
W trakcie swej długiej kariery artysta związany był z Teatrem Narodowym trzykrotnie. W 2008 roku powrócił na scenę Teatru Narodowego rolą Hrabiego Szabelskiego w "Iwanowie", a od 1 stycznia 2010 ponownie wszedł do zespołu Teatru Narodowego.
Wernisaż fotografii to pierwsze z jubileuszowych wydarzeń "ku czci" Andrzeja Łapickiego, jakie będą miały miejsce w tym roku. Do foyer przy Sali Bogusławskiego, gdzie zaprezentowano wystawę, przybyło z życzeniami wielu znajomych i przyjaciół artysty, m.in.: Barbara Krafftówna, Janusz Gajos, Olgierd Łukaszewicz. Jubilatowi towarzyszyła żona Kamila.
Dyrektor artystyczny teatru, Jan Englert, podkreślił, że Teatr Narodowy uważa rozpoczęte dziś obchody 65-lecia pracy artystycznej Andrzeja Łapickiego nie za swój obowiązek, lecz przyjemność - wyraz przyjaźni i szacunku. Dodał też, że oficjalne obchody odbędą się 2 marca przy okazji przedstawienia "Iwanow". "W ciągu tych 65 lat przez 50 lat towarzyszyłem Andrzejowi Łapickiemu jako uczeń, student, czeladnik, wpatrzony w jego życie zawodowe i prywatne. Naśladowałem go w wielu sprawach , a nawet próbowałem parodiować, z czego mnie wyleczono dość skutecznie. Tak się potoczyły nasze losy, że dziś mogę okazać mu swój szacunek, przyjaźń i uczucie" - powiedział Jan Englert.
Andrzej Łapicki nie pozostał dłużny. "Jan Englert jakby na nowo powołał mnie do życia. Jak Pigmalion zaczął mnie lepić z niczego. Siedziałem już sobie w szafie przysypany naftaliną. On, przeglądając stare szpargały, przypomniał sobie, że był taki aktor jak ja, którego można by zatrudnić i zrobił to. Nie myślałem, że do tego stopnia się mną zajmie, że mnie ożeni. Zajął się wszystkim. Mało tego! Zamienił rok Słowackiego na rok Łapickiego" - żartował jubilat, który wernisaż swoich zdjęć uznał za niezwykle ciekawy.
"Zdjęcia są lepsze niż to, co grałem. Wygląda, że to świetny aktor" - przyznał z ironicznym dystansem, podkreślając, że zachowanie dystansu w życiu zawsze mu pomagało. "Wewnętrznie stale miałem dystans i opór wobec świata. Mnie się nic nie podoba, ja się sobie podobam najbardziej. Dobra zasada. Jak się sobie powie, że się jest najlepszym aktorem i wyjdzie na scenę, cała widownia tak pomyśli" - powiedział i podał receptę na świetną formę i długowieczność: "Trzeba lubić życie i interesować się nim. Życie samo w sobie jest ciekawe i fantastyczne. Wcale nie trzeba być aktorem, reżyserem, czy celebrytą. Po prostu być. Nie brać wszystkiego śmiertelnie poważnie, szczególnie polityki".




Na ratunek wielorybom
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
Twój komentarz może być pierwszy!