Punktem wyjścia dla "Konia turyńskiego" jest słynna anegdotka o Fryderyku Nietzschem, który miał pewnego dnia stanąć na turyńskiej ulicy w obronie chłostanego przez woźnicę konia. Moment ten stanowi według biografów niemieckiego filozofa punkt zwrotny w karierze autora "Poza dobrem i złem". Miesiąc po tym incydencie lekarze diagnozują u Nietzschego poważną chorobę psychiczną; pozostałe 11 lat życia filozof spędza przykuty do łóżka, kończąc tym samym pisarską karierę.
Béla Tarr rozpoczyna swój najnowszy i - jeśli wierzyć deklaracjom twórcy - ostatni film przytoczeniem wspomnianej historyjki, po czym próbuje odtworzyć dalsze losy woźnicy i jego konia. Długa, mroczna opowieść o upadku współczesnego świata układa się w osobliwą apokalipsę według Béli Tarra. Węgierski twórca wykorzystuje w swym filmie odwrócony schemat stworzenia świata dzieląc filmową opowieść na sześć dni, które sukcesywnie prowadzą do powolnej atrofii wszelkich wartości. "Świat legł w gruzach" - mówi do głównego bohatera Ohlsdorfera przybywający do niego po butelkę palinki znajomy. Film Tarra jest zaś wizualną prezentacją tej konstatacji.
Kolejnym dniom życia mieszkających na pustkowiu Ohlsdorfera i jego córki towarzyszymy pozbawieni przez Tarra jakichkolwiek kinematograficznych atrakcji. Tak jakby reżyser chcąc, abyśmy doświadczyli nudy przemijania i nieznośnej powtarzalności codziennego życia, celowo zrezygnował z opowiadania jakiejkolwiek historii, koncentrując się tylko i wyłącznie na rejestracji upływającego czasu. Paradoks jego kina polega jednak na tym, że jest to niezwykle skomplikowana robota filmowa (warto odnotować, że montażystka wszystkich filmów Tarra, Ágnes Hranitzky, jest podpisana również jako ich współreżyserka i to nie tylko z tego powodu, że jest też przy okazji towarzyszką życia reżysera). Pod pozorną zgrzebnością tego filmu ukrywa się niezwykle cenny kinematograficzny materiał.
Oczekiwanie na koniec świata w "Koniu turyńskim" jest przeżyciem metafizycznym, nie ma nic z hucznej katastrofy "Melancholii" Larsa von Triera, która dla filmu Béli Tarra stanowi rodzaj ekstrawertycznego rewersu. Kino Tarra jest bowiem biegunowym przeciwieństwem twórczości duńskiego prowokatora, tak jak wyciszona osobowość węgierskiego reżysera stoi w kontraście do wybujałego ego twórcy "Antychrysta". Opowieść o końcu świata jest bowiem u Tarra doświadczeniem śmierci, powolnym umieraniem, filozoficznym wyznaniem wiary (lub, bardziej akuratnie, niewiary), w żadnym wypadku zaś - filmowym trikiem. Umieć opowiadać o końcu, to także pogodzić się z nieuchronnym finałem (Tarr upiera się, że wszystko co chciał powiedzieć przy użyciu kina, już powiedział; nie ma więc sensu, aby kręcił kolejne filmy).
Zwiastunem nadchodzącej apokalipsy jest w "Koniu turyńskim" siejący spustoszenie wicher - znak firmowy kina Béli Tarra. Dwuipółgodzinna zawierucha przywodzi na myśl klasyczny film "Wicher" Victora Sjöströma z 1928 roku. "Koń turyński" w swym czarno-białym ascetyzmie ewokuje bowiem czasy kina niemego. Ale w kinie Tarra jest jeszcze jeden niezwykle ważny punkt odniesienia. "Turyński koń" ma w sobie coś z utworu muzycznego. Należy wysłuchać go w całości. Nie próbując na siłę zrozumieć kolejnych kinematograficznych dźwięków, warto poddać się im nawet kosztem przymknięcia oczu. I tak film Tarra zmierza do nieuniknionej ciszy. I ciemności.
9/10
"Koń turyński" - fragment filmu
---------------------------------------------------------------------------------------
"Koń turyński", reż. Béla Tarr, Węgry, Francja, Niemcy, Szwajcaria, USA 2011, dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, premiera kinowa: 30 marca 2012
---------------------------------------------------------------------------------------
Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!
Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!






Proste pragnienia
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
~Czysty Harry
obraz dla wąskiego grona odbiorców i dobrze. Ja siedziałem przez cały czas jak zahipnotyzowany, ...
~takaprawda
~biała wstężka
te same istoty?
~polonista
chodzi,matka się obsikała,jesteś prymitywem?
~Docent Furman
była turyńska klacz.
~Leon
działu,tu ambitny film a wyżej jakaś rozczochrana małpa...
~kiki
~luk
~fernando
głębie przekazu w tym filmie,jestem pod wrażeniem......
~Matylcia
okolicach świąt z koleżanką bo mój mąż nie za bardzo na taki film.
~lol
~nev
odbiorcow: mroczny i zgrzebny, ja uwielbiam takie kino, i ta muzyka...
~fan tego gatunku
pisze że nuda niech idzie na kac wawa do multipleksu.
~Bella
dobre filmy,pan Hoffman też bo to co ostatnio serwują nie nadaję się nawet jako tło pod imprezkę...
~gregoriarz
~ff
~wow
~Fredek
~nick
~zakochana od pie...
bosko!!!ciekawe czy ten film jest już dostępny?
~Ja
Tarra i ta muzyka,już mnie wciągnął ten minutowy obraz aż się nie mogę doczekać całości.Great!!!
dodaj komentarz »wszystkie wątki »