Oscary 2010

Oscary 2010: Dawid czy Goliat?

Przed nami najważniejsze filmowe wydarzenie roku. Czy ceremonia wręczenia Oscarów będzie triumfem widowiskowego, wykorzystującego najnowocześniejsze technologie kina - przykładem "Avatar", czy skromniejszych, ale za to bogatszych treściowo produkcji, jak "The Hurt Locker. W pułapce wojny" czy "Bękarty wojny"?

Zapraszamy na nasze strony w nocy z niedzieli na poniedziałek (7/8 marca) - INTERIA.PL przeprowadzi relację na żywo z wręczenia Oscarów!

Reklama

Tym razem, po raz pierwszy od 1943 roku, o tytuł najlepszego filmu będzie ubiegać się aż 10 tytułów. Obok produkcji "Avatar" i "The Hurt Locker. W pułapce wojny", które otrzymały aż po 9 nominacji, są to: "The Blind Side" Johna Lee Hancocka, "Dystrykt 9" Neilla Blomkampa, "Była sobie dziewczyna" Lone Scherfig, "Bękarty wojny" Quentina Tarantino, "Precious" Lee Danielsa, "Serious Man" braci Cohen, animowany "Odlot" Pete'a Doctera i "W chmurach" Jasona Reitmana.

W liczbie nominacji "Avatarowi" i "Hurt Lockerowi" niewiele ustępuje najnowszy film Quentina Tarantino "Bękarty wojny", który ma aż 8 szans na Oscara, w tym za najlepszą reżyserię i najlepszy scenariusz oryginalny (Tarantino triumfował już w tej kategorii za "Pulp Fiction"). Odnotować warto również przypadek obrazu "Odlot", który jest jedyną animacją, oprócz "Pięknej i bestii" z 1991 roku, która otrzymała nominację w kategorii "najlepszy film". Obraz Pete'a Doctera ma również szansę na Oscara w kategoriach: "najlepsza animacja", "najlepszy scenariusz oryginalny", "najlepsza muzyka" oraz "montaż dźwięku".

Przyjrzyjmy się produkcjom, które mają szanse na nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej w najważniejszej oscarowej kategorii - "najlepszy film".

W tym roku jesteśmy świadkami zmagań filmowego Dawida z Goliatem. Mowa oczywiście o filmach

"The Hurt Locker. W pułapce wojny" i "Avatar". Smaku całej rywalizacji pomiędzy tymi produkcjami dodaje fakt, że ich twórcy - Kathryn Bigelow i James Cameron byli niegdyś małżeństwem, a teraz rywalizują o najważniejszą filmową nagrodę na świecie.

Jest kilka elementów, które przemawiają na rzecz filmu "The Hurt Locker. W pułapce wojny", m.in. to, że Kathryn Bigelow została pierwszą kobietą w historii wyróżnioną nagrodą Stowarzyszenia Reżyserów Amerykańskich (Directors Guild of America). Stawia to reżyserkę w uprzywilejowanej pozycji przed Oscarami. Od 1948 roku tylko sześciu laureatów nagród Stowarzyszenia Reżyserów Amerykańskich nie powtórzyło sukcesu podczas oscarowej gali.

"The Hurt Locker" to portret żołnierzy na wojnie w Iraku, dobrowolnie zgłaszających się do najbardziej niebezpiecznej służby, jaką jest rozbrajanie ładunków wybuchowych. Film rzuca światło na konsekwencje długotrwałego życia w atmosferze zagrożenia i ryzyka. Dla niektórych buzująca we krwi adrenalina i nieustanne patrzenie śmierci w oczy, stają się narkotykiem, bez którego po powrocie z wojny trudno jest żyć.

Zobacz zwiastun filmu "The Hurt Locker. W pułapce wojny"

Z kolei za "Avatarem" przemawia fakt, że jest wyjątkową w historii kina produkcją. Krytycy piszą nawet, że film Jamesa Camerona zrewolucjonizował kinematografię. Dzieło nakręcono bowiem przy użyciu specjalnych kamer, których soczewki naśladują świat widziany przez ludzkie oko. Aby dodatkowo stworzyć obraz, który zniesie granicę między filmem, a rzeczywistością do jednego tylko ujęcia używano podczas realizacji utworu ponad stu kamer!

"Avatar" stworzony jest w całości w 3D, dzięki czemu widzowie oglądając film mają wrażenie przebywania wewnątrz filmowego świata. Te niezwykłe efekty powodują, że obraz jest w pełni realistyczny.

Ciekawostkę stanowi fakt, że twórcy wymyślili, na wzór innych dzieł science-fiction (np. język elfów we "Władcy Pierścieni"), język, którym przemawiają bohaterowie filmu. Na'Vi to bowiem zarówno nazwa mieszkańców Pandory, jak i fantastyczny dialekt, który jest owocem kilkuletniej pracy wybitnego lingwisty Paula Frommera.

Czy jednak technika wygra z treścią? Trudno bowiem ukryć, że pod względem scenariusza "Avatar" przypomina opowieść dla współczesnych 14-latków.

"Amerykanie uwielbiają slogan from zero to hero, dlatego osoby, którym mimo niesprzyjających okoliczności, udało się osiągnąć sukces, są za Oceanem podwójnie cenione. Można by wymienić setki aktorów, sportowców czy muzyków, którzy startując z pustymi kieszeniami, zawędrowali na sam szczyt drabinki społecznej i teraz są idolami młodych mieszkańców Los Angeles, Nowego Jorku, Chicago czy Waszyngtonu. Jedną z takich osób jest Michael Oher, którego losy zobrazował w swoim filmie The Blind Side John Lee Hancock" - pisze Krystian Zając w recenzji filmu.

Film opowiada o biednym czarnoskórym nastolatku, którym zaopiekowała się bogata, "biała" rodzina. Leigh Anne (Sandra Bullock) i Sean (Tim McGraw), mimo że mieli już dwójkę własnych dzieci, przygarnęli Ohera i otoczyli go opieką. Chłopak wkrótce stał się jednym z najlepszych zawodników futbolu amerykańskiego.

Poruszająca historia okazała się przepisem na sukces - film w samych Stanach zarobił w kinach ponad 250 mln dolarów. Czy to jednak wystarczy, aby otrzymać Oscara? Wątpię, niemniej duże szanse na statuetkę ma Sandra Bullock, nominowana w kategorii "najlepsza pierwszoplanowa rola kobieca".

Zobacz zwiastun filmu "The Blind Side"

Obecność filmu "Dystrykt 9", którego reżyserem jest debiutujący w fabule Nowozelandczyk Neill Blomkamp, na liście nominowanych może nieco zaskakiwać. Film - co nie jest bez znaczenia - powstał pod czujnym okiem Petera Jacksona, twórcy "Władcy Pierścieni" i po swojej amerykańskiej premierze wzbudził ogromne emocje.

"Dystrykt 9" opowiada o przedstawicielach pozaziemskiej cywilizacji, którzy przybyli 28 lat temu na Ziemię. Bez precyzyjnego planu jak zorganizować życie uchodźców, ludzie odizolowali ich w Dystrykcie 9 - zamkniętej dzielnicy Johannesburga.

"Film jest rozwinięciem krótkometrażowej produkcji Blomkampa Alive In Joburg, w której reżyser w konwencji paradokumentalnej przedstawił po raz pierwszy historię wysiedleń obcych istot w RPA. Metafora jest chyba aż nazbyt czytelna. Zresztą Alive In Joburg oparty jest na autentycznych wydarzeniach z 1966 roku, gdy w mieście Cape Town, w imię świetnie mającego się apartheidu, wysiedlano czarnoskórych mieszkańców z dzielnicy szóstej, którą ogłoszono obszarem tylko dla białych" - pisze w swej recenzji Bartosz Stoczkowski.

Szansy na Oscara film raczej nie ma, ale to, że otrzymał nominację w jakże prestiżowej kategorii, już można uznać za sukces. Tym bardziej, że członkowie Akademii niezbyt często w ten sposób honorują debiutantów.

"Była sobie dziewczyna" to niebanalna, zaskakująca opowieść o dojrzewaniu. Jej reżyserką jest Lone Scherfig, autorka takich filmów, jak "Wilbur chce się zabić" i "Włoski dla początkujących". Główna bohaterka Jenny (Carey Mulligan) jest młodą i inteligentną nastolatką. Jej rodzicom (Alfred Molina i Cara Seymour) bardzo zależy, żeby studiowała na Oxfordzie. I wszystko idzie zgodnie z ich planem, dopóki dziewczyna nie wdaje się w romans ze sporo od niej starszym Dannym (Peter Sarsgaard). Doświadczony mężczyzna imponuje jej wiedzą, obyciem towarzyskim i znajomościami. Dla młodej dziewczyny znajomość z nim staje się fascynującą przygodą.

Umieszczenie skromnej produkcji na liście 10 filmów, walczących do Oscara, było dla mnie sporym zaskoczeniem. Chapeau bas przed członkami Akademii - film to z pewnością nie wybitny, ale przywodzi na myśl najlepsze produkcje sprzed lat, w których główne role grała niezapomniana Audrey Hepburn.

Film "Bękarty wojny" opowiada o zniesławionych żydowsko-amerykańskich żołnierzach II wojny światowej, którzy oskarżeni i skazani na śmierć, dostają szansę na ułaskawienie pod warunkiem, że podejmą się śmiertelnie niebezpiecznej misji przeciwko hitlerowcom.

Film Quentina Tarantino jest jakością samą w sobie. Według krytyków, to najlepszy obraz amerykańskiego reżysera od czasów kultowego "Pulp Fiction". Tarantino po raz kolejny udowodnił, jak dobrze zna kino i jak umie się nim bawić. Czy jednak otrzyma Oscara? Chyba Amerykańska Akademia Filmowa nie jest jeszcze gotowa na wręczenie statuetki twórcy, który dopisuje nowe zakończenie II wojny światowej i kpi sobie z historii. Za to, jak to się znakomicie ogląda!

"Odlot" jest jedyną animacją w historii, oprócz "Pięknej i bestii" z 1991 roku, która otrzymała nominację w kategorii "najlepszy film". To film, który potwierdza, że kino wciąż potrafi pięknie opowiadać o sensie przyjaźni i poświęcenia. Na odwagę zasługują twórcy, którzy uczynili głównym bohaterem animacji (czyli filmu skierowanego wciąż głównie dla dzieci) osiemdziesięcioletniego emeryta (i to bynajmniej nie miłego staruszka, ale zgryźliwego starucha).

Animacja zdobyła już główną nagrodę podczas 37. rozdania nagród Annie Awards. Jego twórca, Pete Docter, odebrał także statuetkę dla najlepszego reżysera. Nominację do Oscara w kategorii "najlepszy film" odbieram jako zwrócenie uwagi członków Akademii na fakt, że filmy animowane realizowane są na coraz wyższym poziomie i niosą ze sobą ważny dla widzów przekaz. W kategorii "najlepszy film animowany" film nie ma sobie równych i tu złotą statuetkę ma zapewnioną. "Najlepszym filmem roku" raczej nie zostanie.

"Z pewnością inaczej ocenia się produkcje, gdy już zna się wyniki Złotych Globów i nominacje do Oscara. Prawdopodobnie intensywniej patrzy się na film (może bardziej krytycznie?), który potencjalnie może zostać uznany za najlepszy film poprzedniego roku. W chmurach Jasona Reitmana ma szansę na sześć statuetek. Czy rzeczywiście zasługuje na którąś z nich?" - pyta w swej recenzji Martyna Olszowska.

Temat filmu jest bardzo aktualny i "bolesny" - bohaterem jest bowiem doradca (w tej roli George Clooney) od zmian w karierze zawodowej (czyt. od masowych zwolnień), który podróżuje po całym kraju i przeprowadza "czystki" w firmach. Paradoksalnie to właśnie osłabia wartość filmu. Jeśli po obejrzeniu jakiejś historii nie chce się już do niej wracać, to taka produkcja na Oscara nie zasługuje.

Film "Precious" w reżyserii Lee Danielsa przedstawia historię nastolatki z Harlemu - otyłej, gwałconej przez swego ojca, z którym dwukrotnie zachodzi w ciążę.

"The Sunday Times" napisał o Gabourey Sidibe, 26-letniej odtwórczyni głównej roli: "Zapamiętajcie to nazwisko, bo niebawem będzie o nim głośno. Występ zupełnie nieznanej aktorki w roli otyłej nastolatki dał jej nominację do Złotego Globu. A być może to dopiero początek".

Jednak zarówno młoda aktorka, nominowana do Oscara za najlepszą główną rolę, jak i sam film, choć momentami bardzo poruszający, na złote statuetki szanse mają niewielkie.

Zobacz zwiastun filmu "Precious"

Najnowszy film braci Coen "Poważny człowiek" ("Serious Man") jest osobliwą produkcją. Ten, kto widział film wie, że nie jest to prosta opowieść o spokojnym wykładowcy fizyki z Minneapolis, który wiedzie przeciętny, szary żywot męża, ojca dwójki dzieci i nauczyciela.

Choć bracia Coen są ulubieńcami Akademii (Joel i Ethan byli czterokrotnie nominowani do Oscara, otrzymali po dwie statuetki - za filmy "Fargo" i "To nie jest kraj dla starych ludzi"), przyznanie im tym razem nagrody Akademii byłoby sporym zaskoczeniem.

Zobacz zwiastun filmu "Poważny człowiek"

Zobacz pełną listę nominacji do Oscara!

Zobacz nasz raport specjalny Oscary 2010!

Dowiedz się więcej na temat: Oscary | Side | wojny | dziewczyna | opowieść | obraz | tarantino | ceremonia wręczenia Oscarów | dawid | film
Najlepsze tematy