Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

"Kręcenie filmów jest frustrujące"

John Irving, jeden z najbardziej znanych współczesnych pisarzy amerykańskich, autor kultowego "Świata według Garpa", w dniach 7-9 września przebywa w Polsce w ramach europejskiej trasy promującej najnowszą powieść "Ostatnia noc w Twisted River". Podczas wtorkowego spotkania z czytelnikami opowiedział o życiu na styku świata książek i filmów i dlaczego w Hollywood "trzeba być młodym".

- Napisanie książki zajmuje mi zwykle pięć lat. Najszybciej zrobiłem to w trzy, najdłużej w siedem. A nigdy nie potrzebowałem więcej niż pół roku, żeby napisać pierwszą wersję scenariusza filmowego. Potem potrzebowałem tylko sześciu tygodni, żeby przerobić drugą wersję - powiedział pisarz.

Irving dodał jednak, że większą swobodę twórczą ma się w literaturze, niż w kinie.

- Na pewno o wiele trudniej napisać powieść niż scenariusz. Ale o wiele trudniej zrobić tak, żeby dobry film przypominał scenariusz niż, żeby wydana książka przypominała to, co się napisało. Działam więc w dwóch biznesach. Jeżeli piszę książkę, redaktor może mi doradzić, jak poprawić moją książkę - a ja mogę albo wziąć sobie to do serca, albo nie. Redaktor na ogół chce dobra książki, ale mimo to nie muszę go słuchać. Natomiast ci, którzy doradzają, jak przerobić scenariusz, na ogół nie mają pojęcia, jak to zrobić - Irving nie szczędził gorzkich słów pod adresem Hollywood.

- Pisarz jest powodem, dla którego książka się w końcu ukazuje. Natomiast autor scenariusza jest najmniej ważną osobą spośród tych, które robią film. To nie jest prawda, ale tak to działa. Jeżeli nieustannie czytamy recenzje, które zadają pytanie, dlaczego taki dobry aktor zagrał w tak kiepskim filmie, to odpowiedź brzmi: jest znacznie więcej dobrych aktorów niż dobrych scenariuszy. O wiele więcej dobrych aktorów niż dobrych scenarzystów. Jako pisarz, który ma dwa życia - pisarza powieściowego i pisarza scenariuszy - nie mogę podejść poważnie do branży, które nie traktuje pisarstwa poważnie - powiedział Irving.

Pisarz nie zamierza jednak odwrócić się od branży filmowej, przynajmniej nie w najbliższym czasie.

- Mam w tej branży dobrych przyjaciół. Miałem dużo szczęścia przy okazji ekranizacji "Regulaminu tłoczeni win". Pracowałem nad tym filmem ("Wbrew regułom") z Lasse Hallstroemem i nikt nam w tym nie przeszkadzał. Natomiast mały, krótki film, który powstał na podstawie "Jednorocznej wdowy" - "Drzwi w podłodze" - miał scenariusz napisany przez Toda Williamsa, on go też reżyserował. Zaadaptował tylko początkową jedną trzecią tej powieści - miał na to wspaniały pomysł, ale... nie miał pieniędzy. Więc sprzedałem mu prawa do tej powieści za symbolicznego dolara i zrealizował film, bardzo dobry film - dodał Irving, ujawniając przy okazji swoje najbliższe kinowe plany.

- W tej chwili pracuję nad czterema filmami. Trzeba było 13 lat, żeby nakręcić "Regulamin tłoczni win". Teraz mija 21 lat, od kiedy rozpocząłem starania o nakręcenie "Syna cyrku". Większość pierwotnej obsady już się za bardzo zestarzała, żeby zagrać swoich pierwotnych bohaterów. Gdybym miał w tym momencie 28 lat, może by mnie to bawiło. Ale patrząc na moje doświadczenia nie mogę oczekiwać, że przed moją śmiercią dojdzie do nakręcenia filmu, do którego się teraz przyłożę. O wiele większe szanse mam, jeśli będę pisał powieści - powiedział pisarz.

- Mimo wszystko wciąż pracuję jeszcze nad dwiema adaptacjami, dwoma oryginalnymi scenariuszami, ale to tylko dlatego, że kręcenie filmu to wspólny wysiłek i przyczyniają się do tego ludzie, których znam i lubię. Ale za nic nowego się już nie wezmę. Pisanie powieści daje zbyt pełną satysfakcję, natomiast kręcenie filmów jest źródłem zbyt pełnej frustracji. Myślę, że istnieją takie filmy, które chcą nakręcić scenarzyści, reżyserzy, aktorzy, ale studia filmowe nie są nimi zainteresowane - tłumaczy Irving.

Na koniec pisarz porównał sytuację scenarzystów do... hollywoodzkich aktorów.

- Pamiętam swoje pierwsze spotkanie filmowców w Hollywood i ktoś powtórzył tę starą, wyświechtaną prawdę, że "trzeba być bardzo młodym, żeby działać w tym biznesie". Myślałem, że słowo młody odnosi się tylko do aktorów, bo nikt nie chce patrzyć na starych, wolą młodych i atrakcyjnych. Ale dziś wiem, że mają na myśli pisarzy scenariuszy, bo trzeba się naczekać, aż zrobią twój film, minimum 20-30 lat - zakończył pisarz.

ródło informacji: INTERIA.PL/PAP

więcej o:
powieść,
książki,
Hollywood,
scenariusz,
film,
Pisarz

Dodatki

Zwiastuny

Nowości

Top 10


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe