42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

"Czuwaj" [recenzja]: Gdzie są dorośli?

W książce "Władca much" Williama Goldinga grupa nastoletnich chłopców znajduje się na bezludnej wyspie wskutek katastrofy samolotu. Chociaż bohaterowie początkowo starają się stworzyć jakieś struktury społeczne, do głosu szybko dochodzą ich najgorsze instynkty, a brak obecności dorosłych pcha ich w objęcia tyranii. Wydaje się, że twórcy "Czuwaj" wzięli koncept książki Goldinga i próbowali stworzyć coś podobnego, przenosząc akcję do współczesnej Polski, a bohaterów ocalałych z katastrofy zmieniając na harcerzy.

Od dziur logicznych w fabule "Czuwaj" boli głowa

Tematem przewodnim obozu jest Powstanie Warszawskie. W jednej ze scen „Czuwaj” ksiądz, który przyjechał odprawić mszę, zwraca uwagę na symboliczne groby poległych w 1944 roku. „Oni poświęcili się” - mówi jeden z harcerzy. „Chyba zostali poświęceni” - odpowiada cierpko ksiądz. Harcerz nie rozumie. Jak można mieć o takim wydarzeniu inne zdanie? Według młodych chłopców świat jest czarno-biały, można być dobrym lub złym. Niestety, reżyser Robert Gliński zamiast na lekcji o "różnych odcieniach szarości" skupił się na intrydze kryminalnej. Nie wyszło najlepiej.

Reklama

Rozpoczyna się letni obóz harcerski. Chłopcom przewodzi Jacek (Mateusz Więcławek) - młodzieniec o silnym poczuciu sprawiedliwości, starający się grać wedle zasad i być fair wobec swoich podopiecznych. Na obozie pojawia się także pięciu wychowanków ośrodka dla trudnej młodzieży. Kwestionują oni wcześniej ustalone zasady oraz jakiekolwiek zwierzchnictwo. Współpraca z nimi od początku jest trudna. Gdy w niejasnych okolicznościach ginie jeden z harcerzy, Jacek - mimo braku jednoznacznych dowodów - wierzy w winę najbardziej krnąbrnego z nowo przybyłych. Postanawia ją udowodnić za wszelką cenę.

A ta od początku - czyli śmierci harcerza, która z niezrozumiałych przyczyn nie kończy się przerwaniem obozu i odesłaniem pozostałych dzieciaków do ich rodziców - średnio trzyma się kupy. Wpierw pojawia się przerysowany w swej demoniczności Andrzej Mastalerz w roli kłusownika, później wchodzi kuriozalne śledztwo Jacka. Z tyłu głowy wciąż pozostaje pytanie „Co te dzieciaki tam jeszcze robią”, potęgowane przez decyzję opiekuna harcerzy (Leszek Lichota), by lepiej nie zawiadamiać chłopców o tragedii oraz wyjętego z innej bajki Zbigniewa Zamachowskiego jako niechlujnego inspektora. Nie pomaga także ograniczenie jedynej postaci kobiecej, pielęgniarki Ewy (Magdalena Wieczorek), do roli obiektu seksualnego w oczach dorastających chłopców.

Od dziur logicznych w fabule "Czuwaj" boli głowa. Grany przez Lichotę opiekun znika na całe dnie, pozostawiając obóz pod nadzorem nastolatków. Ewentualnie pojawia się na chwilę, by przypomnieć Jackowi, że wszystko jest na głowie chłopaka. Pozostali dorośli zdają się średnio przejmować śmiercią harcerza. Kolejne próby znalezienia winnych zabójstwa przez Jacka nie ciekawią i nie trzymają w napięciu, wywołują jedynie śmiech niedowierzania, a jego przemiana ze sprawiedliwego do bólu w tyrana jest niewiarygodna. Podobnie jak nagłe zwroty akcji (drugie pojawienie się Mastalerza), o których scenę później żadna z postaci i tak zdaje się nie pamiętać.

Wszystko to smuci tym bardziej, że pierwsze minuty filmu są naprawdę dobre i zapowiadają ciekawe kino społeczne o rywalizacji między grupami pochodzącymi z dwóch światów oraz weryfikacji swych poglądów. Szkoda, że twórcy poczuli potrzebę pokierowania „Czuwaj” w stronę sensacji, w rezultacie tworząc absurdalną ciekawostkę.

2/10

"Czuwaj", reż. Robert Gliński, Polska 2017, dystrybutor: Monolith Films.

Dowiedz się więcej na temat: Czuwaj (film)
Najlepsze tematy