Odbierając nagrodę, 39-letni reżyser nie zapomniał podziękować duchom i zjawom, które otoczyły jego ekipę filmową i pozwoliły dotrzeć tak daleko.
"W dżungli, wzgórza i doliny, nasze przeszłe życia, w formie zwierzęcia albo czegoś innego, zjawiają się przede mną przede mną"- opowiada na początku filmu jego bohater, wujek Boonmee, staruszek, zbliżający się do końca swojego życia. Cierpiący na nieuleczalną chorobę nerek, Boonmee przygotowuje się do śmierci. Całkowicie naturalnie rozmawia ze swoją szwagierką, która przejmie jego gospodarstwo bartnicze, ale także z jego żoną i synem, którzy odeszli lata wcześniej. Ich duchy pojawiają się - jeden w formie ludzkiej, drugi jako małpa, co pozwala sądzić, że i ostatnia podróż Boonmee jest tylko przygotowaniem do wyznawanej przez tajskiego reżysera reinkarnacji.
"Wierzę w transmigrację dusz pomiędzy ludźmi, roślinami, zwierzętami i duchami" - zwierza się Weerasethakul. "Ale w tym filmie interesowały mnie także procesy zniszczenia i wymierania gatunków i kultur. W ostatnich latach w Tajlandii, nacjonalizm wzniecony poprzez zamachy stanu, spowodował konfrontacje natury ideologicznej" - wyjaśnia reżyser.
Urodzony w 1970 roku Weerasethakul jest autorem osobliwego kina, które nie zważa na konwencje filmowe i obróbkę czasu, miesza zawodowych aktorów z amatorami i przeznacza dużo miejsca dla fascynujących i nadprzyrodzonych mocy. Reżyser, który pochodzi z zacofanej północno-wschodniej tajskiej prowincji, niedaleko granicy z Birmą, podjął studia architektury przed wyjazdem do Chicago, gdzie studiował kino eksperymentalne i sztukę współczesną. Choć prócz zapalonych kinomanów mało kto znał Weerasethakula przed wyróżnieniem Złotą Palmą, tajski reżyser nie znalazł się na szczycie przez przypadek.
Jego pierwszy film długometrażowy - "Mysterious Object at Noon" wyszedł w roku 2000, wcześniej zajmował się głównie filmowaniem makiet i instalacjami wideo. Dzięki własnej, niezależnej firmie produkcyjnej "Kick the Machine Films", Weerasethakul zrealizował swój drugi film długometrażowy - "Blissfully yours". Przesłany pocztą selekcjonerom Festiwalu w Cannes, obraz otrzymał nagrodę w sekcji 'Un Certain Regard'.
W 2004 roku, Apichatpong Weerasethakul wrócił na canneńską Croisette z "Chorobą tropikalną", w której opowiada historię miłości żołnierza i jego kochanka, toczącą się w tropikach. Dzięki "niesamowitej plastyce" film otrzymał nagrodę jury. W roku 2006, jego "Światło stulecia", autoportret opowiadający wspomnienia z dzieciństwa, jako pierwszy film tajski w historii został zaprezentowany w konkursie o Złotego Lwa na Festiwalu w Wenecji.Przed rozpoczęciem festiwalu w Cannes "Uncle Boonmee who can recall his past lives" nie miał dystrybutora we Francji. To się powinno bardzo szybko zmienić.





Proste pragnienia
Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu
Twój komentarz może być pierwszy!