna" Elżbiety Benkowskiej, której bohaterka stoi przed dylematem. Podczas gdy jej mąż siedzi w więzieniu, w niej zaczyna tlić się uczucie do pomagającego jej w Polsce pracownika fundacji. Czy jako żona opozycjonisty powinna wystrzegać się porywów serca, czy może odwrotnie - nie powinna pozwolić, by świat wielkiej polityki decydował o jej prywatnym życiu?

Trudne pytania zadaje sobie także Wiera, transseksualna kobieta, zaklęta w ciele mężczyzny. Właśnie zmarła matka ich wspólnego dziecka. Czy w związku z tym Wiera powinna kontynuować, wieńczącą się operacją terapię zmiany płci, czy też wbrew sobie, ale dla dobra dziecka funkcjonować jako Oleg? Przed tym wyborem postawił ją reżyser Łukasz Ostalski, który w tytułowej roli obsadził Karinę Minaevę, transseksualną ukraińską supermodelkę. No i jest jeszcze Azzam, bohater noweli Michała Wawrzeckiego, który musi mierzyć się z traumą wojny i niebezpiecznym, homoerotycznym pociągiem do kolegi z wojska.

Za dużo tego wszystkiego jak na naszą biedną Polskę. Dobrze, że młodym twórcom nie brakuje empatii i chcą opowiadać skomplikowane koleje losów, ale póki co bardziej przydałby nam się łagodniejszy i prostszy film o walce o tożsamość, dzięki któremu moglibyśmy przekonać się, co to znaczy być Białorusinką, Afgańczykiem czy Ukrainką w Polsce. Cieszy, że debiutanci mierzą wysoko, ale w półgodzinnej formie udało im się jedynie zarysować problem, o dotarciu do jądra nie ma mowy. Nie udało się też obnażyć społecznych mechanizmów, które nie pozwalają bohaterom zrealizować się. Niewiedza i strach, na które wskazują reżyserzy, to zbyt oczywista diagnoza.

Mimo wszystko, "Nowego Świata" nie ma co się wstydzić. Bo choć twórcy mają nad czym pracować, to przynajmniej trzeźwo patrzą na nadwiślańską rzeczywistość. Nie udają, że jesteśmy krajem monoetnicznym, czym mają szansę sprowokować w polskim kinie ferment. Film pokazywany był w konkursie głównym w Gdyni, widziała go sporo osób z branży. Jeśli żadna z nich nie zechce się do niego odnieść, znaczyć to będzie tyle, że ślepi są nasi twórcy nie tylko na Polskę, ale i na rodzime kino.

5/10

"Nowy świat", reż. Łukasz Ostalski, Elżbieta Benkowska i Michał Wawrzecki, Polska 2015, dystrybutor: Akson Dystrybucja, premiera kinowa: 12 sierpnia 2016 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Nowy świat 2016
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy