Sanatorium miłości
Reklama

Barbara Goraj o "Sanatorium miłości 2": Życie mnie zahartowało

– Chciałabym się zakochać miłością mądrą. Taką do końca życia – mówi Barbara Goraj, jedna z uczestniczek drugiego sezonu "Sanatorium miłości".

– Chciałabym się zakochać miłością mądrą. Taką do końca życia – mówi Barbara Goraj, jedna z uczestniczek drugiego sezonu "Sanatorium miłości".
Barbara Goraj w "Sanatorium miłości 2" /materiały prasowe

- Doświadczenie nauczyło mnie, by liczyć przede wszystkim na siebie - przyznaje pani Barbara.

Pierwsze odcinki "Sanatorium miłości" pokazują panią jako obserwatorkę. Łatwo było zawrzeć nowe znajomości?

- Nie, ciężko jest mi się otworzyć, opowiadać o swoich przeżyciach i emocjach, chociaż w porównaniu z pozostałymi bohaterami programu, moje życie było dosyć proste. Mieszkam z synem w domu, w którym urodził się i wychował mój ojciec. Zna mnie cała okolica. Pracowałam 38 lat w jednym zakładzie! Taki mały, zamknięty świat.

Mówi się o pani: silna kobieta, z charakterem. Co panią tak zahartowało?

Reklama

- Mam to w genach. W mojej rodzinie albo nie ma mężczyzn, a jeśli są, to mało zaradni. Babcia ze strony mamy sama wychowała dzieci, babcia ze strony ojca podobnie. Moja mama w sumie też.

Udało się pani w domu, w którym od pokoleń kobiety są głową i szyją rodziny, spotkać mężczyznę życia?

- Krótko byłam mężatką - dwa lata. Trafiłam na drania! Niby z normalnej rodziny, kochającej, ale okazał się niedobrym człowiekiem. Zostałam sama z synem.

A czym jest dla pani miłość?

- To wzajemny szacunek, dbanie o siebie, bycie wyrozumiałym i dobrym. W naszym wieku to ważne, by ktoś zawiózł do lekarza, podał silne ramię oraz tę przysłowiową szklankę wody. Wciąż jestem samodzielna i niezależna, ale jak się zakochać, to teraz. W pełni sił i zdrowia! Miłością mądrą i dojrzałą, taką na resztę życia.

Szybkie randkowanie, góralskie tańce, metamorfozy, fitness i wiele ekstremalnych przygód - to wszystko wpisuje się w definicję seniora XXI wieku, w pani jesień życia?

- Sama się zdziwiłam, że trafiłam do programu. Raz zrobiłam sobie selfie. Było całkiem udane. Wtedy zobaczyłam w telewizji ogłoszenie o castingu do "Sanatorium miłości". Wysłałam zgłoszenie. Nikomu nic nie powiedziałam. Potem trzeba było to udźwignąć. (śmiech)

I jak będzie pani wspominać swój udział w programie?

- Bardzo dobrze. Czuję się dowartościowana. Wiele rzeczy zrobiłam po raz pierwszy!

Co, jeśli ktoś pojawi się w pani życiu?

- No to niech w końcu  się pojawi! Czekam na niego!

Rozmawiała Beata Banasiewicz


Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Sanatorium miłości
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy